Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Monday December 18th 2017

Radość ofiarowywania siebie innym

Rozmowa z dr Marią Wałęską-Siempińską – filozofem, wolontariuszką opieki hospicyjno-paliatywnej

 

JANUSZ JANYST: – Jak – w największym skrócie – wyglądała Pani droga naukowa i zawodowa?

 MARIA WAŁĘSKA-SIEMPIŃSKA: – W Uniwersytecie Łódzkim ukończyłam najpierw historię. Ponieważ na studiach nie dowiedziałam się pewnych rzeczy, na przykład tego, kto zamordował polskich oficerów w Katyniu, to, aby być bliżej prawdy – jeśli już nie tej konkretnej, historycznej, to przynajmniej ogólnej – postanowiłam studiować filozofię. Po dyplomie pracowałam najpierw w Muzeum Włókiennictwa a potem, już do emerytury, jako wykładowca filozofii, ale także historii medycyny, historii stomatologii, farmacji i wojskowej służby zdrowia, w łódzkiej Akademii Medycznej (później Uniwersytecie Medycznym). W międzyczasie zrobiłam doktorat.

– Jak się domyślam, działem filozofii, który najbardziej Panią interesuje, nie jest ontologia czy epistemologia, lecz antropologia filozoficzna, etyka.

 – Zdecydowanie tak – w szczególności etyka normatywna, mówiąca o tym, jakimi zasadami należy się w życiu kierować i co stanowi wartość najwyższą. Aprobuję w pełni zarówno głoszone przez Jana Pawła II hasło: bardziej być, niż mieć, jak i pogląd Emmanuela Levinasa, określającego nasze bycie jako rozpoznawanie w drugim człowieku kogoś bliskiego. Mając, wynikającą z tego, koncepcję życia, jako nauczyciel akademicki starałam się wpływać w procesie przekazywania studentom określonej wiedzy również na ich postawę etyczną. Propagowałam ideę altruizmu i braterstwa rozumianego jako współdoznawanie, współodczuwanie i dawanie wsparcia człowiekowi cierpiącemu. Koncentrowałam się na relacjach lekarza z pacjentem, który zawsze winien być podmiotem, a nie tylko przedmiotem lekarskiego działania.

– Zmarły niedawno filozof, prof. Bogusław Wolniewicz mówił o sobie, że jest „niewierzącym rzymskim katolikiem” – uważał, że wraz ze śmiercią wszystko się kończy. A jaki jest Pani, jako filozofa, stosunek do religii?

 – Przyjmuję wszystkie prawdy religii katolickiej i jestem osobą par excellence wierzącą. Oczywiście, filozofia pomogła mi ukształtować system wartości, mam tu szczególnie na myśli takich myślicieli, jak św. Augustyn, św. Tomasz, czy reprezentanci chrześcijańskiego egzystencjalizmu oraz personalizmu. Poznanie ich dorobku pomogło mi wyjść poza materializm, poza empirię, w stronę transcendencji. Jako filozof zawsze daleka byłam od pójścia śladem tych, którzy kwestionowali istnienie Boga. Z perspektywy czasu widzę, że Boża Opatrzność kierowała moim życiem – tak właśnie to życie odczytuję dziś w aspekcie zmagań z wszelkimi trudnościami. Swój światopogląd zbudowałam w zgodzie z wiarą. Ale dodam, że wrażliwość na ludzkie cierpienie wyniosłam już z domu rodzinnego, gdzie przez wiele lat opiekowałam się chorą mamą.

– Czym jest dla Pani wolontariat?

 – Wielką wartością i wewnętrznym ubogaceniem poprzez radość wynikającą z ofiarowywania siebie innym. Spełniam w ten sposób pragnienie, aby swój czas ziemski wypełniać najlepiej, jak potrafię. Chorych w domach i szpitalach zaczęłam odwiedzać po ukończeniu kursu opieki paliatywnej w Caritasie. Od początku dawałam potrzebującym z siebie to, co sama najbardziej cenię w sensie duchowym. Towarzysząc chorym podzielam ich problemy i wspieram ich, jak tylko mogę. Gdy zbliża się kres życia pacjenta, wówczas, niestety, jakby na nowo poznaję ograniczony wymiar moich sił oraz możliwości i utrwalam się w pokorze w stosunku do ludzi i do Boga. Jest dla mnie cenne, że doświadczam wdzięczności – uśmiech na twarzy chorego, z którym, wydawałoby się, nie ma już porozumienia, jest niezapomnianym przeżyciem. Od trzech lat chodzę też do „Domu w Łodzi”, w którym przebywają dzieci specjalnej troski. Odwiedzam ponadto świetlicę Szkoły Podstawowej Nr 70, by czytać dzieciom wiersze i bajki.

– Podobno dość regularnie uczestniczy Pani w pieszych pielgrzymkach z Łodzi do Częstochowy.

 – Pierwszy raz pielgrzymowałam na Jasną Górę w wieku 50 lat – to było moje wielkie dziękczynienie dla Matki Bożej. Po paru latach miałam kilkuletnią przerwę związaną z sytuacją rodzinną. W tym roku uczestniczyłam w pielgrzymce po raz trzynasty. Zawsze niosę z sobą intencje – szczególnie dotyczące chorych, którymi się opiekuję w danym roku, także związane z własną rodziną, wnuczętami, ale i tym, by zaczęło w Łodzi funkcjonować stacjonarne hospicjum. Pielgrzymki, będące formą podziękowania za otrzymane od Pana Boga łaski, choć fizycznie dla mnie coraz trudniejsze, dają mi wewnętrzną energię, motywację do realizowania istotnych celów. I jak wracam z jednej, to już zaczynam myśleć o następnej.

– Co stanowi dla Pani odskocznię od wolontariatu?

 – Dawniej kierowałam drużyną harcerską, jeździłam z harcerzami na obozy, prowadziłam ochotnicze hufce pracy – że wymienię tylko niektóre formy aktywności. Obecnie, już od szeregu lat, biorę udział w spektaklach koła teatralnego „Kwadransik” oraz występach chóru „Karolinki” – obie formacje działają przy Ośrodku Kultury Karolew. Pielęgnuję też ogródek przy moim bloku mieszkalnym… 

More from category

Koncerty ku czci

W Łodzi odbyło się ostatnio kilka koncertów patriotycznych, dedykowanych ważnym postaciom historycznym. Brali w [Read More]

Muzyka i taniec dopełniają się

Rozmowa z Katarzyną Zielińską, flecistką i tancerką salsy   Janusz Janyst: – Jean Paul napisał [Read More]

III Zlot Poetów

W łódzkim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 przy ul. Minerskiej (w gmachu i na terenie przyszkolnym) [Read More]

Po X konferencji KSD

Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie opublikowało książkę zawierającą materiały z X Ogólnopolskiej [Read More]

Interesting Sites

    Archives