Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday September 19th 2017

Zmarnowany jubileusz?

Trwa jubileuszowy rok stulecia Łódzkiej Orkiestry Symfonicznej – najstarszej orkiestry w Polsce po Filharmonii Warszawskiej. Kulminacja obchodów minęła. Jednak według muzyków orkiestry cały jubileusz został zmarnowany.

Oczywiście, nie brakło okolicznościowych przemówień, gratulacji i toastów, ale warto się w tym miejscu zastanowić, czy w gmachu przy ul. Narutowicza faktycznie wszystko wygląda tak wspaniale, jak mogłoby to wynikać z owych przemówień a także wydawnictw towarzyszących jubileuszowi. W obchodach, zbyt skromnie reklamowanych w mediach i w mieście (nawet na fasadzie filharmonii nie było widocznego z daleka napisu informującego o stuleciu orkiestry), nie uczestniczył nikt z rodziny patrona Filharmonii. Czyżby uznano, że skoro córki Mistrza zaprasza na „swoje” festiwale Wojciech Grochowalski, to nie potrzeba iść w jego ślady? Notabene z logo instytucji zniknął nagle wizerunek wybitnego pianisty. Dlaczego? W zamian pojawił się minimalistyczny znak nawiązujący do – bądźmy szczerzy – spapranej architektonicznie fasady „szklanego gmachu”.

Stulecie to wymarzona okazja do uhonorowania odznaczeniami zasłużonych, długoletnich pracowników. Medale Zasłużonych dla Kultury Polskiej otrzymali dyrygenci współpracujący z FŁ zaledwie od dwóch sezonów, natomiast przy odznaczeniach pominięto muzyków zasiadających przy swoich pulpitach 40 a nawet więcej lat. Na jakie „potem” odkłada się sprawę? W programach jubileuszowych koncertów nie wydrukowano nawet składu orkiestry a wydawnictwo z okazji jej stulecia (dostępne dla muzyków po… 50 zł) zawiera na początku informację o nowych organach. Filharmonia szczyci się organami, podkreślając, że nigdzie na świecie nie ma, jak w Łodzi, dwóch instrumentów w sali koncertowej. Nie ma, bo z punktu widzenia powstałego w ciągu wieków zasobu dzieł muzycznych takie „osiągnięcie” jest absurdem. Niech mi dyr. Tomasz Bęben powie, ile skomponowano utworów uzasadniających tak kosztowną inwestycję w niezbyt bogatym, mającym różne niezałatwione problemy, łódzkim przybytku Polihymnii. Zamawianie teraz u kompozytorów utworów na dwoje organów i orkiestrę to pomysł poroniony. Natomiast recitalom organowym, na wzór kościelnych, nie można wróżyć nadzwyczajnego powodzenia z powodu kiepskiej akustyki.

Odnosi się zarazem wrażenie, że najważniejszym, historycznym osiągnięciem placówki jest festiwal Kolory Polski – mający swe plusy, ale pozbawiony przecież tego, co dla poważnej imprezy cyklicznej jest najważniejsze – przemyślanej i spójnej koncepcji repertuarowej. A skoro o repertuarze mowa. Można zaobserwować w filharmonii daleko posuniętą marginalizację repertuaru narodowego, polskiego. Od momentu, gdy szefem orkiestry został Daniel Raiskin, nie gra się niektórych kompozytorów wcale, że wymienię choćby ojca nowoczesnej symfoniki polskiej, Mieczysława Karłowicza. Listę można by rozbudować. Zaś największy po Chopinie, Karol Szymanowski, niby kiedyś pojawił się, ale w ilości zgoła „śladowej”. W trakcie jubileuszu nie wykonano żadnej kompozycji tak silnie związanych z placówką – Henryka Czyża czy Zdzisława Szostaka. Wprowadza się natomiast do programu coraz więcej muzyki rosyjskiej, w tym tak kontrowersyjne utwory, jak Szostakowiczowska symfonia poświęcona pamięci Lenina czy (w jednym z głównych koncertów z okazji stulecia) uwertura skomponowania dla uczczenia rewolucji bolszewickiej. Pojawiła się wręcz opinia o prowokacji.

W roku jubileuszowym nie nadarzyła się okazja ujrzenia na podium kapelmistrzowskim dyrygentów o światowej renomie, choć ich honoraria prawdopodobnie nie przewyższyłyby tych, które otrzymuje Raiskin, przewidziany w tym sezonie, jak obliczyłem, 19 razy na 36 koncertów. Zapewne orkiestrę i melomanów w zupełności zadowoliłby występ rosyjskiego dyrygenta raz w miesiącu. Na siłę lansuje się też jako dyrygenta artystę-rezydenta FŁ, Ivana Monighettiego, choć jego umiejętności kapelmistrzowskie wydają się odwrotnie proporcjonalne do kunsztu w grze na wiolonczeli (kwestionowałbym zarazem to, że gra on w Łodzi tak często).

Soliści powtarzają się (znajomi Raiskina?), a w kontekście jubileuszu zupełnie zapomniano o utytułowanych artystach polskich, którzy zasłużyli się dla łódzkiej instytucji, by wymienić np. Kulkę, Jakowicza, Jabłońskiego, Olejniczaka, Zimermana. Orkiestra Filharmonii Łódzkiej, znana (kiedyś?) na całym świecie, staje się powoli zespołem regionalnym. Nie organizuje się, jak w minionym, coraz odleglejszym okresie, zagranicznych wyjazdów koncertowych, a brak możliwości współpracy ze światową czołówką dyrygencką nie może, w dłuższej perspektywie czasowej, sprzyjać utrzymaniu wysokiego poziomu artystycznego. I tego nie zastąpi obecna propaganda sukcesu. Pisałem już w „Aspekcie Polskim” o bulwersujących okolicznościach poprzedzających śmierć w grudniu ub.r. długoletniego chórmistrza FŁ, Marka Jaszczaka, o powierzaniu zapowiadania koncertów byłej współpracowniczce SB. Do tych spraw więc nie wracam, a zakończę te uwagi swoistą „ciekawostką”. Za jubileuszowy bankiet muzycy orkiestry musieli zapłacić z własnej kieszeni – dyrekcja nie zdobyła się na odpowiedni gest. W sumie nie dziwi więc rozczarowanie a nawet poczucie klęski u członków zespołu – Jubilata.

(„Kalejdoskop” nr 4/2015)

Latest Topics

III Zlot Poetów

W łódzkim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 przy ul. Minerskiej (w gmachu i na terenie przyszkolnym) [Read More]

Koncert wśród lilii

W uniejowskiej kolegiacie odbył się koncert poetycki pt. Uniejów i jego święci z udziałem m.in. łódzkiego poety [Read More]

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

O służbach specjalnych III RP

 Wojciech Sumliński, znany (i swego czasu najbardziej w Polsce inwigilowany) dziennikarz śledczy, opublikował w tym [Read More]

Angela Gheorghiu w Łodzi

Na scenie łódzkiego Teatru Wielkiego, w nadzwyczajnym koncercie wieńczącym obchody 50-lecia  placówki, [Read More]

Interesting Sites

    Archives