Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Monday October 23rd 2017

Bez parafiańszczyzny?

 Niejednokrotnie już miałem okazję wypowiadać się na temat organizowanego przez duszpasterza środowisk twórczych, ks. Waldemara Sondkę, Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej. Zazwyczaj z uznaniem dla oferty programowej, poziomu artystycznego i organizacji. Ściśle biorąc, trzymałem się zasady, by o zdarzających się niekiedy koncertach czy spektaklach teatralnych mniej udanych raczej nie wspominać (skądinąd gdy jeden z takich spektakli został kiedyś skrytykowany na łamach „Aspektu Polskiego”, spowodowało to dość ostre, publiczne zdystansowanie się księdza dyrektora od tego miesięcznika).

Rzeczony Festiwal zawsze był zresztą mocno reklamowany nie tylko przez prasę katolicką, która z natury rzeczy promuje kościelne inicjatywy kulturalne, ale – w przeciwieństwie do różnych innych imprez organizowanych przez łódzkie parafie – również przez prasę liberalną (w tym polskojęzyczną). A to już zapewne z powodu prounijnej orientacji Europejskiego Centrum Kultury Logos, firmującego Festiwal Kultury Chrześcijańskiej.

Jednak w ostatnim sezonie, nawet gdybym chciał, nie mógłbym o tym przedsięwzięciu napisać wyłącznie dobrze. Nie dlatego, iżbym zamierzał deprecjonować trzynastą edycję imprezy, w której na pewno nie brakowało rzeczy naprawdę godnych uwagi, ale jedynie z tego powodu, że byłem jedynie na dwóch w sumie przedstawieniach, konkretnie przewidzianych przez organizatorów w Teatrze Powszechnym. Nie przypadły mi zaś one specjalnie do gustu.

Przedstawieniem pierwszym był Osobisty Jezus Przemysława Wojcieszka (w jego też reżyserii) przywieziony przez Teatr Modrzejewskiej w Legnicy. Tytuł mylący – to niczym niewyróżniająca się opowiastka o perypetiach rodzinnych i finansowych zwolnionego z więzienia mężczyzny. Religijne odniesienia – prawie żadne. Może i nie najgorsza okazała się gra aktorska, skąd natomiast spektakl ten wziął się w Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej, biorąc pod uwagę duże nagromadzenie wulgaryzmów, rynsztokowy wprost język, który traktowany miał być jako kryterium realizmu? Na to pytanie nie znalazłem odpowiedzi.

Obejrzałem także Avatar, mimodram Teatru Formy – Sceny Pantomimy z Wrocławia, przygotowany (także w sensie wykonawczym) przez Józefa Markockiego i Jana Kochanowskiego. Temat przedstawienia dotyczący wcielenia się boskiej natury w ciało ludzkie (?) zdecydowanie bardziej wynikał z wydrukowanego omówienia, aniżeli z tego, co działo się na scenie. Poziom warsztatowy mimów nawet się nie umywał do dobrze przeze mnie zapamiętanych, prezentowanych w Łodzi jeszcze za komuny (to pewien paradoks) przedstawień zespołu Henryka Tomaszewskiego. Ale chodzi jeszcze o coś innego. Nie lubię oglądać na scenie gołych mężczyzn. W tym wypadku (prawie gołych) oglądać musiałem i to przez cały spektakl.

W elegancko wydanej książeczce programowej przeczytałem, że środowisko Logosu pragnie „dawać łodzianom możliwość kontaktu ze sztuką pozbawioną parafiańszczyzny”. Nie ukrywam, że po tych dwóch festiwalowych wieczorach trochę jakby do owej „parafiańszczyzny” zatęskniłem.

More from category

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

Angela Gheorghiu w Łodzi

Na scenie łódzkiego Teatru Wielkiego, w nadzwyczajnym koncercie wieńczącym obchody 50-lecia  placówki, [Read More]

Nowy festiwal muzyczny

Instytut Europejski w Łodzi był miejscem I Międzynarodowego Festiwalu Open Music, zorganizowanego przez Agencję [Read More]

„Bąk” częściowo upolityczniony

Na swoją ósmą już premierę, zatytułowaną „Drobna zmiana”, zaprosił do Klubu Lekarza przy ul. Czerwonej [Read More]

Marszałka Imieniny ze skazą

W tym roku mija sto lat od powstania (z inicjatywy niegdysiejszego Towarzystwa Biblioteki Publicznej w Łodzi) [Read More]

Interesting Sites

    Archives