Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Thursday January 17th 2019

Premiera pięknie wyśpiewana

Wciąż aktualne jest pytanie – szczególnie istotne w odniesieniu do repertuarowej klasyki – czym powinna być operowa inscenizacja. Czy przede wszystkim dokonaną z maksymalną starannością i twórczym zaangażowaniem prezentacją dzieła, czy też raczej autoprezentacją reżysera, traktującego siebie jako podmiot całkowicie autonomiczny, mogący w poczuciu nieograniczonej swobody wyczyniać z daną mu do dyspozycji materią wszystko, co zechce? W dziejach łódzkiej sceny operowej, poza wieloma udanymi premierami, pojawiały się niekiedy spektakle pretensjonalne, udziwnione, i w rezultacie męczące dla widza, mającego przecież prawo do obejrzenia klasyki w postaci niewykoślawionej.

Najnowsza premiera Teatru Wielkiego, Rigoletto Verdiego – z librettem osnutym na dramacie Hugo Król się bawi –  w reżyserii zaproszonego z Włoch Paolo Bosisio ma tę zaletę, że jej warstwa sceniczna, ukształtowana z szacunkiem dla dzieła, nie drażni i nie przeszkadza w kontemplowaniu muzyki, znakomicie zresztą wykonywanej przez solistów, chór i orkiestrę pod dyrekcja Tadeusza Kozłowskiego. Reżyserię można elegancko określić jako dyskretną, minimalistyczną, i to do tego stopnia, że pojawia się niekiedy niedosyt z nią związany, m.in. w kulminacyjnej dla tragedii scenie, gdy Rigoletto odkrywa, że to Gilda, jego ukochana, młodziutka córka, została zabita zamiast rozpustnego Księcia przez opłaconego rzezimieszka. Scena ta, zupełnie nieprzekonująca aktorsko, pozbawiona została prawdy psychologicznej, za co zresztą w równym stopniu odpowiedzialny jest odtwórca roli tytułowej, Zenon Kowalski, skądinąd śpiewający z należytym wyrazem. I tu należy podkreślić, że strona wokalna całego spektaklu zasługuje na uznanie. Świetnie wypadła jako Gilda Hanna Okońska. Jej nienagannie prowadzony sopran stanowił podstawę interpretacji subtelnej, dziewczęcej, różniącej się od niektórych, znanych melomanom kreacji „silnych”, nastawionych na popis, lecz nieadekwatnych do postaci. Podobać się mógł również Łukasz Załęski jako Książę. W tenorze młodego śpiewaka dopatrzyć się już można prawdziwego blasku. Dobre okazały się także inne partie. Natomiast scenografia Domenico Franchiego, jeszcze bardziej minimalistyczna od reżyserii, wymagała pracy wyobraźni, bo trzeba było uwierzyć, że np. pomieszczenie kojarzące się z pustym pokojem w oddanym właśnie do użytku przez współczesnych budowlańców mieszkaniu to komnata Gildy. Na szczęście rekompensowały tę ubogość pomysłowe, bogate kostiumy autorstwa Zuzanny Markiewicz.

More from category

Werliński uhonorowany

(przyczynek do historii łódzkiej sceny operowej) Tenor Roman Werliński, były solista Teatru Wielkiego w Łodzi, [Read More]

Rok Grażyny Bacewicz

W roku 2019 przypada 110. rocznica urodzin i 50. rocznica śmierci Grażyny Bacewicz, o której mówiono niegdyś, że [Read More]

The Best of Muzyczny

Wzorem lat ubiegłych Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na karnawałowy koncert inscenizowany – tym razem [Read More]

Recital Marka Drewnowskiego

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia Międzynarodowa Fundacja Muzyczna im. Artura Rubinsteina zaprosiła melomanów [Read More]

Organowa płyta Goryszewskiego

Na rynku fonograficznym pojawiła się kolejna płyta kompaktowa z muzyką organową nagrana przez łódzkiego [Read More]

Interesting Sites

    Archives