Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Wednesday July 18th 2018

To była wielka przygoda mojego życia

Rozmowa z prof. Tadeuszem Chmielewskim, pianistą, długoletnim współpracownikiem światowej sławy skrzypaczki, Wandy Wiłkomirskiej (obchodzącej właśnie 80. urodziny)

J.J.: – Jak doszło do Pana współpracy kameralistycznej z Wandą Wiłkomirską?

Tadeusz Chmielewski: – Po ukończeniu studiów wiolinistycznych w Łodzi i Budapeszcie, Wanda Wiłkomirska współpracowała z kilkorgiem pianistów. Najpierw z Jadwigą Szamotulską i swą starszą, przyrodnią siostrą Marią, z którą współtworzyła też Trio Wiłkomirskich. Potem z kilkoma wychowankami Marii, której ja też byłem studentem a następnie asystentem. Był taki moment, że nie miała akurat z kim wystąpić, i wtedy pani Maria zaproponowała moją osobę. To był rok 1970, pamiętam, że pierwszy koncert odbył się we Wiedniu. Wandzie moja gra musiała odpowiadać, bo zaproponowała dalszą współpracę.

–  Z tego co wiem, od początku była ona intensywna.

 – Dawaliśmy każdego roku niezliczoną ilość koncertów. Propozycje przychodziły z całego świata. Poza Afryką i Ameryką Południową występowaliśmy właściwie wszędzie – w Azji, USA, Australii, oczywiście w większości krajów Europy. Wanda kochała granie dla publiczności, nie przykładając nawet wagi do wysokości honorariów. W Polsce nie lekceważyła żadnych zaproszeń, kierowanych np. z domów kultury, ówczesnych klubów prasy i książki, muzeów, szkół. Towarzysząc jej systematycznie, musiałem jakoś to wszystko pogodzić z pracą w uczelni, liceum muzycznym i innymi obowiązkami, co wcale nie było łatwe.

– Jaki był repertuar?

– Był bardzo szeroki. Wanda była tytanem pracy, stale uczyła się nowych utworów. Zrobiliśmy np. cykl dziesięciu sonat Beethovena, sonaty Brahmsa – nagraliśmy je dla radia, które wtedy swobodnie dysponowało takim materiałem i bez naszej wiedzy sprzedawało go zagranicznym wytwórniom płytowym. Wszystkie sonaty Beethovenowskie jako pierwsi w Polsce prezentowaliśmy wielokrotnie podczas trzech następujących bezpośrednio po sobie koncertów. Dokonaliśmy prawykonania trzech sonat Deliusa. Mieliśmy w repertuarze, wszystkie sonaty Bacewiczówny, komplet utworów na skrzypce i fortepian Prokofiewa oraz Szymanowskiego. Także wiele kompozycji innych twórców.

– A co może Pan powiedzieć o artystycznym współdziałaniu? Czy nie dochodziło czasem do kontrowersji podczas prób, w trakcie budowania interpretacji?

– Kontrowersji raczej nie było, gdyż mamy, na szczęście, podobny gust i rodzaj temperamentu. W efekcie grało nam się zawsze dobrze. Muszę podkreślić, że Wanda – dziś już, jak wiadomo, niewystępująca – jest prawdziwą perfekcjonistką, osobą stawiającą niezwykle wysokie wymagania sobie i muzycznym partnerom. Znała zawsze w najdrobniejszych szczegółach również partię fortepianu i potrafiła natychmiast wyłapać każdą ewentualną niedokładność. Ma fantastyczny słuch, oczywiście absolutny, dodam, przy okazji, że tonacje widzi kolorami

– Do kiedy graliście państwo razem?

– Do roku 2002. Współpraca trwała więc sumie 32 lata, ale z ośmioletnią przerwą. Po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego Wanda została w RFN, przyjechała dopiero w roku 1990, by wykonać na „Warszawskiej Jesieni” Koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika. Nasz ostatni wspólny występ odbył się w pałacu w Radziejowicach. Wanda zaprzestała wszelkich występów głównie ze względu na pogarszający się stan zdrowia.

– W październiku 2006 roku artystka otrzymała od łódzkiej Akademii Muzycznej doktorat honoris causa. Laudację wygłosił prof. Tadeusz Chmielewski.

 – Jestem z Wandą Wiłkomirską niezwykle związany w sensie artystycznym. Zawdzięczam jej wielką przygodę swojego życia, uprawiana wspólnie kameralistyka bardzo też mnie wzbogaciła jako solistę. Żywię wobec niej gorące uczucie przyjaźni i żałuję, że nie jest już nam dane występować.

Previous Topic:

More from category

Pracę traktuję jako misję

Rozmowa z Tomaszem Krupą, pedagogiem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 2 w Łodzi    Janusz Janyst – Jest [Read More]

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem [Read More]

Nietoperza lot niewysoki

Już po raz siódmy w historii łódzkich scen muzycznych wystawiona została Zemsta nietoperza. Ta ceniona powszechnie [Read More]

Staram się poszerzać swoje umiejętności

Rozmowa z Marzeną Konowalską – śpiewaczką, organistką, autorką pieśni religijnych Janusz Janyst – Ma [Read More]

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Interesting Sites

    Archives