Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Thursday October 17th 2019

Pełnię posługę jako organistka

Rozmowa z Agnieszką Dobroń – organistką i klawesynistką

JANUSZ JANYST: – Czy funkcję organistki, którą od pół roku pełni Pani w kościele p.w. św. Faustyny w Łodzi, traktuje Pani jako pracę, czy też coś więcej?

AGNIESZKA DOBROŃ: – Dla mnie bycie organistką to nie tylko praca. Zawsze szukałam swego miejsca w Kościele – jako młoda dziewczyna znalazłam je dzięki oazie, teraz stwierdziłam, że swoją posługę będę kontynuować właśnie jako organistka. Kończę akurat Studium Organistowskie w Łodzi, dające dyplom muzyka kościelnego. O oazie nie zapomniałam, ale osiągnęłam kolejną formę przynależności do wspólnoty Kościoła, polegającą na wykorzystaniu w praktyce tego, czym Pan Bóg obdarowuje.

– Organiści kościelni nie są, a w każdym razie nie powinni być wyłącznie muzykami?

– Uważam, że organiści powinni mieć odpowiednią formację duchową, winni dbać o rozwój duchowy i szukać wspólnot, które by im pomogły zbliżyć się do Pana Boga. Jako osoby głęboko wierzące organiści winni dawać przykład wiernym. A samo granie na Mszy Św. często nie wystarcza.

– Co jest dla młodej organistki wyzwaniem warsztatowym?

– W pierwszej kolejności duża ilość pieśni do nauczenia. Znam wiele pieśni, ale żeby się wszystkich nauczyć grać, potrzeba trochę czasu. Na ogół korzystam z gotowych opracowań, nieraz sama harmonizuję. Wyzwaniem jest na pewno taki sposób grania, aby ludzie mogli i chcieli śpiewać. Należy dobrać odpowiednią tonację, melodia musi wyraźnie dominować. Jak się gra dla samego siebie, to jest to zupełnie inne granie, niż podczas nabożeństwa, kiedy lud Boży, który ma śpiewać, trzeba poprowadzić.

– Pani nie tylko gra w kościele, ale i śpiewa, nieraz jednak – jak słyszałem – solo. Jak temu zaradzić, jak zmobilizować wiernych do śpiewania?

– Na każdej Mszy Św. gram przynajmniej dwie pieśni, które ludzie na pewno znają i w które powinni się włączyć. Ułatwienie stanowi wyświetlany na ekranie tekst, co jest szczególnie istotne w wypadku pieśni nowych. Niestety, niektórzy nie śpiewają, bo nie chcą, i trudno coś z tym zrobić. Na pewno wśród przyczyn takiego stanu rzeczy można wskazać na zanikanie zwyczaju śpiewania rodzinnego, towarzyskiego, oraz brak dobrze realizowanego wychowania muzycznego w szkołach.

– Studiuje Pani zarazem klawesyn w Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów. To inny świat dźwiękowy, inny repertuar…

– Jestem w klasie prof. Ewy Piaseckiej. Wykonuję kompozycje Johanna Sebastiana Bacha i jego synów, Johanna Jacoba Frobergera, klawesynistów francuskich, takich jak Francois Couperin, Louis Couperin, Jean Philippe Rameau, a także muzykę włoską – Domenica Scarlattiego itd. Dźwięk klawesynu jest krótki, w grze stosuje się bardziej ozdobny styl, inny niż w wypadku organów. Muzyka należy zdecydowanie do sfery profanum, dużo jest w tej muzyce dawnych tańców.

– A czy w doskonałej strukturalnie muzyce świeckiej jest coś, co zbliża do sacrum?

– Każdy może mieć na to inne spojrzenie, ja, ponieważ jestem osobą wierząca, utożsamiam doskonałość utworów z dziełem Bożym. Sądzę, że Pan Bóg miał jakiś wpływ na kształtowanie takich dzieł obdarzywszy twórców talentem. Poza tym wielu kompozytorów było blisko kościoła – na przykład Couperinowie grali w paryskich kościołach na organach.

– Na czym polega Pani obecny związek z ruchem oazowym?

– Uczęszczam na spotkania formacyjne dla animatorów oazowych, jestem w grupie synodalnej i działam w diakonii oaz rekolekcyjnych. Organizujemy rekolekcje wakacyjne dla dzieci i młodzieży, szukamy księży, którzy chcieliby się zająć prowadzeniem oaz, pozyskujemy środki finansowe. Prowadzę również oazę studencką przy katedrze łódzkiej. Jesteśmy wspólnotą młodych ludzi, spotykamy się co tydzień w takim samym gronie. Te spotkania mają charakter formacji ciągłej, ale są otwarte dla nowych uczestników.

– Co, przy tylu obowiązkach, stanowi dla Pani odskocznię, rozrywkę?

– Odskocznia, jak każdemu, jest mi potrzebna. Śpiewam w Kameralnym Chórze Żeńskim Rebelove, prowadzonym przez Marię Hubluk–Kaszubę a wykonującym m.in. także muzykę religijną. Uczestniczymy w konkursach krajowych i zagranicznych, w ostatnim Cantio Lodziensis zajęłyśmy w swojej kategorii pierwsze miejsce. Raz w tygodniu uczę się z narzeczonym tańczyć salsę. Zmianę wrażeń daje mi również dodatkowe zajęcie zarobkowe… pracuję jako księgowa, co nawet polubiłam.

„Niedziela Łódzka” 11/2019

Next Topic:

More from category

Pamięć o historii

Po raz kolejny zorganizowane zostały w Jeżowie uroczyste obchody rocznicowe związane z bitwą rozegraną nieopodal [Read More]

Panie z bojowego szlaku

Na rynku czytelniczym pojawiła się, wydana nakładem warszawskiej oficyny Zona Zero, książka Agnieszki [Read More]

Łódź w piosence

W czerwcu sala koncertowa Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów przy ul. Żubardzkiej była miejscem [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Interesting Sites

    Archives