Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday September 17th 2019

Wokół miłości i małżeńskiej zdrady

W Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych, w ramach cyklu obejmującego prezentacje różnorodnych form teatralnych, w tym spektakli kameralnych, można było obejrzeć Rzecz o miłości i zdradzie według Bliskiego nieznajomego Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Reżyserii podjął się Mirosław Henke, który zaprosił widzów na przedstawienie już w fazie prób, co pozwoliło przyjrzeć się procesowi powstawania spektaklu.

Wzięliśmy ten tekst na warsztat, gdyż zainteresował nas problem relacji męsko-damskich, w szczególności zdrady i miłości dzisiaj – powiedział mi Henke. Punktem wyjścia dla naszego przedstawienia stał się „seks” traktowany jako podstawowy motyw działania i siła sprawcza w różnych sferach ludzkiej aktywności, nie wyłączając sztuki i polityki. Postawiliśmy sobie pytanie, czy w obecnych czasach ludzie są jeszcze zdolni do cierpliwego poszukiwania miłości, będącej warunkiem stworzenia prawdziwej więzi miedzy kobietą a mężczyzną.

Bohater sztuki, Antoni (w tej roli Marek Niemierowski) ma pewne kłopoty z alkoholem, ale zdecydowanie większe po prostu ze swoim życiem, a konkretnie z małżeństwem. Ugania się za dziewczętami (…tu pupeńka tam pupeńka i już ci główka lata jak szalona), w końcu wpada w depresję. Doktor Wolff (Mirosław Henke) przysyła mu do domu pielęgniarkę (Julitta Sękiewicz-Kisiel). Rozmowa z nią przeradza się w odgrywanie „scen z życia” Antoniego. Sękiewicz-Kisiel wciela się kolejno we wszystkie jego kobiety, włącznie z żoną, Magdą.

Marek Niemierowski ciekawie poprowadził postać Antoniego, uwzględniając różnorakie aspekty psychologiczne „tłumaczące” jego postępowanie. Był w pełni wiarygodny, a szczególnie sugestywna okazała się słowno-mimiczna scena kończąca spektakl, gdy uświadomił sobie, że goniąc tylko za seksem zaprzepaścił miłość do swojej żony.

Zmieniająca wcielenia i w gruncie rzeczy realizująca sukcesywnie kilka ról Julitta Sękiewicz-Kisiel miała zadanie niełatwe, lecz za każdym razem potrafiła być w pełni przekonująca – wszystkie postaci kobiece zostały przez nią wykreowane niebanalnie, wręcz błyskotliwie, biorąc pod uwagę bogactwo niuansów wyrazowych w zakresie operowania głosem oraz ciałem. Zademonstrowała aktorstwo inteligentne, precyzyjnie sterujące ekspresją.

Na wysokości zadania stanął też Mirosław Henke – zarówno jako aktor, jak i reżyser. Spektakl miał dobre tempo, narracja rozwijała się płynnie, poszczególne sytuacje oddawały to, co zwykliśmy nazywać prawdą życia. Udanym pomysłem formalnym stało się „obudowanie” przedstawienia pokaźnymi sekwencjami muzycznymi, czyli piosenkami o miłości (starszymi i nowszymi) zaśpiewanymi z kulturą interpretacyjną przez Małgorzatę Flegel z wysmakowanym akompaniamentem fortepianowym jazzmana Pawła Serafińskiego. W sumie – ciekawa propozycja dla koneserów teatru psychologicznego.

More from category

Lato z muzyką (ze znakami zapytania)

W kościołach coraz częściej odbywają się koncerty. Są one zróżnicowane pod względem gatunku muzyki (klasyka, [Read More]

Łódź w piosence

W czerwcu sala koncertowa Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów przy ul. Żubardzkiej była miejscem [Read More]

Łódź jest moją miłością

Z Urszulą Kowalską – poetką, publicystką, animatorką kultury, rozmawia Janusz Janyst – Ma Pani opinię [Read More]

Śpiewająca lekarka

Rozmowa z  dr Wandą RYBAK –  łódzkim  lekarzem rodzinnym i pediatrą JANUSZ JANYST – Pani doktor nie [Read More]

Pełnię posługę jako organistka

Rozmowa z Agnieszką Dobroń – organistką i klawesynistką JANUSZ JANYST: – Czy funkcję organistki, którą [Read More]

Interesting Sites

    Archives