Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Saturday January 20th 2018

„Jeszcze nie pora nam spać” – więcej niż kabaret

Urocze i przezabawne przedstawienie można od niedawna oglądać w łódzkim Teatrze Muzycznym. Jest to „dziwowisko kabaretowe” – tak właśnie spektakl Jeszcze nie pora nam spać nie bez dozy humoru a zarazem skromności określony został w podtytule przez reżysera, scenografa i jednocześnie autora tekstów scen i piosenek, Rafał Kmitę.

Ktoś, kto interesuje się teatralną rozrywką dobrze wie, że Kmita, związany z krakowskim Teatrem Sceną STU, kieruje od prawie 20 lat własną grupą kabaretową, uważaną za jedną z najciekawszych w kraju. Formacji tej łódzka placówka udostępniła scenę. W „dziwowisku” poza jej szefem „stanęło” do współpracy także siedmioro członków Grupy Rafała Kmity. Ten, jak się w sumie miało okazać, odświeżający dla łódzkiego teatru zabieg, będący jakby wpuszczeniem świeżej krwi do operetkowo-musicalowego organizmu, dał rezultat, nie waham się stwierdzić, znakomity. I dziwować się temu zbytnio nie należy.

W warunkach teatralnych (jakże innych od kawiarnianych, zapewne bardziej dla kabaretu typowych) w pełni sprawdziła się koncepcja poszerzenia formuły kabaretowego przedstawienia o elementy widowiskowe a nawet rewiowe. Skecze przeplatane są piosenkami z akompaniamentem orkiestry umieszczonej na scenie – odsłanianej w odpowiednich momentach przez podnoszenie czarnej kurtyny. Orkiestra, z mającą niemało do roboty pianistką Danutą Antoszewską, gra zresztą bez zarzutu, w czym zasługa m.in. młodej, sugestywnej w ruchach dyrygentki, Elżbiety Tomali-Nocuń (spełniającej swą funkcję wymiennie z Boleslawem Rawskim oraz Lesławem Sałackim). Może tylko nagłośnienie na oglądanych przeze mnie spektaklach nie zawsze było idealne, gdyż np. w zabawnej scence opartej na Locie trzmiela Rimskiego-Korsakowa jakoś nie za bardzo udawało się wysłyszeć zasadniczą melodię wykonywaną przez sekcję skrzypiec. Interesująco wypadły, także pod względem aranżacyjnym, skomponowane przez Rawskiego piosenki, w tym refleksyjne. Chór dobrze uzupełnia w niektórych numerach brzmienie całości, tyle że jego „swobodne” podrygiwanie na wybiegu z boku sceny jest najsłabszym elementem reżyserii.

Kilka razy wkracza do akcji balet, tańczący z precyzją i werwą, według zamysłu choreograficznego Jarosława Stańka, odwołującego się w dużym stopniu do wzorów rewiowych. W takiej również konwencji (już bez udziału baletu) wykonywana jest, przesycona erotyką, piosenka Odkryj mnie. Właśnie m.in. tu całym blaskiem urody i głosu jaśnieje główna gwiazda przedstawienia, Agata Myśliwiec z zespołu Kmity. Zresztą również i we wszystkich innych scenach, a więc nie tylko wówczas, gdy jest „powalajacym” mężczyzn wampem, ale i np. podpatrzoną w domu z ręcznikiem na głowie, zapracowaną żoną emerytowanego kierowcy tira lub rezolutną babcią jadąca wraz z prymitywnym „mięśniakiem” II klasą pociągu, fascynuje wyrazistym aktorstwem, wysoką klasą ruchu scenicznego.

A jej kabaretowi koledzy? Arkadiusz Lipnicki, Piotr Plewa, Jacek Stefanik, Marcel Wiercichowski, Karol Wolski? I oni są świetni, niezawodni aktorsko i wokalnie, wybornie podający tekst. Rozśmieszają skutecznie w roli panów pędzących zdezelowaną taksówką, emerytów gawędzących na krzesełkach o sprawach minionych i bieżących, jak i członków przezabawnej kapeli podwórkowej, „oczarowującej” damy (pani od razu wpadła mnie w oko). Także w działaniach konferansjerskich. Swoistym majstersztykiem całego zespołu stała się rozbudowana sekwencja dotycząca „końca świata”, odsłaniająca absurdy rzeczywistości, ukazująca w krzywym zwierciadle panującą nad umysłami wielu rodaków, manipulatorską telewizję (wszelako akcencik „promichnikowy” mógł już sobie Kmita darować).

W spektaklu kilka niebłahych zadań wokalnych mają do spełnienia solistki Teatru Muzycznego: Anna Dzionek-Kwiatkowska oraz Agnieszka Gabrysiak. Obie panie wywiązują się z tych wokalnych zadań doskonale. W pamięci na pewno pozostanie ekspresyjna piosenka w interpretacji Dzionek-Kwiatkowskiej, nawiązująca cokolwiek w stylu do repertuaru Edyty Geppert (jeszcze chcę być snami, potem obrosnę w papiloty) a także „miłosny duet” Gabrysiak i Stefanika, kontrapunktowany przez kilka par baletowych. Wśród piosenek śpiewanych przez cały zespół, poza tytułową, mobilizująco oddziałującą Jeszcze nie pora nam spać, znalazła się też piosenka Jerzego Wasowskiego z nowym tekstem (na całej połaci szmal).

Warto jeszcze nadmienić, że po jakimś czasie pojawiła się w Jeszcze nie pora nam spać zmienniczka Agaty Myśliwiec, ,Katarzyna Chlebny (też z Grupy Kmity), realizując wokalno-aktorskie zdania również z pełnym powodzeniem.

Spektakl jest godny polecenia. Przed jego rozpoczęciem należy wszakże spełnić przekazywaną przez wykonawców prośbę: wyłączyć komórki, z wyjątkiem szarych.

More from category

Cyrk „utaneczniony”

Cyrk w operze? A jednak! Teatr Wielki w Łodzi zaprosił na gościnny spektakl węgierskiego, liczącego około [Read More]

Muzyka i taniec dopełniają się

Rozmowa z Katarzyną Zielińską, flecistką i tancerką salsy   Janusz Janyst: – Jean Paul napisał [Read More]

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

Energetyczne balety

Na zakończenie minionego sezonu artystycznego łódzki Teatr Wielki przygotował ciekawą premierę baletową, [Read More]

Koncentracja pierwiastka radości

Taniec i rytm to moje żywioły, mówi JOANNA WOLAŃSKA – tancerka, rytmiczka, choreograf, pedagog w Zespole [Read More]

Interesting Sites

    Archives