Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Saturday February 23rd 2019

Nietoperza lot niewysoki

Już po raz siódmy w historii łódzkich scen muzycznych wystawiona została Zemsta nietoperza. Ta ceniona powszechnie operetka Johanna Straussa-syna czterokrotnie znajdowała się w repertuarze Teatru Muzycznego, obecnie po raz trzeci weszła na afisz Teatru Wielkiego.

Zapewne melomani i tym razem oczekiwali od realizatorów wysokiego poziomu interpretacji muzycznej, pomysłowej inscenizacji, dobrego tempa przedstawienia i okazji do uśmiechu. Czyli tego, czym charakteryzowała się np. realizacja Zemsty na scenie przy ul. Północnej w roku 1994 (reżyserował Wojciech Adamczyk). Niestety, pierwsza w nowym roku premiera Teatru Wielkiego wypadła blado. Tak można stwierdzić mimo… nachalnej niebieskości dość ubogiej zresztą scenografii Yoko Seyamy.

Reżyserię i choreografię powierzono Giorgio Madii zapewniając w książce programowej, że ma on nieograniczoną wyobraźnię i poczucie humoru. Niestety, w tym wypadku słowa dotyczące włoskiego choreografa a zarazem świetnego, rzeczywiście, reżysera Opowieści Hoffmanna w Łodzi w roku 2007 (bo z baletami różnie bywało) okazały się reklamą bez pokrycia. Realizację Zemsty określić można jako sztampową, pozbawioną ciekawszych pomysłów dotyczących poszczególnych scen (jak choćby opartego na nastrojowym kontraście tercetu o serduszku z I aktu – ujęcie Adamczyka wybornie rozgrywające kilkakrotne przechodzenie od płaczliwości do wesołości do dziś się pamięta). W zbiorowej pieśni „bruderschaftowej” reżyser kilku parom kazał położyć się na podłodze – czyżby uważał, iż naturalną i konieczną konsekwencją przejścia „na ty” jest szybkie, wspólne położenie się pani i pana? Zadziwiły jałowością sceny zbiorowe. Członkowie chóru nawet w scenie na balu stoją prawie bez ruchu, w finale tandetnie podrygują. Ogólnie, wszystko dzieje się w jednym planie, nie ma sytuacyjnej polifonii. Madia, chyba nie znając za dobrze języka polskiego (przez jakiś czas kierował baletem TW), nie dokonał też niezbędnych cięć w partiach mówionych, w efekcie spektaklowi brak tempa, wieje nudą, w ostatnim akcie dialogi wręcz irytują.

Główni soliści na ogół nieźle poradzili sobie z zadaniami aktorskimi, lecz trudno raczej mówić o jakichś wyrazistych kreacjach (a ile pola do popisu daje np. subretkowa rola Adeli!). Pod względem wokalnym Joanna Woś jako Rozalinda wypadła bardzo dobrze, jeśli nie brać pod uwagę zbyt małej nośności najniższych dźwięków skali (co raziło choćby w Czardaszu, w którym eksponująca „doły” wolna jego cząstka, tzw. lassu, wymaga totalnie silnej potencji dynamicznej). Aleksandra Borkiewicz (Adela) czyste miała koloratury, ale barwa jej głosu w wysokim rejestrze traciła na urodzie. Podobać się mógł wokalnie Tomasz Rak (von Eisenstein), nie zawiedli generalnie oczekiwań Agnieszka Makówka (książę Orlovsky), Krzysztof Marciniak (Alfred), Przemysław Rezner (dr Falke).

Tadeusz Kozłowski pewną ręką prowadził orkiestrę, wszakże smyczki, tak u Straussa ważne, w kilku momentach (już w uwerturze) traciły na precyzji. W II akt wplecione zostały dwie znane polki Straussa. Była to jedyna energetycznie zainscenizowana scena. Madia, swoim zwyczajem, postawił w niej jednak na „efekciki” – tańczyli nie tylko tancerze, ale i (dzięki technicznej „sztuczce”) wielkie szmaciane lale. Sam zaś corps de ballet nie za wiele miał do roboty, zabrakło bowiem choreograficznej wizji…

Tak wiec premiera, do której zaangażowano, nie bardzo wiadomo po co, m.in. zagranicznych realizatorów, nie udała się, właściwie to mogłoby jej nie być. A skoro już Teatr Wielki po raz kolejny zdecydował się wkroczyć na „terytorium repertuarowe” Teatru Muzycznego, czy nie należało raczej zarezerwować sił na inne przedsięwzięcie? Łodzianie, jak na razie, nie doczekali się przecież wystawienia np. musicalu West Side Story Bernsteina, a w tym roku przypada stulecie urodzin kompozytora…

More from category

Mozartowskie koncerty Polish Camerata

Działająca od 1990 roku Polish Camerata jest w naszym życiu muzycznym jedną z liczących się marek. Jako [Read More]

Koncert jazzowej kameralistyki

W wypełnionej po brzegi sali koncertowej Filharmonii Łódzkiej wystąpił Atom String Quartet – znakomity [Read More]

Szydłowskie kolędowanie

Już po raz osiemnasty Gimnazjum im. Marii Konopnickiej w Szydłowie opodal Piotrkowa Trybunalskiego urządziło – [Read More]

Werliński uhonorowany

(przyczynek do historii łódzkiej sceny operowej) Tenor Roman Werliński, były solista Teatru Wielkiego w Łodzi, [Read More]

Rok Grażyny Bacewicz

W roku 2019 przypada 110. rocznica urodzin i 50. rocznica śmierci Grażyny Bacewicz, o której mówiono niegdyś, że [Read More]

Interesting Sites

    Archives