Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Monday September 23rd 2019

Rok Grażyny Bacewicz

W roku 2019 przypada 110. rocznica urodzin i 50. rocznica śmierci Grażyny Bacewicz, o której mówiono niegdyś, że jest najwybitniejszą kobietą kompozytorką świata.

Urodzona w Łodzi i działająca tu przez jakiś czas twórczyni miała tak znakomicie opanowany warsztat kompozytorski, że jeszcze w latach 60-tych niektórzy, nieznający jej osobiście dyrygenci zagraniczni sądzili, że Grażyna to mężczyzna (wtedy niewiele pań trudniło się pisaniem muzyki, a te, które to robiły, nie osiągały na ogół godnych większej uwagi rezultatów). W beletryzowanych wspomnieniach Grażyny Bacewicz pt. Znak szczególny można przeczytać, że przychodziły do niej z zagranicy listy zaczynające się od słów: Cher Monsieur Grażyna Bacewicz, lub Dear Mister Bacewicz . Natomiast pewien krytyk stwierdził autorytatywnie, iż w jej cieniu z pewnością stoi mężczyzna, piszący za nią wszystkie utwory. Dopiero po jakimś czasie świat muzyczny zorientował się, w czym rzecz – naturalnie w Polsce od początku wszystko było oczywiste.

Warto przywołać kilka opinii sprzed lat dotyczących kompozytorki, a pochodzących od jej kolegów po fachu; wypowiedzi lokujących artystkę na samym szczycie Parnasu. „Nieraz mawiałem, że jest ona największą kompozytorką, bo kobiety-kompozytorki do jej czasów nie zajęły tak wybitnego miejsca, a w epoce romantycznej nie wychodziły poza salon” – pisał Witold Rudziński. Opinia Stefana Kisielewskiego była analogiczna: „Grażyna jest na pewno na całym szerokim świecie najwybitniejszą i najwszechstronniejszą kobietą piszącą muzykę”.

Jeśli obecnie nie powtarza się tak jednoznacznych sądów, to wcale nie oznacza, iż rangi jej dorobku się nie dostrzega. Może nawet widzi się tę rangę wyraźniej na tle niektórych, obniżających poprzeczkę warsztatowych wymagań, aktualnych tendencji kompozytorskich.

Była trzecim dzieckiem mieszanego, polskiego ze strony matki a litewskiego ze strony ojca, małżeństwa. Rodzeństwo to Kiejstut – późniejszy długoletni rektor łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, ceniony pianista-kameralista, z wykształcenia także filozof, Wanda – poetka, oraz Witold (Vytautas Bacevičius) – kompozytor, który później wraz z ojcem, Vincasem, osiadł na Litwie. Grażyna, razem z braćmi, początkowo uczyła się muzyki u ojca. Od 1919 roku uczęszczała do łódzkiego konserwatorium Heleny Kijeńskiej-Dobkiewiczowej. Studia kontynuowała w Konserwatorium Warszawskim, w klasach skrzypiec Józefa Jarzębskiego, fortepianu Józefa Turczyńskiego oraz kompozycji Kazimierza Sikorskiego. W 1932 roku wyjechała do Paryża, by doskonalić warsztat twórczy pod okiem legendarnej już dziś Nadii Boulanger, a umiejętności wiolinistyczne pogłębiać u Henri Toureta i Carla Flescha.

Szybko rozpoczęła się jej międzynarodowa kariera wirtuozowska. W recenzjach podkreślano nieskazitelną intonację gry skrzypcowej, mistrzostwo techniczne i finezję interpretacyjną. W 1935 roku zdobyła pierwsze wyróżnienie na Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego. W tym okresie prowadziła klasę skrzypiec i nauczała przedmiotów teoretycznych w łódzkim konserwatorium. Po wojnie też była przez jakiś czas zatrudniona w łódzkiej uczelni, współpracowała ponadto jako autorka muzyki z miejscową rozgłośnią radiową i teatrami. Działalność koncertową kontynuowała do początku lat pięćdziesiątych, potem nastawiła się na pracę twórczą. Zasiadała w jury konkursów skrzypcowych i kompozytorskich. Sama była laureatką licznych nagród za twórczość muzyczną, przyznanych jej w Paryżu, Londynie, Warszawie, Liège, Brukseli. Ujawniła też predylekcje literackie – napisała powieści Dwie drogi, Sidła, Oporny hydraulik, Powieść wojenną, sztukę teatralną Jerzyki albo nie jestem ptakiem i szereg opowiadań. Przez ostatnie lata życia wykładała kompozycję w warszawskiej PWSM. Zmarła w stolicy.

