Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Friday November 24th 2017

Koncentracja pierwiastka radości

Taniec i rytm to moje żywioły, mówi JOANNA WOLAŃSKA – tancerka, rytmiczka, choreograf, pedagog w Zespole Tańca Ludowego Harnam oraz w Akademii Muzycznej im Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów.

 

Janusz Janyst: – Pamiętam Pani publiczne występy (także solowe) jako studentki Sekcji Rytmiki łódzkiej Akademii Muzycznej. Wśród koleżanek wyróżniała się pani umiejętnościami technicznymi i płynnością ruchów. Nie jest moim celem komplementowanie, chodzi mi o to, by od razu przejść od rytmiki do tańca, bo – jak się wtedy dowiedziałem – Pani była już ukształtowana przez tańczenie od dziecka w zespole Harnam.
Joanna Wolańska: – W Harnamie zaczęłam tańczyć w wieku czterech lat. Decyzję w tej sprawie podjęli, oczywiście, rodzice, którzy zauważyli, że poruszanie się przy muzyce sprawia mi ogromną przyjemność. W zespole przeszłam przez wszystkie szczeble – od grup dziecięcych, przez młodzieżową, aż po grupę reprezentacyjną, w której tańczę do dziś. Obecnie z zespołem jestem związana również jako pedagog i choreograf. Dla poszerzenia wiedzy i umiejętności w tej dziedzinie ukończyłam, poza rytmiką, studia choreograficzne w łódzkiej Akademii Muzycznej.
– Czy jako tancerka i choreograf koncentruje Pani swoje zainteresowania na tym, co jest związane z zasadniczym profilem repertuarowym zespołu, czyli na polskim tańcu tradycyjnym, ludowym?
– Interesują mnie różne nurty i style taneczne. Od lat biorę udział rozmaitych warsztatach, aby wszechstronnie się rozwijać. Moją pierwszą przygodą na innym polu, niż polski taniec ludowy; było flamenco, potem taniec jazzowy, współczesny, hip-hop… Można powiedzieć, że interesuje mnie taniec jako taki, a także wzajemne łączenie różnych jego form. Przy zespole Harnam utworzyłam Grupę OFF Harnam, w której eksperymentujemy uwzględniając rozmaite techniki taneczne. Naszą główną inspiracją pozostaje jednak polski folklor. Mamy za sobą kilka ciekawych projektów, między innymi kooperację z Kapelą ze Wsi Warszawa, a także spektakl A kiedy ja wyjdę, zaśpiewam po rosie…, w którym tańczymy do tradycyjnych polskich pieśni, śpiewanych a cappella przez łódzką grupę Miejskie Darcie Pierza. Spektakl prezentowaliśmy między innymi na festiwalu Kolory Polski.
– Dlaczego nie poszła Pani do szkoły baletowej, tylko do muzycznej?
– Z rodzinnych opowieści pamiętam, że nauka w szkole baletowej była brana pod uwagę, ostatecznie jednak rodzice skierowali mnie na fortepian do podstawowej szkoły muzycznej. Ja natomiast w szkole muzycznej drugiego stopnia wybrałam rytmikę, żeby być bliżej tańca. W edukacji na tym kierunku fortepian też jest bardzo ważny. Nauczycielki rytmiki muszą umieć improwizować na fortepianie, w ich pracy podstawę stanowi muzyka żywa, nie mechaniczna.
– A więc jako rytmiczka myślała Pani przede wszystkim o tańcu jako swej zasadniczej specjalności. Proszę powiedzieć, czym jest rytmika dalcroze’owska w porównaniu z tańcem. Czy jego ubogą krewną?
– Jest dziedziną artystyczno-pedagogiczną ukierunkowaną na umuzykalnienie poprzez ruch. Jako swoiste narzędzie ma być, i jest, stosowana nie tylko w odniesieniu do dzieci, lecz także dorosłych, w tym nawet tancerzy. W założeniach rytmiki mieści się zarówno ilustrowanie ruchem struktury dźwiękowej i formy utworu – co prowadzi do ich lepszego rozumienia – jak i oddanie w ten sam sposób emocjonalnego potencjału dzieła muzycznego.
– Jak to wygląda z punktu widzenia środków warsztatowych? Taniec współczesny może wykorzystywać wszelkie odmiany ruchu ciała, włącznie z naśladowaniem np. robotów czy ruchów zwierząt. Rytmika operuje zapewne mniejszym zakresem elementów stylistycznych.
– W swym rozwoju historycznym taniec ewoluował. Za czasów Émile Jaques-Dalcroze’a, czyli w pierwszych dekadach XX stulecia, to między innymi rytmika rozszerzała środki techniczne i wyrazowe tańca. Do tej pory obie te dziedziny- taniec i rytmika – mają na siebie wzajemny wpływ. Dlatego w szkołach baletowych uczy się rytmiki, natomiast adepci rytmiki w szkołach muzycznych drugiego stopnia oraz na studiach mają zajęcia z tańca.
