Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday September 19th 2017

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej rangi – niewątpliwie w sferze Terpsychory w Polsce najważniejszym.

Odbiorcy za każdym razem wiele sobie po nim obiecują. Najsilniejsze przeżycia w ramach danej edycji mocno utrwalają się potem w pamięci – być może pozostają w niej dłużnej, niż np. wydarzenia koncertowe, co ma swą przyczynę w szczególnym zaangażowaniu pamięci wzrokowej. Piszący te słowa do dziś ma w oczach np. rewelacyjną realizację Bolera Ravela przez belgijski Ballet du XXe Siècle Maurice’a Béjarta w 1985 roku.

Tegoroczny, 24. festiwal można uznać za bardzo udany. Zgodnie z założeniem przyjętym u zarania imprezy, a więc w roku 1968, i w tym wypadku Spotkania stanowiły konfrontację różnych nurtów współczesnej sztuki tańca i mimo, że były skromniej zakrojone, niż te dawne (wystąpiło w sumie sześć zespołów), przyniosły rozmaitość na kilku płaszczyznach.

Do ważnych biegunów, miedzy którymi rozciągał się obszar artystycznych prezentacji, należały przeciwstawne sposoby traktowania baletu jako nośnika treści. Trawestując tytuł wydanej przed laty teoretyczno-literackiej książki Arturta Hutnikiewicza, można by mówić o kierunku myślenia prowadzącym od czystej formy tanecznego układu do choreografii faktu.

Jean Paul napisał, że taniec jest niesłyszalną muzyką a muzyka niewidzialnym tańcem. Podobnie jak muzyka, taniec w gruncie rzeczy stanowi sztukę nieprzedstawiającą, asemantyczną, bowiem kompozycja choreograficzna bez dodatku pantomimy, gry aktorskiej, dekoracji itd. jawi się jako następstwo, niekorespondujących z pozataneczną rzeczywistością, „form cielesnych w ruchu” (w analogii do Hanslickowych „form dźwiękowych w ruchu”). Najwyższe piękno tychże wizualnych form można było podziwiać podczas festiwalu w wielu momentach, zapewne za specjalnie wyraziste trzeba uznać kameralne Adagio Hammerklavier w wykonaniu English National Ballet, w którym każda kolejna, wysmakowana poza danej pary zasługiwała na fotograficzne utrwalenie (choreografia Hansa van Manena). Fascynujące były też – zapewne szczególnie dla pań – będące swoistym studium męskich ciał i gry mięśni popisy solistów Acosta Danza (m.in. Two w choreografii Russella Maliphanta).

Na drugim biegunie, skupiającym narracje fabularne, o czymś konkretnym opowiadające, znalazły się przede wszystkim przygodowy Korsarz w wydaniu English National Ballet (inscenizacja Anny-Marie Holmes) i pełna namiętności Carmen pokazana przez Acosta Danza (w choreografii Carlosa Acosty). Istotną zaletą tych spektakli było budowanie akcji głównie z zastosowaniem środków tanecznych, z minimalnym udziałem, szkodzącej nierzadko baletowi, pantomimy. W konwencję baletu fabularnego wpisuje się też Spartakus przygotowany przez tancerzy Teatru Wielkiego w Łodzi (wspominam o tym jeszcze przed premierą).

W muzyce instrumentalnej próbą „utreściowienia” utworu jest tzw. programowość, polegająca na dodawaniu literackiego komentarza, bądź tylko tytułu sugerującego znaczenie. Bez znajomości owych „dodatków” odbiorca ma małe szanse wpadnięcia na właściwy trop. W tańcu bywa podobnie. Wśród spektakli znajdujących się pomiędzy wspomnianymi wyżej biegunami był np. grawitujący momentami w stronę teatru tańca Cold Arrow – Game of Go(Weiqi) Beijingdance/LDTX (choreografia Li Han-zhong, Ma Bo). Symbolika okazała się tu mało czytelna, nie zabrakło też właśnie trochę jałowej pantomimy i sekwencji statycznych. Nie wiem z kolei, czy nie dysponując wydrukowanym komentarzem widzowie zorientowaliby się dokładnie w problematyce i zasadniczym przesłaniu Until the Lions w choreografii Akrama Khana, jednej z najciekawszych ofert Spotkań. To spektakl o misteryjnym nieomal charakterze, zadziwiający wprost i porywający wewnętrzną dramaturgią, siłą ekspresji i niezwykłym panowaniem nad ciałami (Akram Khan Company). Za żart natomiast wypada uznać tytuł Cruce Sobre el Niágara (Przejście nad Niagarą – w choreografii Marianeli Boán) w ramach wieczoru Acosta Danza.