Jej twórczość, zaliczana do neoklasycyzmu, nie stanowi monolitu. Charakterystyczna jest dla jej muzyki umiejętność łączenia wyrafinowanych środków technicznych z klarownością struktury, a rygorów formalnych z ekspresją. Jednak jej język dźwiękowy ewoluował. Wchłaniał stopniowo niektóre atrybuty muzycznej awangardy, coraz wyraźniej zbliżając się do sonoryzmu, wiążącego się z traktowaniem właściwości czysto brzmieniowych jako pierwszoplanowych. Wszelako nawet daleko idące poszukiwania dźwiękowe nie oznaczały sprzeniewierzenia się idei ładu, związanej w dużym stopniu właśnie z klasycystycznym kultem klarownej formy oraz szacunkiem dla rzemiosła. „W żadnym zakresie tworzywo muzyczne nie miało dla niej tajemnic – pisał Tadeusz Baird – jest u niej niewyczerpane źródło inwencji, mistrzostwo techniczne i formalne, rozmach”.

W spuściźnie Bacewicz najwięcej znajduje się utworów instrumentalnych. Bardziej, niż wokalne, odpowiadały one estetycznym poglądom kompozytorki, odnoszącym się do sztuki dźwięku jako przekazu asemantycznego. Aby nie prowokować słuchaczy do skojarzeń pozamuzycznych, unikała tytułów tzw. programowych. Poza tytułami charakteryzującymi formę (symfonia, sonata, kwintet, kwartet, trio), wprowadziła określenia typowe dla wieku XX – Koncert na orkiestrę, Musica sinfonica in tre movimenti czy Muzyka na smyczki, trąbki i perkusję.

Miała jednak świadomość związku z tradycją narodową. Rozumiała ją w kategoriach duchowych, a nie tylko w sensie nawiązywania do folkloru, choć i taką stylizację uprawiała (III Koncert skrzypcowy „góralski”, I oraz IV Kwartet smyczkowy, balet Z chłopa król). Bardzo lubiła żywiołowy rytm oberkowy, wprowadziła go jako osnowę finału Koncertu fortepianowego, finału II Sonaty fortepianowej, drugiej części I Kwintetu fortepianowego. Napisała dwa Oberki na skrzypce i fortepian i podobnie, jak niektóre koncerty, wykonywała je jako wiolinistka – tym razem wspólnie z bratem, Kiejstutem.

W Łodzi Grażyna Bacewicz „ma” od jakiegoś czasu ulicę – tyle, że od centrum daleko i na dobrą sprawę mało kto wie, gdzie się ona znajduje. Od 1999 roku wspólnie ze swym bratem, Kiejstutem, patronuje Akademii Muzycznej. Przez kilka lat działał łódzki kwartet smyczkowy jej imienia, ale uległ rozwiązaniu. O pomniku, choćby skromnym, jak w Bydgoszczy, na razie nie pomyślano…

.

Była trzecim dzieckiem mieszanego, polskiego ze strony matki a litewskiego ze strony ojca, małżeństwa. Rodzeństwo to Kiejstut – późniejszy długoletni rektor łódzkiej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej, ceniony pianista-kameralista, z wykształcenia także filozof, Wanda – poetka, oraz Witold (Vytautas Bacevičius) – kompozytor, który później wraz z ojcem, Vincasem, osiadł na Litwie. Grażyna, razem z braćmi, początkowo uczyła się muzyki u ojca. Od 1919 roku uczęszczała do łódzkiego konserwatorium Heleny Kijeńskiej-Dobkiewiczowej. Studia kontynuowała w Konserwatorium Warszawskim, w klasach skrzypiec Józefa Jarzębskiego, fortepianu Józefa Turczyńskiego oraz kompozycji Kazimierza Sikorskiego. W 1932 roku wyjechała do Paryża, by doskonalić warsztat twórczy pod okiem legendarnej już dziś Nadii Boulanger, a umiejętności wiolinistyczne pogłębiać u Henri Toureta i Carla Flescha.

More from category

Pamięć o historii

Po raz kolejny zorganizowane zostały w Jeżowie uroczyste obchody rocznicowe związane z bitwą rozegraną nieopodal [Read More]

Panie z bojowego szlaku

Na rynku czytelniczym pojawiła się, wydana nakładem warszawskiej oficyny Zona Zero, książka Agnieszki [Read More]

Łódź w piosence

W czerwcu sala koncertowa Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów przy ul. Żubardzkiej była miejscem [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Pełnię posługę jako organistka

Rozmowa z Agnieszką Dobroń – organistką i klawesynistką JANUSZ JANYST: – Czy funkcję organistki, którą [Read More]

Interesting Sites

    Archives