Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Wednesday July 18th 2018

Chóralistykę trzeba traktować nowocześnie

Rozmowa z Przemysławem Hachorkiewiczem, prezesem Łódzkiego Oddziału Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, kierownikiem Ośrodka Muzycznego Łódzkiego Domu Kultury, przewodniczącym Rady Artystycznej festiwalu „Cantio Lodziensis”

J.J.: – W Łódzkim Domu Kultury zakończył się X Festiwal Chóralny „Cantio Lodziensis”. Czy jubileuszowa edycja tej ogólnopolskiej imprezy różniła się czymś od poprzednich?

Przemysław Hachorkiewicz – Jak zwykle, część zasadniczą stanowił konkurs, w którym pojawiła się wszakże nowa kategoria wykonawcza, obejmująca gospel i muzykę rozrywkową. Oznaczało to możliwość występu chórzystów z towarzyszeniem zespołu instrumentalnego. Wyszliśmy w ten sposób naprzeciw zainteresowaniom młodzieży, chcącej, by jej śpiewanie w chórach nie ograniczało się do klasyki. Skoro takie młodzieżowe pasje, widoczne zresztą w całym kraju, są dziś w stanie wpłynąć na politykę repertuarową dyrygentów, nie mogło to nie mieć swojego odbicia w konkursowych kategoriach. Myślę, że ta zmiana w istotny sposób urozmaiciła imprezę. Jubileusz festiwalu podkreśliliśmy ponadto wydaniem płyty z nagranymi podczas poprzednich edycji i nagrodzonymi przez jury, wybranymi wykonaniami utworów chóralnych kompozytorów łódzkich, m.in. Hundziaka, Bauera, Przybylskiego, Kaczorowskiego, Grzeszczaka.

– Co traktować można jako główny dorobek festiwalowej dekady?

– Wystąpiło dotąd ponad 300 – reprezentujących różne grupy wiekowe – chórów z różnych stron kraju. „Cantio Lodziensis” dało im okazję do konfrontacji osiągnięć i wymiany doświadczeń. Systematycznie popularyzowany był wartościowy repertuar, czyli literatura chóralna zagraniczna i polska, w tym właśnie kompozycje twórców z naszego miasta. Do wykonywania dzieł łodzian zachęcane były systematycznie wszystkie zespoły. Ogólnie, łódzki festiwal wywarł istotny wpływ na podnoszenie poziomu i rangi chóralistyki w Polsce.

– Jak, na podstawie konkursowych przesłuchań, ocenia Pan stan łódzkiej chóralistyki w porównaniu z innymi regionami?

– W minionych latach dominowały Warszawa, Bydgoszcz i Toruń. W Łodzi na pewno wiele jest jeszcze do zrobienia. Szczególnie w zakresie chóralistyki dziecięcej i młodzieżowej – tu liczba zespołów pozostawia sporo do życzenia. Nie chodzi, oczywiście, o szkoły muzyczne, lecz ogólnokształcące – podstawowe, gimnazja oraz licea. Trzeba zauważyć, że śpiewające dzieci i młodzież są naturalnym zapleczem kadrowym dla stowarzyszeń śpiewaczych, które czekają na dopływ głosów. W tym zakresie stawiałbym zresztą nie na wielkie, na przykład stuosobowe chóry, lecz kilkunastoosobowe, które okazują się najczęściej dużo sprawniejsze interpretacyjnie. Pozytywnym zjawiskiem jest powstawanie zespołów akademickich, ostatnio choćby w łódzkim Uniwersytecie Medycznym. Ten właśnie chór, kierowany przez Martę Kosielską, zdobył w tym roku jedną z dwu pierwszych (ex aequo) nagród we wspomnianej kategorii gospel. Marzyłbym, by swoje zespoły miały także uczelnie społeczne i prywatne – nie musiałyby „pożyczać” wykonawców do zaśpiewania Gaudeamus w trakcie akademickich uroczystości.

– Które zespoły podczas tegorocznego festiwalu zrobiły na panu szczególne wrażenie?

– Te, które znalazły się wśród głównych laureatów wyłonionych spośród 31 chórów przez jury pracujące tradycyjnie pod kierunkiem prof. Józefa Świdra. Wymieniłbym tu miedzy innymi ansambl wokalny Octava z Krakowa – zdobywcę Grand Prix oraz znakomity, jazzujący kwartet męski Ad Libitum z Gniezna (I nagroda, ex aequo, w kategorii gospel).

– Czy pogląd Stanisława Wiechowicza, ze chóralistyka jest naturalnym fundamentem kultury muzycznej, ma również i dziś rację bytu?

– Można by tak sądzić pod warunkiem, że będzie się chóralistykę traktować nowocześnie, że nie będzie się ona nigdy kojarzyć z nakazem, z jakimś repertuarowym przymusem, lecz zawsze nastąpi tu autentyczne wsłuchanie się w potrzeby młodzieży, w „bicie jej serca”. Dobór repertuaru wydaje się tu kluczem, bo gdy repertuar jest chybiony, trudno liczyć na sukces. Ogromna odpowiedzialność spoczywa więc na dyrygencie, nie ma przesady w twierdzeniu: jaki dyrygent, taki chór. Współczesny chórmistrz nie może być zbytnio przywiązany do własnych upodobań, repertuarowo zasklepiony, musi wykazywać otwartość na różne style, musi być też bezwzględnie świetnym fachowcem. Tacy dyrygenci już są w Łodzi i gdzie indziej, a to rokuje optymistycznie na przyszłość.

More from category

„Biuletyn IPN” o Łodzi

Ukazał się kolejny, czerwcowy numer reaktywowanego „Biuletynu IPN – pisma o najnowszej historii Polski”. [Read More]

Pracę traktuję jako misję

Rozmowa z Tomaszem Krupą, pedagogiem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 2 w Łodzi    Janusz Janyst – Jest [Read More]

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Rozśpiewany festiwal

Ważny dla kultury muzycznej i mający ogólnopolski zasięg Łódzki Festiwal Chóralny Cantio Lodziensis odbył się [Read More]

Koncerty ku czci

W Łodzi odbyło się ostatnio kilka koncertów patriotycznych, dedykowanych ważnym postaciom historycznym. Brali w [Read More]

Interesting Sites

    Archives