Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday September 17th 2019

Premiera pięknie wyśpiewana

Wciąż aktualne jest pytanie – szczególnie istotne w odniesieniu do repertuarowej klasyki – czym powinna być operowa inscenizacja. Czy przede wszystkim dokonaną z maksymalną starannością i twórczym zaangażowaniem prezentacją dzieła, czy też raczej autoprezentacją reżysera, traktującego siebie jako podmiot całkowicie autonomiczny, mogący w poczuciu nieograniczonej swobody wyczyniać z daną mu do dyspozycji materią wszystko, co zechce? W dziejach łódzkiej sceny operowej, poza wieloma udanymi premierami, pojawiały się niekiedy spektakle pretensjonalne, udziwnione, i w rezultacie męczące dla widza, mającego przecież prawo do obejrzenia klasyki w postaci niewykoślawionej.

Najnowsza premiera Teatru Wielkiego, Rigoletto Verdiego – z librettem osnutym na dramacie Hugo Król się bawi –  w reżyserii zaproszonego z Włoch Paolo Bosisio ma tę zaletę, że jej warstwa sceniczna, ukształtowana z szacunkiem dla dzieła, nie drażni i nie przeszkadza w kontemplowaniu muzyki, znakomicie zresztą wykonywanej przez solistów, chór i orkiestrę pod dyrekcja Tadeusza Kozłowskiego. Reżyserię można elegancko określić jako dyskretną, minimalistyczną, i to do tego stopnia, że pojawia się niekiedy niedosyt z nią związany, m.in. w kulminacyjnej dla tragedii scenie, gdy Rigoletto odkrywa, że to Gilda, jego ukochana, młodziutka córka, została zabita zamiast rozpustnego Księcia przez opłaconego rzezimieszka. Scena ta, zupełnie nieprzekonująca aktorsko, pozbawiona została prawdy psychologicznej, za co zresztą w równym stopniu odpowiedzialny jest odtwórca roli tytułowej, Zenon Kowalski, skądinąd śpiewający z należytym wyrazem. I tu należy podkreślić, że strona wokalna całego spektaklu zasługuje na uznanie. Świetnie wypadła jako Gilda Hanna Okońska. Jej nienagannie prowadzony sopran stanowił podstawę interpretacji subtelnej, dziewczęcej, różniącej się od niektórych, znanych melomanom kreacji „silnych”, nastawionych na popis, lecz nieadekwatnych do postaci. Podobać się mógł również Łukasz Załęski jako Książę. W tenorze młodego śpiewaka dopatrzyć się już można prawdziwego blasku. Dobre okazały się także inne partie. Natomiast scenografia Domenico Franchiego, jeszcze bardziej minimalistyczna od reżyserii, wymagała pracy wyobraźni, bo trzeba było uwierzyć, że np. pomieszczenie kojarzące się z pustym pokojem w oddanym właśnie do użytku przez współczesnych budowlańców mieszkaniu to komnata Gildy. Na szczęście rekompensowały tę ubogość pomysłowe, bogate kostiumy autorstwa Zuzanny Markiewicz.

More from category

Lato z muzyką (ze znakami zapytania)

W kościołach coraz częściej odbywają się koncerty. Są one zróżnicowane pod względem gatunku muzyki (klasyka, [Read More]

Łódź w piosence

W czerwcu sala koncertowa Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów przy ul. Żubardzkiej była miejscem [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Śpiewająca lekarka

Rozmowa z  dr Wandą RYBAK –  łódzkim  lekarzem rodzinnym i pediatrą JANUSZ JANYST – Pani doktor nie [Read More]

Pełnię posługę jako organistka

Rozmowa z Agnieszką Dobroń – organistką i klawesynistką JANUSZ JANYST: – Czy funkcję organistki, którą [Read More]

Interesting Sites

    Archives