Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Saturday October 20th 2018

Oblicza „śpiewającej orkiestry”

W organizowanych u nas turniejach chóralnych przewidziane są różne kategorie wykonawcze z wyłączeniem jednak chórów filharmonicznych, specjalizujących się przede wszystkim w muzyce oratoryjnej i niebiorących udziału w konkursowych współzawodnictwach. Koncert, który odbył się ostatnio w Filharmonii Łódzkiej utwierdził mnie w przekonaniu, że gdyby doszło do jakiejś bezpośredniej konfrontacji w repertuarze a cappella takich zawodowych zespołów ze znanymi mi, utrzymującymi bardzo wysoki poziom warsztatowy, chórami akademickimi, te ostatnie nie musiałyby czuć się zagrożone. Wykonywanie małych form a cappella, będące wynikiem intensywnego stylu pracy, stanowi ostre kryterium najdokładniej ukazując brzmieniowe szczegóły i niuanse interpretacyjne. Odtwarzanie monumentalnych dzieł z solistami i orkiestrą jest z kolei dowodem jakże trudnej – i chórom tzw. amatorskim najczęściej niedostępnej – umiejętności funkcjonowania jako działająca ekstensywnie „orkiestra z ludzkich głosów”.

Podczas wspomnianego koncertu skonfrontowane zostały wszakże dwa zupełnie odmienne oblicza tego samego zespołu – obchodzącego właśnie 40-lecie Chóru Filharmonii Łódzkiej, którego stałym dyrygentem jest od 1982 roku Marek Jaszczak. W pierwszej odsłonie, poświęconej religijnej muzyce Mozarta, uczestniczyła też orkiestra FŁ. Najpierw, w niezwykle skupiony sposób, w wolniejszym, niż zwyczajowe, tempie wykonane zostało Ave verum, potem zaś Msza C-dur „Koronacyjna”. Solistami byli Edyta Czarnecka-Woźniak – sopran, Jolanta Kania-Nowosielska – alt, Grzegorz Głaszcz – tenor i Piotr Płuska – baryton. Najciekawiej wypadł niższy z głosów męskich. Sopranistka, dysponująca przyjemnym barwowo głosem, miała pewne problemy z intonacją, tenor śpiewał zupełnie bez wibracji, alt prawie nie był słyszalny. „Obroniły się” jakoś fragmenty należące do całego kwartetu (np. Et incarnatus est, Benedictus). Chór, ze względu na niedoskonałości akustyki sali koncertowej wzmacniany mikrofonowo (to już reguła!), początkowo był zbyt mikry, potem, zapewne po podkręceniu potencjometrów, brzmiał dobrze i wzbudził uznanie dla precyzji zarówno sekwencji homofonicznych, jak i polifonicznych. Dyrygujący Jaszczak przekonująco kształtował muzyczną dramaturgię (szkoda, że nastrój rozbijały niepotrzebne oklaski po każdej części Mszy – ale taką mamy dziś „nową” publiczność).

Natomiast po przerwie chór częściowo a cappella, częściowo z sekcją rytmiczną prezentował utwory z kręgu gospel i muzyki rozrywkowej. Kilkoma pozycjami dyrygował Maciej Salski. Warsztatowo ta część występu, szczególnie, gdy brakowało podparcia instrumentów, była już słabsza, charakteryzowała się mniejszą spoistością głosów (niektóre się trochę wyróżniały, czego w Mozarcie, doprawdy, nie było słychać), brzydszą w forte barwą, czy – w wypadku pieśni amerykańskich – nienadzwyczajną stylowością interpretacyjną. Zapanował też wizualny nieporządek – dotyczący nie tylko swobodnych w tym wypadku strojów panów. Kilka chórzystek prawie tańczyło, podczas gdy większość zespołu stała nieruchomo. Trochę zatęskniłem do niektórych chórów z ostatnich edycji Cantio Lodziensis.

More from category

Piosenki Pawła Ciesielskiego

Do najbardziej szlachetnych gatunków muzyki rozrywkowej należy piosenka poetycka, charakteryzująca się szczególnym [Read More]

Wypowiadam się dźwiękami i ruchem

Rozmowa z Justyną Stopnicką – muzykoterapeutką, tancerką, instruktorką tańca oraz fitness, czyli nowoczesnych [Read More]

Premiera pięknie wyśpiewana

Wciąż aktualne jest pytanie – szczególnie istotne w odniesieniu do repertuarowej klasyki – czym powinna [Read More]

Pracę traktuję jako misję

Rozmowa z Tomaszem Krupą, pedagogiem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 2 w Łodzi    Janusz Janyst – Jest [Read More]

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem [Read More]

Interesting Sites

    Archives