Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Saturday January 20th 2018

Muzyka jako upamiętnienie

Nakładem Mystic Production w serii Preisner Collection wydana została w bieżącym roku (z numerem 01) dość niezwykła płyta kompaktowa zatytułowana Pamiętniki pisane nadzieją. Zawiera ona kompozycje Zbigniewa Preisnera poświęcone Żydowskim Dzieciom – najmłodszym ofiarom Holocaustu.
W tekście zamieszczonym na okładce kompozytor informuje, że myśl, aby taką muzykę napisać, zrodziła się na początku lat dziewięćdziesiątych, po obejrzeniu w Jerozolimie Muzeum Yad Vashem. – Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem ekspozycję poświęconą pomordowanym dzieciom Holocaustu. Idąc ciemną salą, w której z dala migotały tysiące świec, słuchając nazwisk pomordowanych dzieci i miejsc ich kaźni, przeplatanych co pewien czas śpiewem kantora, byłem zdruzgotany. Czułem dziwny strach. Było to wstrząsające przeżycie /…/ Jak pisać o tragedii, której rozmiarów nie sposób ogarnąć ludzkim rozumem? Minęły lata. /…/ Kiedy przeczytałem pamiętniki Rutki Laskier, Dawida Rubinowicza, wiersze Abrama Koplowicza i Abrama Cytryna zrozumiałem, że te bardzo dramatyczne zapiski mają jedną wspólna cechę. Są pisane z nadzieją. Jakaś irracjonalna siła pozwalała Im wierzyć w ocalenie…
Na krążku znalazło się pięć kompozycji tworzących pewną całość, a więc logicznie ukształtowany cykl. Na cykl ten składają się: jeden utwór orkiestrowy (w nagraniu płyty udział wzięła Orkiestra Kameralna Filharmonii Narodowej w Warszawie – a dokładnie orkiestra smyczkowa – pod dyrekcją Adama Klocka) oraz cztery utwory wokalno-instrumentalne z głosami solowymi – w tym dwa kameralne i dwa z udziałem orkiestry (w jednym z nich z kolei uczestniczy dodatkowo chór kierowany przez Davida Temple).
Otwiera płytę dwunastominutowa kompozycja orkiestrowa Z otchłani. Tzw. programowy tytuł mógłby tu w pierwszym odruchu wywołać oczekiwanie dźwiękowej apokalipsy. Tymczasem mamy do czynienia z narracją niezwykle skupioną, łagodną i wyciszoną, w której nie brak liryzmu. Po wykorzystującym współbrzmienie sekundowe wstępie prosta, tonalna melodyka rozwija się w ścisłej diatonice a podbudowują ją prawie wyłącznie „czyste” trójdźwięki.
Kompozycja druga, siedemnastominutowa, to Lament. Zaczyna się od mezzosopranowej wokalizy, której motywika stanowi osnowę całości. Orkiestra dołącza w minorowych, posępnych frazach, nuta żałobna dominuje. Śpiew Lisy Gerrard jest pełen wyrazu. Przy całym kunszcie warsztatowym, idącym w parze z urodą barwy głosu, artystka nie zmierza jednak w stronę wokalnego popisu, chodzi jej wyłącznie o zbudowanie, wraz z towarzyszącą orkiestrą, pożądanego nastroju. Muzykę, w której pojawiają się charakterystyczne momenty oscylacji między moll a dur, określić można jako przejmującą.
Kolejne części cyklu są krótsze, trwają od pięciu do ośmiu minut. Również w nich kompozytor nie wykracza poza nieskomplikowane, jakby świadomie ascetyczne, środki tonalne – melodyczne i harmoniczne. W kameralnie potraktowanym (a rozpoczynającym się w warstwie melodycznej pentatoniką) Dream (Marzeniu) słyszymy wiolonczelę (gra na niej Caroline Dale), rozwijającą kantylenę na tle rozłożonych akordów fortepianu (Konrad Mastyło). Dziecięcy głos Archie Buchanan intonuje w języku angielskim pieśń opartą na wierszu Abrama Koplowicza (Jak ja mieć będę dwadzieścia lat/ zacznę oglądać nasz piękny świat…)
Podobnie ma się rzecz w zarejestrowanej w tym samym składzie wykonawczym pieśni In a Dark Hour (W szarą godzinę). Tym razem jednak fortepian nie ogranicza się do pasażowania, lecz podchwytuje, razem z wiolonczelą, główny motyw melodyczny. Autorem wykorzystanego wiersza jest tu Abram Cytryn (W szarą godzinę wpadam w zamyślenie/ w nurty przeszłe rzucam wzrok…)
Najbardziej rozbudowane pod względem obsadowym zostało finałowe Epitafium. To kulminacja, część najmocniej zarysowana w planie dynamicznym (dynamika po raz pierwszy zmierza w stronę forte), mająca najbardziej wyrazistą ekspresję. Na partię orkiestry nakładają się akordy rozpisane na śpiewający bez słów chór. Na pierwszym planie rozlega się mezzosopran Lisy Gerrard, wykonującej swoistą wersję kadisz. Wzmocnieniu ekspresji wokalnej służą m.in. dyskretne glissanda śpiewaczki.
Płyta jest od strony muzycznej – kompozytorskiej i wykonawczej – udana. Preisner, podejmując się jako twórca tak trudnego, w sensie ideowym, zadania, obrał drogę artystycznie najmniej ryzykowną. Mając jakby świadomość, że w sztuce „mniej” może niekiedy oznaczać „więcej”, nastawił się bardziej na prostotę, niż komplikację i zbliżył się, można by rzec, bardziej do szeptu, aniżeli krzyku. I to zaowocowało.

Previous Topic:

More from category

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Rozśpiewany festiwal

Ważny dla kultury muzycznej i mający ogólnopolski zasięg Łódzki Festiwal Chóralny Cantio Lodziensis odbył się [Read More]

Koncerty ku czci

W Łodzi odbyło się ostatnio kilka koncertów patriotycznych, dedykowanych ważnym postaciom historycznym. Brali w [Read More]

Muzyka i taniec dopełniają się

Rozmowa z Katarzyną Zielińską, flecistką i tancerką salsy   Janusz Janyst: – Jean Paul napisał [Read More]

Radość ofiarowywania siebie innym

Rozmowa z dr Marią Wałęską-Siempińską – filozofem, wolontariuszką opieki hospicyjno-paliatywnej   [Read More]

Interesting Sites

    Archives