Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Sunday December 16th 2018

Szyld, wizerunek a kwestia smaku

Na dobrze znanym wszystkim łodzianom budynku przy ul. Narutowicza 20/22, na kiczowatej, bo niezgodnej z projektem architektonicznym Romualda Loeglera fasadzie, widnieje szyld o treści szlachetnej: Filharmonia Łódzka im. Artura Rubinsteina.

Kilka lat temu, 1. października, czyli w Międzynarodowym Dniu Muzyki, na tejże fasadzie eksponowana była dużej wielkości reklama koncertu Krzysztofa Krawczyka. Nic nie mam przeciw temu piosenkarzowi, czy jednak miejsce (a może i czas) na promocję jego osoby były najwłaściwsze? Plakaty zapowiadające imprezy komercyjne prawie zawsze znajdują się zresztą za szybą wspomnianego obiektu. Ostatnio anonsowany był m.in. sylwester. Rok 2018  można było powitać w filharmonii poddając się i tym razem urokom roztaczanym przez byłą tajną współpracowniczkę SB, która imprezę poprowadziła.

Ogólnie można zauważyć, że szyld, logo Filharmonii pojawiają się w rozmaitych kontekstach. W odbywającej się niedawno, 20. edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Chóralnego Cantio Lodziensis wziął udział, firmowany przez Filharmonię Łódzką, Chór dla (Nie)opornych. Poziom Cantio Lodziensis był wysoki, ale tej akurat formacji raczej nie dało się słuchać. Oczywiście, w przeciwieństwie do śpiewających amatorów, orkiestra filharmoniczna swoimi występami na ogół cieszy ucho. Gra dobrze, niekiedy bardzo dobrze, tyle tylko, że dzisiaj – zupełnie tak samo, jak i dawniej – już po kilku taktach orkiestrowych produkcji słyszy się, że to właśnie zespół łódzki, a nie na przykład NOSPR. Krucho jest w ostatnim okresie w „szklanym gmachu” z zagranicznymi solistami, dyrygentami, jak i gościnnie występującymi w Łodzi orkiestrami. Filharmonicy chyba nie lubią nagrywać płyt, nie słychać również o jakimś liczącym się tournée.

Na koncerty symfoniczne słuchaczy przychodzi wciąż sporo. Pomijam, że nierzadko jest to „nowa publiczność” niewyłączająca po wejściu do „świątyni sztuki” telefonów komórkowych i bijąca brawo po częściach symfonii. Tak czy inaczej to dobrze, że ta publiczność w ogóle jest. Lecz jak będzie w przyszłości? Dyrektor naczelny Tomasz Bęben z niezrozumiałych powodów definitywnie zastopował akcję prowadzonych dawniej przez filharmonię, comiesięcznych, umuzykalniających koncertów odbywających się w kilkudziesięciu szkołach Łodzi i regionu. Akcja stanowiła rozpoczęte niedługo po zakończeniu wojny i niezmiennie cieszące się uznaniem uczniów oraz nauczycieli działanie ukierunkowane na przygotowanie młodzieży do odbioru muzyki poważnej, zarazem reklamujące łódzką placówkę. Ze względu na symboliczne honoraria dla artystów miało to działanie charakter w gruncie rzeczy samofinansujący się. Czy w związku z tym, że wychowanie muzyczne jako przedmiot nauczania w szkołach prawie nie istnieje, słuchaczy koncertowych kiedyś nie zabraknie? To, co się obecnie próbuje robić we wspomnianej dziedzinie w siedzibie orkiestry ma już zasięg i oddziaływanie niewielkie.

Ale dyrekcja na zapas się nie martwi, żyje chwilą obecną i szczyci się m.in. festiwalem Kolory Polski. Jednak ów festiwal do dziś nie dorobił się czytelnej koncepcji artystycznej (a przemyślana koncepcja stanowi podstawowy miernik wartości tego typu przedsięwzięć). Wyróżnikiem Kolorów Polski jest aspekt pozamuzyczny, turystyczny, polegający na wyjazdach autokarami „w teren”. Mogłoby je więc organizować nawet biuro turystyczne angażując chcących dorobić sobie latem wykonawców reprezentujących różne, nieraz bardzo odległe od siebie nurty, albo wręcz koordynując lokalne, rodzące się w poszczególnych miejscowościach regionu, inicjatywy.

I jeszcze jedno. Umieszczone w tytule niniejszego tekstu słowo „szyld” rodzi dodatkowe konotacje, związane z relacjami instytucji z innymi podmiotami, m.in. tam, gdzie chodzić może o wzbogacenie wizerunku kosztem cudzych dokonań. Wojciech Grochowalski, twórca i organizator Rubinstein Festival, powiedział mi: – dyrektor Bęben po prostu podkradł mi festiwalowy koncert z Włochem Collim pisząc, że to jest jego (filharmonii) wydarzenie, wprowadzając także w błąd, że to koncert finałowy Festiwalu Rubinsteina. Nikt mu nie dawał zgody na używanie nazwy organizowanej przeze mnie imprezy ani wymieniania nazwisk zakontraktowanych przeze mnie pianistów. Poza tym filharmonia przywłaszczyła sobie zdjęcia z koncertu, za które zapłaciłem i opublikowała je na swoim facebooku jako własne i z własnej imprezy. Mam wszystko udokumentowane, interweniowałem u marszałka województwa i dyrektora Departamentu Kultury w Urzędzie Marszałkowskim.

Sprawa trochę nieprzyjemna, skądinąd ciekawe, gdzie dyrekcja filharmonii znajduje dla siebie wzorce etyczne. Tego nie wiem, ale wspomnę o intensywnym promowaniu przez Filharmonię Łódzką „Gazety Wyborczej”, której umożliwiono swego czasu urządzenie w siedzibie orkiestry czegoś na kształt festynu, ba, nawet konferencje prasowe Filharmonii odbywały się pod umieszczonym w sali konferencyjnej szyldem tejże gazety.

Nikt nie oczekuje od dyr. Bębna, że będzie promować „Gazetę Polską” – a na jej temat pozwolił sobie na złośliwą uwagę podczas jednej z konferencji, siedząc pod wielką winietą „Wyborczej”. Trudno natomiast, mając na względzie to, co powyżej, oprzeć się skojarzeniu z wierszem Herberta dotyczącym subtelnej kwestii smaku…

(„Kultura i Biznes”  nr 68 – 2017)

Latest Topics

Komu ufają Polacy?

W wydawnictwie Wojciech Sumliński Reporter ukazała się w tym roku książka Tomasza Budzyńskiego i Wojciecha [Read More]

O filmowych festiwalach i nie tylko

Już pod koniec ubiegłego stulecia Maryla Hopfinger twierdziła, że kultura współczesna zyskała charakter [Read More]

Wyśpiewane dzieje

Z Jerzym Wolniakiem – reżyserem, śpiewakiem, pedagogiem, animatorem kultury, rozmawia Janusz Janyst – [Read More]

Stulecie piosenką opowiedziane

Dla uczczenia stulecia odzyskania przez Polskę, po 123 latach zaborów, niepodległości, Teatr Wielki w Łodzi [Read More]

Niżyński na DVD

Fundacja Kamila Maćkowiaka przygotowała dla teatromanów nie lada gratkę. Monodram Niżyński, uważany przez [Read More]

Interesting Sites

    Archives