Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday September 19th 2017

Penetracja dolnych rejonów

 Miłośnicy sztuki operowej mają chyba w Łodzi powody do lekkiej frustracji. Premiery w miejscowym Teatrze Wielkim najczęściej rozczarowują pod względem poziomu scenicznych realizacji (właśnie było kolejne rozczarowanie!), natomiast niebudzące już na ogół niedosytu artystycznego, satelitarne transmisje z Metropolitan Opera, które od niedawnaa można oglądać w Filharmonii, frustrują czym innym. Pominę, że nieraz zauważalnymi niedoróbkami technicznymi (zatrzymania kadru, asynchron między dźwiękiem a obrazem), jednak przede wszystkim tym, że patrzy się na nie właśnie w konwencji kina. Konwencja teatru musiałaby przecież polegać – co w transmisji niemożliwe – na bezpośrednim kontakcie z wykonawcami, a więc trzeba by po prostu być w Nowym Jorku. Zauważyłem zresztą, że początkowa fascynacja tymi transmisjami trochę opadła, gdyż w dobie różnych spektakli dostępnych na DVD już tylko niektórych bywalców elektryzuje równoczesność tego, co ogląda się na ekranie z realnymi wydarzeniami. I to głównie oni właśnie mają skłonność do zupełnego zatracania podczas projekcji poczucia rzeczywistości, co polega na biciu brawa (było tak nawet w trakcie nie transmisji, lecz retransmisji Tristana i Izoldy – absurd do kwadratu!), jak gdyby naprawdę mieli przed sobą żywych wykonawców czekających na taką formę podziękowania. To kategoria widzów myląca świat realny z wirtualnym, podobna do tej, która utożsamia aktorów „w wersji prywatnej” z granymi przez nich postaciami z telewizyjnych seriali…

Mieszanie kina z operą wkradło się też ostatnio do Teatru Wielkiego, tym razem w postaci dość wątpliwej – przynajmniej w ostatecznym efekcie scenicznym – wizji reżyserskiej. Szkoda, że im mniej mamy dziś reżyserów potrafiących rzetelnie zrealizować tzw. tradycyjne przedstawienie, tym więcej pojawia się nieudanych prób „unowocześniania” dzieła za wszelką cenę. Wystawiona na łódzkiej scenie Włoszka w Algierze Gioacchino Rossiniego (libretto Angelo Anelliego) jest, jak wiadomo, operą komiczną o dużych zaletach muzycznych (tkwią one m.in. w tym, co łódzka prasa nazwała „bezsensownymi koloraturami”) i – jak przypuszczam – każdy lubiący operę i przynajmniej trochę się na niej znający odbiorca oczekuje tu przynajmniej dwóch rzeczy: mistrzostwa przede wszystkim w śpiewie oraz komizmu sytuacyjnego, a więc okazji do zwykłego uśmiechu. Na premierze (tzw. drugiej) ani jednego, ani drugiego nie doświadczyłem.

Reżyser i scenograf Michał Znaniecki wymyślił sobie w momencie „natchnienia” specyficzną odmianę autotematyzmu polegającą na tym, że cała akcja ma być tworzywem dla ekipy filmowej z czasów kina niemego. Czy temu założeniu towarzyszyły konkretne pomysły modyfikujące przebieg akcji? Nic podobnego, było to tylko całkiem mechaniczne zestawienie elementów. Plan filmowy polegał na permanentnej obecności kamerzysty „rejestrującego” z boku całą akcję (od kiedy to jednak na planie filmuje się wszystko „ciurkiem”?), a potem na obrazach wyświetlanych na ekranie, do czego jeszcze wrócę. Brak było jakichkolwiek sensownych relacji między „filmowcami” a resztą postaci, relacji świadczących o integralności koncepcji i artystycznie ją usprawiedliwiających. Na podobnej zasadzie „filmowy sztafaż” można by doczepić do każdej opery.

