Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Sunday December 16th 2018

Klecki wraca

Kolejny, nieżyjący już, wybitny kompozytor emigracyjny urodzony w Łodzi wychodzi z cienia. Po Aleksandrze Tansmanie i Miłoszu Maginie przyszła pora na Pawła (Paula) Kleckiego. Wprawdzie międzynarodową sławę osiągnął on jako dyrygent, to jednak ma też wcale pokaźny i wartościowy dorobek kompozytorski, obejmujący symfonie, koncerty, muzykę kameralną, pieśni. Na razie jego utwory, wykonywane niejednokrotnie za granicą, są w Polsce niemal zupełnie nieznane. I Łódź niczym się pod tym względem nie wyróżnia (o czym miałem już okazję pisać). Wszakże dzięki miejscowym instrumentalistom związanym z Akademią Muzyczną im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów sytuacja zaczyna się powoli zmieniać. Firma DUX wydała właśnie pierwszą w naszym kraju płytę z utworami znakomitego łodzianina.

Ale najpierw kilka słów o samym dyrygencie i kompozytorze. Urodził się w 1900 roku w muzykalnej rodzinie łódzkiego przemysłowca. Wcześnie rozpoczął naukę gry na skrzypcach. Robił tak duże postępy, że w wieku 15 lat został członkiem nowo powstałej Łódzkiej Orkiestry Symfonicznej (która po latach przeobraziła się w Filharmonię Łódzką). W 1919 r. wystąpił z tym zespołem jako solista w Koncercie skrzypcowym Saint-Saënsa. Rozpoczął następnie studia w Konserwatorium Warszawskim w klasach dyrygentury Emila Młynarskiego oraz kompozycji Juliusza Wertheima. Z tamtego okresu pochodzą jego pierwsze utwory. W Filharmonii Warszawskiej zaprezentowana została Sinfonietta. W konkursie kompozytorskim ogłoszonym przez tę placówkę przyznano mu z kolei I nagrodę za Uwerturę.

Klecki kontynuował studia muzyczne w berlińskiej Hochshule für Musik. W 1923 roku zadebiutował w Berlinie jako dyrygent, prowadząc wykonania własnych kompozycji. Jego twórczością zainteresowały się renomowane wydawnictwa (np. Simrock, Breitkopf & Härtel), publikując w latach 1923-33 wszystkie jego utwory. Duży wpływ na ukształtowanie się osobowości artysty miała przyjaźń z Wilhelmem Furtwänglerem.

W 1933 r Klecki wyemigrował do Włoch (wykładał kompozycję w mediolańskiej Scuola Superiore di Musica), następnie przeniósł się do Związku Radzieckiego (był dyrygentem orkiestry filharmonicznej w Charkowie), po czym osiedlił się w Szwajcarii, przyjmując z czasem obywatelstwo tego kraju. Rozpoczął stałą współpracę z orkiestrą symfoniczną w Genewie, objął kierownictwo festiwali muzycznych w Lozannie.

W 1946 roku, zaproszony przez Arturo Toscaniniego, brał udział w koncertach inaugurujących powojenną działalność La Scali, rok później dyrygował w Anglii orkiestrą Philharmonia. Po kilku latach został głównym kapelmistrzem zespołu filharmoników w Liverpoolu.  Występował w Europie i Ameryce Południowej. W 1959 roku prowadził w Stanach Zjednoczonych koncert Orkiestry Filadelfijskiej. Potem przez trzy sezony był dyrektorem zespołu symfonicznego w Dallas. W późniejszym okresie kierował m.in. orkiestrą w Bernie. Kilka razy przyjeżdżał na występy do Polski. Zmarł w 1973 roku w Liverpoolu.

Na wspomnianej płycie znalazły się dwa wczesne, neoklasyczne w formie, umiarkowanie modernistyczne w warstwie harmonicznej, dzieła Kleckiego: Sonata D-dur na skrzypce i fortepian op. 12 z roku 1924 w wykonaniu skrzypka Łukasza Błaszczyka i pianisty Adama Manijaka oraz Trio fortepianowe D-dur op. 16 z roku 1926 w interpretacji Magdaleny Kling-Fender – skrzypce, Roberta Fendera – wiolonczela, Adama Manijaka – fortepian. Czteroczęściowa Sonata, z bardzo nasyconą emocjonalnie częścią drugą, Andante lugubre, polifonizującym Intermezzo oraz finałem nawiązującym do passacagalii (In modo di basso ostinato con variazioni), podana jest finezyjnie, w sposób wydobywający liczne niuanse wyrazowe.

W Triu, składającym się również z czterech kontrastujących ze sobą części, zaciekawia m.in. jednoczesne wprowadzenie dwu ścierających się ze sobą tematów we wstępnym Allegro. Niezwykle sugestywne pod względem nastrojowym okazuje się Adagio, całkiem zresztą inne, niż poprzedzająca je, scherzowa część druga (Allegro scherzozo). Finałowe Allegro nawiązuje w fakturze do Brahmsa. Kameraliści w godny uznania sposób współdziałają ze sobą kreując obraz dźwiękowy zrównoważony w poszczególnych partiach instrumentalnych, acz mieniący się wieloma kolorami. Nie sposób nie docenić też konstruktywnego wkładu w nagranie (zrealizowane notabene w łódzkiej Akademii Muzycznej) reżysera dźwięku, Krzysztofa Sztekmilera.

Warto wspomnieć, że całe przedsięwzięcie zostało zrealizowane dzięki inicjatywie pianisty, dr. Adama Manijaka (jak wiadomo, również kompozytora), który twórczość Kleckiego uczynił przedmiotem swej habilitacji. Melomani czekają zapewne na rejestracje następnych utworów emigracyjnego artysty rodem z Łodzi.

More from category

O filmowych festiwalach i nie tylko

Już pod koniec ubiegłego stulecia Maryla Hopfinger twierdziła, że kultura współczesna zyskała charakter [Read More]

Wyśpiewane dzieje

Z Jerzym Wolniakiem – reżyserem, śpiewakiem, pedagogiem, animatorem kultury, rozmawia Janusz Janyst – [Read More]

Diariusz Dariusza

Całkiem niedawno wpadł mi w ręce zbiór wierszy Dariusza Wolniakowskiego pod niepozbawionym dowcipu tytułem [Read More]

Wypowiadam się dźwiękami i ruchem

Rozmowa z Justyną Stopnicką – muzykoterapeutką, tancerką, instruktorką tańca oraz fitness, czyli nowoczesnych [Read More]

Małe ojczyzny dla Ojczyzny wielkiej

Zapatrzone w „postępową” Europę rodzime środowiska liberalno-lewicowe miały w ostatnim okresie swój [Read More]

Interesting Sites

    Archives