– Publiczne prezentacje rytmiczek – ciągle używam rodzaju żeńskiego, gdyż nie zauważyłem nigdy wśród nich chłopaka – różnią się moim zdaniem od tego, co oglądałem np. 30 lat temu (a więc jeszcze przed pani urodzeniem). Dawniej ilustrowanie ruchem przebiegów muzycznych było bardziej wyraziste, rytmika była więc rytmiką, ostatnio natomiast odnoszę wrażenie, jakby w całkiem swobodnych kompozycjach choreograficznych rytmiczki chciały pokazać się właśnie jako tancerki, co biorąc pod uwagę słabsze wyszkolenie, niż w balecie lub zespole pieśni i tańca, niekoniecznie budzi zachwyt.
– Celem takich prezentacji – a myśli pan zapewne np. o otwartych egzaminach dyplomowych – jest przede wszystkim pobudzanie i ocena kreatywności studentek w tworzeniu ruchowych interpretacji kompozycji muzycznych. Rytmiczki kończące studia (faktycznie, w Łodzi mężczyźni dotąd rytmiki nie studiowali, ale w innych uczelniach to się zdarzało) są autorkami układów ruchowych, młodsze wykonawczyniami. W sytuacji, gdy robi się prezentację wyłącznie własnymi siłami, a nie np. z udziałem dzieci, które wymagałyby nieco innego podejścia, lub tancerzy, dysponujących szerszymi środkami technicznymi, efekt może czasami trochę zmylić co do intencji. W przyszłości większość rytmiczek nie będzie wszakże tancerkami, lecz nauczycielkami rytmiki, tym lepszymi, bardziej twórczymi, im bardziej rozwinie się już w okresie studiów ich artystyczna wyobraźnia. Nie należy też przykładać do ich występów kryteriów związanych z profesjonalnym baletem.
– Obecnie na kierunku rytmiki w łódzkiej Akademii Muzycznej właśnie pani uczy tańca. Czy także tańców ludowych?
– Owszem.
– Jak można te tańce postrzegać dzisiaj, w XXI wieku?
– Moim zdaniem one nic nie tracą ze swej świeżości, są wciąż atrakcyjne. To jedno z niewysychających źródeł naszej tożsamości kulturowej. Zwróciłabym zarazem uwagę na tę cechę, którą nazwałabym koncentracją pierwiastka radości. Ta cecha mnie osobiście w tańcach ludowych fascynuje, niezależnie od tego, czy mam do czynienia z folklorem w postaci czystej, czy też z różnymi formami stylizacji, która jest nieodłączna od działalności zespołu Harnam. Radość i swobodna ekspresja zawarte w tych tańcach bardzo silnie, kojąco i oczyszczająco oddziałują na psychikę.
– W Teatrze Arlekin oglądałem nie tak dawno spektakl DekAmore w reżyserii Bogdana Nauki z muzyką Zbigniewa Karneckiego a pani udaną choreografią. Czy praca dla teatru ma szansę stać się kolejną pasją?
– Teatr zawsze niezmiernie mnie interesował i mam nadzieję na więcej tego typu realizacji. Praca z aktorami, będąca zupełnie nowym wyzwaniem, daje mi ogromną, choć nieco inną, niż w przypadku pracy z tancerzami lub rytmiczkami, satysfakcję. Aktorzy dysponują zapewne mniejszym zasobem środków i możliwości technicznych, natomiast wiele potrafią dać z siebie w sensie wyrazowym. Mogą w ten sposób taniec wzbogacić o dodatkowe jakości.
– Zajmuje się pani różnymi rzeczami, kim więc przede wszystkim się pani czuje? Proszę też powiedzieć, jak pani najchętniej odpoczywa po spełnieniu swoich licznych obowiązków?
– Można powiedzieć, że moje życie wypełnia głównie taniec, to mój żywioł, choć zawsze bałam się określać siebie jako tancerkę. Obecnie chyba najbardziej czuję się choreografem i najpewniej w tym właśnie kierunku będę rozwijać się zawodowo. Oczywiście, nadal czuję ogromny związek z muzyką i – jak przystało na rytmiczkę – szczególnie ważny jest dla mnie jej podstawowy element, rytm. Dlatego też w ostatnim czasie w wolnych chwilach uczę się gry na instrumentach perkusyjnych.

More from category

Muzyka i taniec dopełniają się

Rozmowa z Katarzyną Zielińską, flecistką i tancerką salsy   Janusz Janyst: – Jean Paul napisał [Read More]

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

Energetyczne balety

Na zakończenie minionego sezonu artystycznego łódzki Teatr Wielki przygotował ciekawą premierę baletową, [Read More]

Jako artysta czuję się spełniony

Rozmowa z ROBERTEM SARNECKIM, artystą baletu Teatru Muzycznego w Łodzi Janusz Janyst: – Teatr Muzyczny [Read More]

Interesting Sites

    Archives