Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Monday September 23rd 2019

Werliński uhonorowany

(przyczynek do historii łódzkiej sceny operowej)

Tenor Roman Werliński, były solista Teatru Wielkiego w Łodzi, prowadził na Wydziale Muzycznym Uniwersytetu w Mersin (Turcja) warsztaty wokalne. Zakończyły się one nadaniem imienia Werlińskiego sali, w której odbywały się zajęcia.

Roman Werliński urodził się w Raciążu, do średniej szkoły muzycznej uczęszczał w Olsztynie, gdzie opiekowała się nim pedagog śpiewu Maria Stankowa, dawna solistka opery wiedeńskiej. Jej ówczesny uczeń nazywał ją pedagogiem „matką”, gdyż – jak twierdzi – szczególnie dużo od niej skorzystał. Studia odbył w Warszawie na Wydziale Wokalnym ówczesnej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, u prof. Wiktora Brégy.

Gdy w styczniu 1967 roku nowo wybudowany Teatr Wielki w Łodzi zainaugurował działalność, Werliński zgłosił się do dyrektora Zygmunta Latoszewskiego i po przesłuchaniu został przyjęty. Zapewne nie mógł wtedy przypuszczać, że scenie tej pozostanie wierny aż do emerytury.

Praca przez całe ćwierćwiecze była intensywna, choć kariera z powodów, o których mowa niżej, jedynie w fazie początkowej mogła rozwijać się harmonijnie. Solista zadebiutował w styczniu 1968 roku w Strasznym dworze Moniuszki jako Damazy. W ciągu kilkunastu późniejszych lat kreował wiele pierwszoplanowych ról tenorowych, współpracując w przygotowaniu premier z takimi reżyserami, jak Kazimierz Dejmek, Antoni Majak, Ryszard Peryt, Maciej Prus i takimi dyrygentami, jak Zygmunt Latoszewski, Tadeusz Kozłowski, Bogusław Madey, Mieczysław Wojciechowski. Śpiewał w Czarodziejskim flecie, Cosi fan tutte, Uprowadzeniu z Seraju Mozarta, Fideliu Beethovena, Henryku VI na łowach Kurpińskiego, Hrabinie Moniuszki, Kniaziu Igorze Borodina, Eugeniuszu Onieginie, Jolancie Czajkowskiego, Normie Belliniego, Fauście Gounoda, Zaręczynach w klasztorze Prokofiewa, Zorbie Kandera, Kawalerze srebrnej róży Straussa(ostatnia duża rola)i zbierał pochlebne opinie. Równocześnie w Filharmonii Łódzkiej brał udział w wykonaniu Mszy h-moll Bacha, Mszy św. Cecylii i Stworzenia świata Haydna, Mszy koronacyjnej oraz Requiem Mozarta. W Filharmonii Olsztyńskiej uczestniczył w realizacji III Symfonii Szymanowskiego a także światowym prawykonaniu De revolutionibus Paciorkiewicza. Do dyrygentów, z którymi w filharmoniach przygotowywał te dzieła, należeli Henryk Czyż, Zdzisław Szostak, Janusz Przybylski, czy Krzysztof Missona.

Znajdował zarazem czas na robienie czegoś dla radia, telewizji, filmu, ponadto dla łódzkich scen dramatycznych. Jego głos można usłyszeć w dialogach i piosenkach w odcinkowym filmie Przygody Misia Coralgola, w telewizyjnych spektaklach Bastien i Bastienne Mozarta, Kynologu w rozterce Czyża (tu, oczywiście, nie tylko głos został utrwalony). W Teatrze Nowym, obecnie im. Kazimierza Dejmka, sprawował opiekę wokalną nad aktorami występującymi w Operetce Gombrowicza i Cieniu Młynarskiego, w Teatrze 7.15 – w Dwojgu na huśtawce Gibsona.

Ale już niebawem nadciągnąć miały ciemne chmury, kończące na dłuższy czas pogodny okres życia artysty. Po wprowadzeniu stanu wojennego, za dyrekcji obdarzanego zaufaniem władz komunistycznych Sławomira Pietrasa (okres dyrektorowania Teatrem Wielkim: 1982-91), Werliński, jako działacz solidarnościowy, zaczął mieć kłopoty. Niektórych, popierających reżim Jaruzelskiego śpiewaków publiczność wówczas „wyklaskiwała”, ale generalnie mieli się oni dobrze. Werliński – nie. Służba Bezpieczeństwa kilkakrotnie wzywała go do swojej siedziby, próbując zwerbować do współpracy. Odmówił. Natomiast Pietras (o którym niektórzy powiadali, że walczy z Solidarnością) rzucał mu kłody pod nogi, nie obsadzał w rolach pierwszoplanowych, jedynie w drugoplanowych. Śpiewak starał się jakoś zrekompensować to sobie, sprawując funkcję opiekuna wokalnego solistów.