Szkoda czasu na opowiadanie o sposobie prowadzenia samej narracji, bo po udanym nawet, początkowym pomyśle z samolotem, którym Izabela przylatuje z Włoch do Algieru, by odszukać swego ukochanego Lindora, niewiele mogło zaciekawić. Za ogólne wrażenie kiczowatości, którą wiało ze sceny (ucieleśniały ją różne przedmioty i sytuacje, na przykład pajacowaci „pływacy” w trykotach, będący żałosnym dodatkiem choreograficznym), odpowiedzialny jest, oczywiście, nie żaden reżyser „kręconego” filmu, lecz reżyser premiery, a więc personalnie Michał Znaniecki. Jego też, wraz z dyrektorem Kazimierzem Kowalskim, czynię odpowiedzialnym za coś, czego wcześniej w łódzkiej świątyni sztuki nigdy nie było i z pewnością nikomu do głowy by nie przyszło, że w ogóle może się zdarzyć. Chodzi mianowicie o skandaliczne wykorzystanie w spektaklu kilkuminutowego filmu pornograficznego przedstawiającego dwie nagie lesbijki, filmu potraktowanego jako ilustracja do arii Haly’ego mówiącej, że „Włoszki to śmiałe kobiety, w zalotach są mistrzyniami”. Teatr Kowalskiego nieraz już sięgał artystycznego dna, teraz penetracja dolnych rejonów rzeczywistości najwyraźniej się poszerza. Mimo solidarnego przemilczenia tego ekscesu przez łódzkie media (żeby to sprawdzić, wyjątkowo sięgnąłem do łódzkich gazet), powinien on mieć swoje zgoła pozateatralne konsekwencje.

I jeszcze parę słów o stronie muzycznej. Jeśli wystawia się taką operę, jak Włoszka w Algierze, trzeba dysponować odpowiednimi siłami wokalnymi. Soliści „przyuczeni” w ciągu paru miesięcy do śpiewu koloraturowego nigdy nie zadowolą odbiorców wymagających, których razić będzie ociężałość fioritur, „prześlizgiwanie się” po gamowych i pasażowych przebiegach, nieprecyzyjność intonacyjna, niewyrównanie rejestrów itp. Nie twierdzę, że mankamenty te były w każdym wypadku skomasowane, wszelako na scenie zabrakło solisty, który byłby od nich zupełnie wolny. Aczkolwiek przyznaję, że np. rozwijająca swój talent mezzosopranistka Bernadetta Grabias (Izabela), czy bas Robert Ulatowski (Mustafa, bej) włożyli zapewne w przygotowanie ról dużo wysiłku i osiągnęli zauważalne efekty. Zaproszony do współpracy hiszpańsko-argentyński tenor Pablo Cameselle (Lindor) ma dobre przygotowanie techniczne, lecz głos satysfakcjonował raczej tylko w tzw. średnicy. Dyrygent Antoni Wicherek nie przydał przedstawieniu blasku – w partii orkiestry brakowało nazbyt często energii, wyraziście zarysowanych kontrastów i charakterystycznych, Rossiniowskich crescend. Ogólnie biorąc, wszystko to było dość nijakie…

More from category

III Zlot Poetów

W łódzkim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 przy ul. Minerskiej (w gmachu i na terenie przyszkolnym) [Read More]

Koncert wśród lilii

W uniejowskiej kolegiacie odbył się koncert poetycki pt. Uniejów i jego święci z udziałem m.in. łódzkiego poety [Read More]

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

Angela Gheorghiu w Łodzi

Na scenie łódzkiego Teatru Wielkiego, w nadzwyczajnym koncercie wieńczącym obchody 50-lecia  placówki, [Read More]

Nowy festiwal muzyczny

Instytut Europejski w Łodzi był miejscem I Międzynarodowego Festiwalu Open Music, zorganizowanego przez Agencję [Read More]

Interesting Sites

    Archives