Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Wednesday July 18th 2018

„Filharmonia pana nie potrzebuje…”

12 grudnia, tuż po bulwersującej „zagrywce” dyrekcji Filharmonii Łódzkiej, zmarł nagle Marek Jaszczak, były, długoletni chórmistrz tej placówki, równocześnie były chórmistrz Teatru Wielkiego i Akademii Muzycznej w Łodzi oraz kompozytor muzyki teatralnej.

Piszę ten tekst spełniając poniekąd ostatnią wolę Zmarłego – coś takiego zdarza mi się zresztą pierwszy raz w życiu. Otóż kilka dni przed śmiercią Marek Jaszczak zadzwonił do mnie roztrzęsiony i załamany z powodu tego, jak postąpiła z nim dyrekcja Filharmonii Łódzkiej w związku z grudniową realizacją Mesjasza Händla. Spytał, czy nie mógłbym poświęcić tej sprawie jakiejś drobnej choćby publikacji, bo uważa, że zrobiono mu wielką krzywdę i tylko do mnie może zwrócić się o wsparcie.

Zanim wyjaśnię, o co chodzi, wspomnę, że po zakończonym sezonie 2010/2011 zrobiłem z Jaszczakiem wywiad, który ukazał się w jednym z łódzkich periodyków (w „Kulturze i Biznesie”). Punktem wyjścia dla rozmowy było mało eleganckie – mówiąc delikatnie – potraktowanie go przez dyrekcje Filharmonii i Teatru Wielkiego, które w pozostawiającej wiele do życzenia formie wypowiedziały mu wówczas pracę. Formalnym powodem było osiągnięcia przez niego wieku emerytalnego. A przecież, zważając na jego bezsporne zasługi, mógł, choćby w ograniczonym zakresie, działać dalej.

Abstrahując w tym momencie od łódzkiej sceny operowej chcę przypomnieć, ze w Filharmonii Jaszczak przepracował 42 lata, przygotowując jako chórmistrz, co najmniej sześć dzieł w ciągu sezonu – dało to w sumie ćwierć tysiąca mszy, kantat, oratoriów, symfonii wokalnych.

Zdarzało się, że nie tylko kierował chórem i uczył go przed występem, ale sam dyrygował podczas koncertu. Prowadził m.in. Missa paschalis Gorczyckiego, Stabat Mater i La petite messe solennelle Rossiniego, Niemieckie requiem Brahmsa, Messe solennelle de Sainte Cécile Gounoda, Liturgię prawosławną Czajkowskiego, Missa pro pace Nowowiejskiego, Mszę G-dur Poulenca, nie licząc koncertów wypełnionych muzyką chóralną a cappella, w tym wieczorów kolędowych. Nieraz jako dyrygent wyjeżdżał za granicę – do Francji, Holandii, Niemiec, Luksemburga. Dyrygował np. Requiem Mozarta w Brukseli.

Publikując przez kilka dekad, m.in. w prasie codziennej, recenzje koncertowe, wielokrotnie omawiałem występy filharmoników z udziałem chóru, i choć do poszczególnych interpretacji miewałem takie czy inne uwagi, niekiedy zastrzeżenia, to jednak nie przypominam sobie, by zdarzyło się zejście chórzystów poniżej określonego, wysokiego poziomu. Wiem, że Jaszczak dostawał pisemne podziękowania od dyrygentów – np. Czyża, Katlewicza, Krenza, Michniewskiego, Pijarowskiego, Wojciechowskiego oraz kompozytorów – wśród nich Góreckiego, Kilara, Pendereckiego, Szostaka.

Przez ostatnie trzy lata, pozbawiony pracy stanowiącej sens życia, czuł się pod względem psychicznym fatalnie. Toteż ogromną radością stała się kilka miesięcy temu oferta dyrektora Filharmonii, Tomasza Bębna, by przygotował chórzystów do przewidzianego na 19 grudnia koncertu z Mesjaszem w programie (oferta ta wynikała ze świadomości dyrekcji, iż wielu członków chóru tego chce). Jaszczak powiedział mi, że poświęcił wiele tygodni na ponowne analizowanie partytury, nauczył się nawet całej na pamięć. Wszelako tuż przed rozpoczęciem prób tenże dyr. Bęben zatelefonował do Jaszczaka bezceremonialnie oznajmiając, że jednak „Filharmonia go nie potrzebuje”. Daruję sobie spekulowanie, na ile mogło się to przyczynić do pogorszenia stanu zdrowia i nagłej śmierci artysty.

Takie, niemieszczące się w dobrych obyczajach, zlekceważenie go było tym przykrzejsze, że są ludzie, których Filharmonia najwyraźniej hołubi, mimo że nie powinna. I trudno uniknąć w tej chwili odniesień do polityki. Współpracująca niegdyś z SB Krystyna Pietranek znajdowała w Filharmonii etatowe przytulisko (zainteresowanych szczegółami jej agenturalnej działalności odsyłam do 3/2010 n-ru kwartalnika „Kronika Miasta Łodzi”). Obecnie prowadzi w siedzibie filharmoników koncerty sylwestrowe (można by je nazwać „Sylwestrami z agentem”). Dość cynicznym posunięciem było narzucenie jej osoby, jako konferansjera, Zdzisławowi Szostakowi, którego monograficzny koncert kompozytorski, notabene wcale nie z inicjatywy Filharmonii i z udziałem artystów z zewnątrz, odbył się w szklanym gmachu przy ul. Narutowicza w ubiegłym sezonie. Szostak znany jest ze swych niezależnych poglądów, stojących w opozycji do kłamstw mediów głównego nurtu, poglądów różniących się zarazem od mentalności charakteryzującej ogromną część środowiska muzycznego, w którym dominuje „lemingowatość” a nie brak też przykładów lewactwa.

W budynku Filharmonii wieją takie a nie inne wiatry ideowe. W wydanej ostatnio książce Łódzka strefa Polihymnii. Z zapisków bywalca opisałem niemające odpowiednika w innych placówkach artystycznych promowanie w ciągu kilku lat przez dyrekcję tej instytucji „Gazety Wyborczej” (opis adresowałem oczywiście do tych, którzy rozumieją, czym jest „michnikowszczyzna”, i którzy uważają, tak jak ja, że Filharmonia powinna być politycznie neutralna).

O témpora, o mores!

More from category

Pracę traktuję jako misję

Rozmowa z Tomaszem Krupą, pedagogiem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 2 w Łodzi    Janusz Janyst – Jest [Read More]

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem [Read More]

Nietoperza lot niewysoki

Już po raz siódmy w historii łódzkich scen muzycznych wystawiona została Zemsta nietoperza. Ta ceniona powszechnie [Read More]

Staram się poszerzać swoje umiejętności

Rozmowa z Marzeną Konowalską – śpiewaczką, organistką, autorką pieśni religijnych Janusz Janyst – Ma [Read More]

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Interesting Sites

    Archives