– Wyniosłem z domu twardy charakter i niesprzedajność – podkreśla – żadna kolaboracja nie wchodziła w rachubę. Może dlatego nie mam tego, co mógłbym mieć: daczy, samochodu. Z powodu zaangażowania w działalność Solidarności odstawiono mnie w teatrze „do kąta”. Satysfakcję dał mi za to pamiątkowy, srebrny ryngraf „Za zasługi w walce o Wolną Polskę”, wręczony przez legendarnego opiekuna łódzkiej Solidarności, ojca Stefana Miecznikowskiego. W 1990 roku, nie widząc dla siebie w Łodzi specjalnych perspektyw, wyjechałem do pracy do Turcji…

Należy zaznaczyć, że w tzw. międzyczasie ważną dziedziną aktywności Romana Werlińskiego stała się również pedagogika. Dawał prywatne lekcje śpiewu, na które chętnie przychodzili m.in. studenci Wydziału Wokalno-Aktorskiego łódzkiej Akademii Muzycznej, nie zawsze w pełni zadowoleni ze współpracy z profesorami, do których zostali przydzieleni. Dzięki lekcjom Werliński szybko zyskał renomę świetnego specjalisty w tejże dziedzinie.

Został wykładowcą Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej. Prowadził tam impostację głosu na Wydziale Aktorskim. Miał zarówno zajęcia zbiorowe, jak i indywidualne, a studenci (byli wśród nich np. Adrianna Biedrzyńska, Ewa Sonnenburg, Jadwiga Jankowska, Zbigniew Zamachowski) musieli zaliczyć m.in. fragmenty Krakowiaków i górali Stefaniego, Cienia Młynarskiego, Księżyca Orffa.

Przed rokiem 1990 przyjechali z wizytą do Łodzi dyrektorzy Narodowej Opery w Ankarze, aby przyjrzeć się pracy Teatru Wielkiego. I to oni, dokonawszy „rozpoznania”, zaproponowali Werlińskiemu etat opiekuna wokalnego wszystkich ponad czterdzieściorga współdziałających z placówką w Ankarze solistów. Werliński nie mógł od razu wyjechać, czekano rok na jego przyjazd, nie angażując nikogo innego. Na miejscu kazało się, że obowiązków jest dużo („bite” osiem godzin dziennie), ale powodów do zadowolenia też niemało.

Po powrocie z Turcji, za kadencji dyrektorskiej Kazimierza Kowalskiego w Teatrze Wielkim (rozpoczął kierowanie sceną w r. 1994), Werliński nic już nie śpiewał, mało tego, dostał… zakaz wstępu do teatru. Z jakich powodów? Tych samych, które motywowały Pietrasa, a więc de facto politycznych. W tej sytuacji artysta ponownie wyjechał do Turcji, by w latach 1996 – 2003 prowadzić, jako profesor kontraktowy, klasę śpiewu solowego na Wydziale Muzycznym Uniwersytetu w Mersin. Ukończyło jego klasę siedmioro studentów, niektórzy robią dziś karierę, np. Orhan Ildys – solista opery wiedeńskiej, czy Bulent Bezduz – śpiewający sporo w Europie i Ameryce.

Można przy okazji odnotować, że w 2005 roku Akademia Muzyczna w Łodzi wydała, pod redakcją Krystyny Juszyńskiej, książkę pt. Łódzka scena operowa (z cyklu Kultura muzyczna Łodzi). Pośród sylwetek śpiewaków występujących w Teatrze Wielkim w latach 1967-2004 Romana Werlińskiego zabrakło. Wymieniono natomiast z nazwiska… ok. dziesięciu PZPR-owskich aparatczyków, obecnych na uroczystości otwarcia gmachu 19. stycznia 1967 roku.

Po kolejnym powrocie do Polski Werliński w dalszym ciągu poświęcał się pracy pedagogicznej, ale w 2018 roku ponownie pojawił się w Mersin. Tym razem zaproszony został do poprowadzenia warsztatów wokalnych. Udały się znakomicie – w podziękowaniu za owocną pracę uczelnia „na wieczną rzeczy pamiątkę” nadała jego imię sali, w której uczył studentów. Zostało to nagłośnione przez turecką prasę.

– Niektórzy myśleli, że zostanę wdeptany w ziemię, ale nie dałem się – mówi Werliński. A że do setki zostało mi nie tak znów mało latek, zamierzam jeszcze trochę zdziałać – dodaje.

More from category

Panie z bojowego szlaku

Na rynku czytelniczym pojawiła się, wydana nakładem warszawskiej oficyny Zona Zero, książka Agnieszki [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Słynne ucieczki Polaków

Łódzka Księgarnia Wojskowa im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” systematycznie – na ogół dwa razy w [Read More]

O sytuacji w Kościele katolickim

W warszawskim Wydawnictwie św. Tomasza z Akwinu ukazała się książka abp. Jana Pawła Lengi pt. Przerywam zmowę [Read More]

Interesting Sites

    Archives