Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Monday September 23rd 2019

Koncert jazzowej kameralistyki

W wypełnionej po brzegi sali koncertowej Filharmonii Łódzkiej wystąpił Atom String Quartet – znakomity polski zespół jazzowy, mający skład klasycznego kwartetu smyczkowego a grający w składzie: Dawid Lubowicz i Mateusz Smoczyński – skrzypce, Michał Zaborski – altówka i Krzysztof Lenczowski – wiolonczela. Koncert stanowił promocję najnowszej płyty zespołu zatytułowanej Seifert.

Jak powszechnie wiadomo, Zbigniew Seifert był wybitnym polskim skrzypkiem jazzowym i kompozytorem. Zmarł przedwcześnie w roku 1979 w wieku 33 lat. Reprezentował ekspresyjny styl gry oparty na doskonałej technice wiolinistycznej a nawiązujący m.in. do dokonań saksofonisty Johna Coltrane’a. Jedną z najważniejszych płyt Seiferta była Passion. Niewątpliwie trudno, aby dokonania tego artysty nie oddziaływały, w mniejszym lub większym stopniu, na jazzmanów grających na instrumentach smyczkowych.

W sierpniu 2016 roku, podczas Letniej Akademii Jazzu, Atom String Quartet wystąpił w łódzkim klubie Wytwórnia wykonując we własnych aranżacjach utwory Seiferta m.in. z płyt Man On The Light i Kilimanjaro. Ten właśnie koncert stał się bezpośrednim impulsem do przygotowania promowanej teraz, wydanej przez Fundację im. Zbigniewa Sejferta płyty – czwartej w karierze smyczkowego kwartetu, trzeciej studyjnej a pierwszej monograficznej.

O Atom String Quartet można by powiedzieć, że to w jakimś sensie muzycy pogranicza. Są przecież wyśmienitymi kameralistami, wirtuozami mogącymi równać się z każdym ansamblem wyspecjalizowanym w interpretowaniu tzw. poważnej muzyki powstałej współcześnie, a zapewne nie tylko współcześnie. I zresztą w niektórych momentach, w sekwencjach aranżowanych (te aranżacje są pamięciowe, gdyż ponoć grali tylko z „prymek”), tak właśnie, „poważnie”, czy też „klasycznie” kwartet brzmiał. Jednak to zarazem czwórka instrumentalistów improwizujących jazzowo – na filharmonicznym koncercie każdy z nich prezentował własne solówki (choć, żeby być w zgodzie z faktami: wiolonczelista zrobił to tylko raz). Gdy jeden muzyk improwizował, pozostali tworzyli sekcję towarzyszącą, stosującą urozmaiconą fakturę, rytmikę i artykulację, włącznie z uderzaniem w pudło rezonansowe a raz nawet tupaniem.

Wykonywane utwory miały różny charakter zarówno pod względem nastrojowym (w Kilimanjaro pojawiły się aluzje afrykańskie), brzmieniowym (harmonika zawsze była bogata, złożona, obywająca się bez „czystych” trójdźwięków), jak i obsadowym. Zdarzył się utwór będący duetem skrzypków, inny natomiast – altowiolisty z wiolonczelistą.

Ten koncert jazzowej kameralistyki okazał sie niezmiernie interesujący chyba w równym stopniu dla jazzfanów, jak i zwolenników kameralistyki klasycznej.

Previous Topic:

More from category

Lato z muzyką (ze znakami zapytania)

W kościołach coraz częściej odbywają się koncerty. Są one zróżnicowane pod względem gatunku muzyki (klasyka, [Read More]

Łódź w piosence

W czerwcu sala koncertowa Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów przy ul. Żubardzkiej była miejscem [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Śpiewająca lekarka

Rozmowa z  dr Wandą RYBAK –  łódzkim  lekarzem rodzinnym i pediatrą JANUSZ JANYST – Pani doktor nie [Read More]

Pełnię posługę jako organistka

Rozmowa z Agnieszką Dobroń – organistką i klawesynistką JANUSZ JANYST: – Czy funkcję organistki, którą [Read More]

Interesting Sites

    Archives