Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday September 17th 2019

Oniegin z Leninem w tle

Pierwsza w bieżącym sezonie premiera łódzkiego Teatru Wielkiego to Eugeniusz Oniegin Czajkowskiego – nazwana przez kompozytora „scenami lirycznymi opera oparta na poemacie Puszkina a opowiadająca o zaprzepaszczonej miłości. Reżyserii podjął się Paweł Szkotak, który zaplanował pokazanie „wielkiej miłości na tle wielkiej historii”. Jego osobistym wkładem stało się przesunięcia akcji w czasie do przodu i wprowadzenie do trzeciego aktu… wątków rewolucji bolszewickiej.

Dwa pierwsze akty potraktowanie zostały jako retrospekcja tytułowego bohatera. Pomysł ciekawy, sielankowość obrazów podkreślona udaną scenografią Bruno Schwengla jawiła się jako naturalna idealizacja okresu młodości. Niebanalnie, „polifonicznie” w sensie nakładania się porządków czasoprzestrzennych rozegrana została kluczowa scena pisania przez Tatianę miłosnego listu do Oniegina. Sensowną organizacją ruchu scenicznego charakteryzowały się sceny zbiorowe.

Ponieważ przestrzeń literacka i struktura muzyczna Oniegina nie dały reżyserowi miejsca na rozwiniecie zamysłu historycznego, otrzymaliśmy rezultat powierzchowny, plakatowy, symbolizowany niejako przez użycie też jako scenografii powiększonego do wielkich rozmiarów projektu trybuny dla Lenina (notabene z narysowanym wodzem) autorstwa konstruktywisty El Lissitzky’ego. Dla odbiorcy zapewne najtrudniejsze do zaakceptowania jest zupełnie zaskakujące połączenie z jednym z najbardziej rozpoznawalnych numerów opery – orkiestrowym polonezem rozbrzmiewającym na początku trzeciego aktu (w tradycyjnych realizacjach podczas balu), ataku bolszewickiej zgrai. Wiąże się z tym chwilowy chaos znaczeń. Póki nie pojawiają się czerwone flagi, nie wiadomo, o co chodzi, czyżby to bandycka napaść z udziałem Polaków?

Oglądałem tzw. drugą premierę. Główną gwiazdą była Iwona Sobotka w roli Tatiany, sopranistka obdarzona klarownym, wyrównanym we wszystkich rejestrach, pięknym w barwie i pełnym wyrazu głosem. Ładnie śpiewali m.in. Paweł Skałuba (Leński), Bernadetta Grabias (Olga), Olga Maroszek (Filipiewna). Mniej mógł się podobać się wokalnie Andrzej Kostrzewski jako Oniegin (choć aktorsko dobry) – niezbyt ciekawa barwa barytonu, z wysiłkiem brane „góry”. Dobrze na ogół spisały się zespoły chóru i orkiestry pod dyr. Wojciecha Rodka. Spektakl, dla jego mocnych punktów, wart obejrzenia.

I pytanie na koniec. Czy po hitlerowcach, którzy pojawili się w nie tak dawnej realizacji Barona cygańskiego, bolszewikach na omawianej tutaj premierze, należy w przyszłości spodziewać się na scenie Teatru Wielkiego w Łodzi innych jeszcze reprezentantów totalitaryzmu, np. siepaczy Pol Pota?

More from category

Lato z muzyką (ze znakami zapytania)

W kościołach coraz częściej odbywają się koncerty. Są one zróżnicowane pod względem gatunku muzyki (klasyka, [Read More]

Łódź w piosence

W czerwcu sala koncertowa Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów przy ul. Żubardzkiej była miejscem [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Śpiewająca lekarka

Rozmowa z  dr Wandą RYBAK –  łódzkim  lekarzem rodzinnym i pediatrą JANUSZ JANYST – Pani doktor nie [Read More]

Pełnię posługę jako organistka

Rozmowa z Agnieszką Dobroń – organistką i klawesynistką JANUSZ JANYST: – Czy funkcję organistki, którą [Read More]

Interesting Sites

    Archives