Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Friday April 20th 2018

Malarstwo a muzyka

Związki malarstwa z muzyką zauważalne są już w terminologii. W odniesieniu do malarstwa mówi się o dźwięczności koloru, gamie, tonacji, półtonach, rejestrach wysokich i niskich, natomiast w opisie muzyki prawo obywatelstwa zyskały takie określenia, jak barwa, kolorystyka, rysunek melodyczny, cieniowanie, paleta orkiestralna itp. Ale związki te sięgają głębiej. Charles Baudelaire napisał, że „byłoby zaskakujące, gdyby dźwięk nie mógł zasugerować koloru, gdyby kolory nie mogły narzucić wyobraźni melodii i gdyby dźwięk i kolor nie były zdolne do wypowiedzenia idei, bowiem rzeczy wyrażały się zawsze przez wzajemne analogie”.

Muzyczno-plastyczna correspondance des arts bywała przedmiotem teoretycznych refleksji, znalazła też swe odbicie w kilku naukowych rozprawach. Z opublikowanych w Polsce można wymienić np. Debussy a impresjonizm i symbolizm Stefana Jarocińskiego (Polskie Wydawnictwo Muzyczne 1966) i Ut pictura musica – rozdział Historii koloru Marii Rzepińskiej (w poszerzonej edycji Wydawnictwa Literackiego z roku 1983).

Wydana nakładem Akademii Muzycznej im Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi obszerna, sześciusetstronicowa książka Jacka Szerszenowicza Inspiracje plastyczne w muzyce szeroko naświetla zawarty w tytule problem, ale częściowo poświęcona jest również inspiracjom muzycznym w plastyce. Praca, będąca rezultatem kilkuletnich dociekań autora – naukowca i publicysty z wykształceniem muzycznym oraz filozoficznym – podzielona została na pięć zasadniczych rozdziałów. Pierwszy dotyczy psychologicznych i artystycznych podstaw twórczości wywodzącej się właśnie z fenomenu inspiracji, przy czym owa inspiracja ujęta jest w perspektywie aksjologicznej i ontologicznej. Drugi rozdział ukazuje płaszczyzny korespondencji między muzyką a sztukami plastycznymi, eksponując zbieżności myślenia i postaw twórczych różnych artystów, analogie jakościowo-formalne dzieł, podobieństwa sposobów traktowania czasu, przestrzeni i ruchu oraz środków ekspresji. I te dwie części książki tworzą bazę teoretyczną, „prześwietlającą” procesy twórcze i przygotowującą narzędzia badawcze dla wywodów dotyczących praktyki artystycznej. Trzeci rozdział omawia inspiracje malarskie w muzyce o charakterze programowym. Najwięcej miejsca poświęca tu autor Obrazkom z wystawy Modesta Musorgskiego, poematowi symfonicznemu Stanisław i Anna Oświecimowie Mieczysława Karłowicza i symfonii Mathis der Maler Paula Hindemitha, rozpatrując różne modele odczytania materiału plastycznego, od onomatopei, poprzez chwyty retoryczne, symbolizowanie, aż po czystą sonorystykę. Tematem kolejnego rozdziału jest transfer wartości artystycznych i cech medialnych na przykładzie m.in. niektórych utworów Lidii Zielińskiej, Bronisława Kazimierza Przybylskiego i Zygmunta Krauzego. W rozdziale ostatnim przygląda się Szerszenowicz aspektom muzycznym w twórczości plastycznej, uwzględniając adaptację zasad muzyczności w sformułowanym przez Kandyńskiego programie odnowy malarstwa, przenoszenie przez Čiurlionisa do malarstwa gatunków muzycznych, wizualizację twórczości Chopina na płótnach Jerzego Dudy-Gracza (tu zresztą polemizuje z artystą w kwestii sposobów obrazowania poszczególnych dzieł). Niepominięte zostały w tej części książki nawet eksperymentalne filmy Zbigniewa Rybczyńskiego. To jedna z najlepszych pod względem merytorycznym (obok prac Ewy Kowalskiej-Zając, Marty Szoki i Franciszka Wesołowskiego) pozycji wydanych dotąd przez łódzką uczelnię muzyczną. W podsumowaniu odnaleźć można tezę, że dla historii sztuki większe znaczenie miał wpływ muzyki na plastykę, aniżeli odwrotnie. Tu być może przydałby się jednak bardziej krytyczny stosunek do rezultatów osiągniętych w transferze gatunkowym przez Čiurlionisa, koncepcji doniosłej teoretycznie i obiecującej wiele „na odległość”, ale tracącej przy bezpośredniej konfrontacji z dziełami.

Diagnozując na koniec artystyczną współczesność i charakteryzując audiowizualny charakter obecnej kultury Szerszenowicz stwierdza, że „powrót do synkretyzmu jest jednym z wielu symptomów zamykania się historycznego cyklu rozwoju sztuki, osiągającej – dzięki środkom elektronicznym – stan nieograniczonych możliwości twórczych”. W ostatnim akapicie książki powraca, przytoczony przez autora na pierwszych stronicach, sąd Igora Strawińskiego, że muzyki trzeba nie tylko słuchać, ale należy ją również obserwować. Zapewne takiego podkreślania i akceptowania roli obrazu jako „partnera” muzyki (jak można się zorientować, roli zgodnej z kierunkiem myślenia samego Szerszenowicza) wcale jednak nie trzeba przyjmować na wiarę. Przecież stwierdzono już dość dawno, np. w odniesieniu do muzyki prezentowanej i wykorzystywanej w telewizji, w filmie, że odbiór wizualny, mający nad słuchaniem naturalną przewagę w akcie percepcyjnym, często muzykę „zabija”. To znaczy – by uniknąć już takiego brutalnego słowa – odwraca od niej uwagę, czyli po prostu jej przeszkadza. Znam wielu takich, którym do szczęścia wcale nie jest potrzebny „produkt wiązany”, ale w zupełności wystarcza im harmonia dźwięków. Tak samo, jak kiedy indziej, harmonia barw. I nie sadzę, by muzyka musiała kiedykolwiek zrzec się swojej „arystokratycznej” samowystarczalności a malarstwo musiało szukać nieustającego akompaniamentu dźwięków.

More from category

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Rozśpiewany festiwal

Ważny dla kultury muzycznej i mający ogólnopolski zasięg Łódzki Festiwal Chóralny Cantio Lodziensis odbył się [Read More]

Koncerty ku czci

W Łodzi odbyło się ostatnio kilka koncertów patriotycznych, dedykowanych ważnym postaciom historycznym. Brali w [Read More]

Muzyka i taniec dopełniają się

Rozmowa z Katarzyną Zielińską, flecistką i tancerką salsy   Janusz Janyst: – Jean Paul napisał [Read More]

Radość ofiarowywania siebie innym

Rozmowa z dr Marią Wałęską-Siempińską – filozofem, wolontariuszką opieki hospicyjno-paliatywnej JANUSZ [Read More]

Interesting Sites

    Archives