Istotne dla baletomanów bieguny to także klasyka i modern. O tej pierwszej w 24. edycji nie zapomniano, a zdarzyło się przecież, że Spotkania były jej pozbawione. W Korsarzu imponowały techniczna maestria tancerek na pointach i „podniebne” nieomal skoki tancerzy. Ogólnie odmian tańca modern było na festiwalu kilka, najbardziej „niepokorna” okazała się w swych działaniach RUBBERBANDance Group, bazująca w opracowanym choreograficznie przez Victora Quijadę Vic’s Mix na stylizowanym hip-hopie, zestawianym nawet z kompozycjami Vivaldiego czy Prokofiewa. Można się było przekonać, ze ten nowy, skrajnie dynamiczny i zawierający elementy akrobatyczne język ruchu (piruety na głowie!) ma cechy uniwersalne i sprawdza się w rozmaitych kontekstach muzycznych, niosąc ze sobą m.in. dawkę humoru. W dużo łagodniejszy, acz nieco dyskusyjny sposób próbował łączyć klasykę (pointy) z rytmem rockowym English National Ballet (In the Middle, Somewhat Elevated, choreografia Williama Forsythe’a).

W dobie kulturowej globalizacji pojęcie stylu narodowego odnosi się już raczej do strefy peryferyjnej, ma jednak wciąż swą wagę. Także w sytuacjach, gdy są z nim kłopoty. Polonez w zaprezentowanym przez English National Ballet trzecim akcie Śpiącej królewny w choreografii Kennetha MacMillana (akt bez fabuły – divertissement) zatańczony został bez zrozumienia istoty tego dostojnego tańca „chodzonego”. Natomiast Akram Khan Company i chińska formacja Beijingdance/LDTX przekonująco ukazały odmienność wschodniej poetyki. Podobnie miała się rzecz z uchwyceniem „hiszpańskości” w Carmen.

Nie było przypadków ewidentnego rozmijania się choreografów z frazą muzyczną (a na taki negatywny przykład też dałoby się w poprzednich latach wskazać), aczkolwiek uatrakcyjniająca zawsze spektakl żywa muzyka rozbrzmiewała jedynie w będącym również wzorcowym przykładem wzajemnej przystawalności formy muzycznej i choreograficznej Adagio Hammerklavier (pianista), w Until the Lions (cztery instrumenty) a także Korsarzu i Śpiącej królewnie (sprawnie grająca Orkiestra TW w Łodzi pod dyr. Gavina Sutherlanda). Udział orkiestry przewidziany został ponadto w Spartakusie. W dziedzinie scenografii wrażenie mogły zrobić bogate dekoracje do Korsarza.

Podkreślić trzeba znakomite wyszkolenie techniczne zespołów, będące przecież absolutnie zasadniczym kryterium profesjonalizmu. I to m.in. zostało przez kompetentną publiczność festiwalową w jej reakcjach docenione. (A podczas odbywającego się równolegle ze Spotkaniami Baletowymi 35. Festiwalu Szkół Teatralnych oklaski zupełnie innej publiczności zbierało w Teatrze Nowym przedstawienie dyplomowe Wydziału Teatru Tańca jednej z uczelni – niedającej absolwentom stosownych podstaw technicznych!).

Baletowe biennale i w tym roku zostało sprawnie zorganizowane, pożytecznym pomysłem okazały się spotkania z wykonawcami urządzane w foyer po spektaklach. Impreza przekonała, że sztuka tańca w wieku XXI ma się dobrze, że się rozwija. Z nadzieją więc oczekiwać wypada następnej edycji – jubileuszowej.

 

(„Ziemia Łódzka” nr 6-7/2017)

More from category

Energetyczne balety

Na zakończenie minionego sezonu artystycznego łódzki Teatr Wielki przygotował ciekawą premierę baletową, [Read More]

Koncentracja pierwiastka radości

Taniec i rytm to moje żywioły, mówi JOANNA WOLAŃSKA – tancerka, rytmiczka, choreograf, pedagog w Zespole [Read More]

Jako artysta czuję się spełniony

Rozmowa z ROBERTEM SARNECKIM, artystą baletu Teatru Muzycznego w Łodzi Janusz Janyst: – Teatr Muzyczny [Read More]

Limeryki dla Karoliny Rejnus

napisane po premierze baletu Kobieta z wydm, wystawionego przez Teatr Muzyczny w Łodzi   Nie byłem dzisiaj na [Read More]

Interesting Sites

    Archives