Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Wednesday August 15th 2018

Mam więcej czasu na komponowanie

Rozmowa z kompozytorem i dyrygentem Zdzisławem Szostakiem

J.J. – Obchodzi Pan 80. urodziny i 60-lecie pracy artystycznej. Pańskie utwory w ostatnich latach dość często pojawiały się w repertuarze Filharmonii Łódzkiej. Czy było to związane ze wzmożeniem aktywności twórczej?

Zdzisław Szostak – Zapewne tak. Ponieważ ze względu na wiek ograniczyłem do minimum działalność dyrygencką, mam więcej, niż kiedyś, czasu na komponowanie. Życie zadecydowało, że po ukończeniu w katowickiej Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej studiów kompozytorskich u Bolesława Szabelskiego a także dyrygenckich u Artura Malawskiego przez kilka dziesięcioleci poświęcałem się głównie dyrygenturze, m.in. przez kilkanaście lat w Filharmonii Poznańskiej a od roku 1971 do 1987 w Filharmonii Łódzkiej. Równocześnie przez 29 lat prowadziłem zajęcia, w tym studencką orkiestrę, w Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów. Niewiele było wtedy okazji, by spokojnie usiąść z ołówkiem przy biurku nad papierem nutowym.

– Miał Pan okazję dyrygować niemal wszystkimi orkiestrami w kraju, współpracując też z najwybitniejszymi solistami. Wielokrotnie występował Pan za granicą, dużo nagrywał dla polskich i obcych radiofonii, stacji telewizyjnych, firm fonograficznych i wytwórni filmowych. Zarejestrował Pan muzykę do dwustu filmów, w tym do czterdziestu – własną.

– Odczuwałem jednak niedosyt związany z tym, że nie było sposobności, by bardziej intensywne zająć się twórczością, która w mojej hierarchii ważności spraw muzycznych zawsze stała najwyżej. Cieszę się więc, że ostatnio udało mi się napisać kilka większych kompozycji, np. Natus nobis est Salvator na sopran, chór i orkiestrę symfoniczną, Concertino darmstadzkie na skrzypce fortepian i orkiestrę – utwór zamówiony przez burmistrza miasta Darmstadt, Musica per corno e orchestra sinfonica, Improvisation and Dance for guitar solo (za ten gitarowy dyptyk na konkursie kompozytorskim w Tychach przyznano mi nawet I nagrodę), Koncert na marimbę i orkiestrę symfoniczną, Oratorio piccolo in memoriam Santa Faustina. Dwa lata pracy poświeciłem na moje opus nagnum, czyli Missa latina na solistów, chór i orkiestrę.

Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” przyznało Panu za to „monumentalne i porywające dzieło” – jak brzmi oficjalne uzasadnienie – prestiżową Nagrodę Artystyczną im. Włodzimierza Pietrzaka (notabene łódzkim prawykonaniem sam Pan dyrygował, podobnie było w trakcie późniejszej prezentacji warszawskiej). Co natchnęło Pana do skomponowania Missa latina?

W jakimś momencie uznałem, że nadszedł czas, w którym muszę zadbać o to, by nie spóźnić się ze złożeniem hołdu Panu Bogu, przeto odważyłem się podjąć taką właśnie kompozytorską próbę. Utwór ten traktuję jako rodzaj generalnej spowiedzi, stąd w przeważającej części ma on charakter modlitewny, aczkolwiek jest tam wiele momentów dramatycznych, również radosnych. Język łaciński stanowi tu zarazem wyraz pewnej tęsknoty do czasów dzieciństwa, kiedy dopiero wchodziłem w świat religii i muzyki. W sosnowieckim kościele św. Barbary, do którego uczęszczałem, nabożeństwa odbywały się wyłącznie po łacinie. Pamiętam też dobrze brzmienie organów i dźwięki dzwonów. Uczestnictwo w Mszy św. stanowiło dla mnie zawsze jakieś tajemnicze i zachwycające misterium. Coś z tamtych nastrojów zapragnąłem przywołać w swoim dziele. Wspomnę, że kiedy po II Soborze Watykańskim wprowadzono do liturgii języki narodowe i zaaprobowano wesołe śpiewy przy akompaniamencie gitar – na szczęście jeszcze nie elektrycznych – poczułem się trochę obco.. Czyżbym był już tak stary, że nie pojmuję dzisiejszego ducha czasu?

Podejrzewam, że tworząc Missa latina wykorzystał Pan również swoje bogate doświadczenia dyrygenckie związane z pracą nad muzyką symfoniczną i oratoryjną.

– Niewątpliwie. Ale przydało się chyba i to, że wcześniej, bo już od osiemnastego roku życia, prowadziłem różne chóry – kościelne i świeckie. Natomiast muzykę oratoryjną, a więc właśnie oratoria, kantaty, msze, zawsze, obok wielkiej literatury symfonicznej, szczególnie ceniłem.

Nad czym pracuje Pan obecnie?

– Tak się składa, że akurat trochę odpoczywam, pisząc jedynie miniatury na instrumenty dęte drewniane i blaszane (utwory te zostały zamówione przez organizatorów Międzynarodowego Konkursu Muzycznego im. Michała Spisaka w Dąbrowie Górniczej). Ale po „odpoczynku” pewnie trzeba się będzie wziąć znów do jakiejś większej formy…

Dziękuję za rozmowę.

Previous Topic:

More from category

Pracę traktuję jako misję

Rozmowa z Tomaszem Krupą, pedagogiem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 2 w Łodzi    Janusz Janyst – Jest [Read More]

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem [Read More]

Nietoperza lot niewysoki

Już po raz siódmy w historii łódzkich scen muzycznych wystawiona została Zemsta nietoperza. Ta ceniona powszechnie [Read More]

Staram się poszerzać swoje umiejętności

Rozmowa z Marzeną Konowalską – śpiewaczką, organistką, autorką pieśni religijnych Janusz Janyst – Ma [Read More]

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Interesting Sites

    Archives