Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Saturday June 23rd 2018

Powołania w doczesności są różne

Rozmowa z Jackiem Rządkowskim – organistą kościoła św. Teresy i św. Jana Bosco, kompozytorem, teologiem i …taternikiem

Po uzyskaniu magisterium w Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie rozpoczął Pan doktoranckie studia z teologii w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Czym, jako osoba świecka, kierował się Pan podejmując taką decyzję?

JACEK RZĄDKOWSKI: – Przede wszystkim głębokimi zainteresowaniami. Teologia nie jest dla mnie tylko jedną z dziedzin nauki, lecz uporządkowanym sposobem mówienia i pisania o własnej wierze. Fascynuje mnie teologia liturgii i sama liturgia, w tej właśnie dziedzinie zamierzam się specjalizować. W pracy doktorskiej chcę podjąć problem funkcji muzyki organowej i zadań organisty w Mszy sprawowanej według ksiąg liturgicznych z 1962 roku z uwzględnieniem ostatnich decyzji papieskich w tej sprawie.

– Jak traktuje Pan swą pracę organisty w kościele św. Teresy – może jako życiowe powołanie?

– Dla chrześcijanina najważniejszym powołaniem jest świętość, realizowana codziennie jako świadectwo wobec innych ludzi, przede wszystkim jednak w wymiarze eschatologicznym. Jej przedsmakiem jest Liturgia Kościoła (o ile jest sprawowana godnie i w atmosferze piękna, którą winna współtworzyć sztuka sakralna, w tym muzyka). Życiowe powołania w doczesności są różne, zapewne mógłbym się realizować w jakichś innych dziedzinach. Pracując od dłuższego czasu jako organista znajduję ogromną satysfakcję z możliwości grania na dużym, ciekawym instrumencie, stanowiącym inspirację do stałego rozwijania umiejętności. A że moja działalność odbierana jest życzliwie, mam poczucie, iż pomagając innym zbliżać się do Boga w liturgii, realizuję podstawowe powołanie chrześcijańskie do świętości.

– Zajmuje się Pan równocześnie kompozycją i to z dobrym skutkiem, o czym świadczą choćby nagrody na konkursach kompozytorskich.

-Muszę zdradzić, że jako muzyk jestem właściwie samoukiem. Parający się jakąkolwiek sztuką wiedzą, że zorganizowany system nauczania jest wprawdzie pomocą, ale indywidualną osobowość twórczą każdy i tak kształtuje na drodze samodzielnych poszukiwań i pracy. Szymanowskiemu przypisuje się twierdzenie, iż muzycy dzielą się na samouków i nieuków. Kompozycja jest jedną z dziedzin, w których amatorzy mogą stawać w szranki z profesjonalistami. Niektóre konkursy nie stwarzają żadnych ograniczeń wobec autorów, utwory zgłasza się anonimowo. Łatwo można więc poddać ocenie własne próby komponowania. Na Ogólnopolskim Konkursie w Opolu zorganizowanym z okazji 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego mój utwór Ave verum na chór mieszany zdobył I nagrodę. Jury Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego w Mikołowie przyznało mi II nagrodę za Canticum paschale na chór i organy. Z kolei mój Brewiarz na baryton solo i orkiestrę smyczkową do słów Herberta został zauważony na toruńskim konkursie z okazji Roku Herbertowskiego – nagrody wprawdzie nie było, ale kompozycję wykonano w etapie finałowym. Piszę też na organy, nie tak dawno Michał Markuszewski wykonał na koncercie w kościele św. Teresy moją Sonatę Claromontana.

– Pańskie plany twórcze?

– Odpowiedzieć precyzyjnie nie mogę, gdyż w tej materii działam niesystematycznie. Gdy dostanę impuls w postaci frapującego tekstu, lub gdy pojawi się pomysł na fragment utworu, zaczynam pracować intensywnie i w stosunkowo krótkim czasie powstaje gotowa kompozycja (wielką pomocą jest dziś komputer: zapis można na bieżąco korygować, odsłuchać z programu do edycji nut itp.). Z kolei bywa, że całymi miesiącami pochłaniają mnie inne obowiązki i wówczas nie piszę nic.

– Zdaje się, że inspiracji szuka Pan często w przyrodzie.

-Moją wielką miłością są góry, od kilkunastu lat uprawiam wspinaczkę. Specyfika pracy w kościele i krótkie, kilkudniowe urlopy pozwalają mi parę razy w roku wyjechać jedynie w Tatry, bywam też w skałkach jurajskich. Brak regularnego treningu nie pozwala na wielkie wyczyny, ale nawet pokonywanie tras wyznaczających ongiś początek nowych epok taternictwa, czy opisanych w literaturze legendarnych ścian (np. ściany Zamarłej Turni) daje wiele radości. Góry to nie tylko miejsce szczególnego objawiania przez Boga prawdy o wiekuistym pięknie Stwórcy, nie tylko miejsce zmagania się ze słabościami. Góry dają możliwość poznania wielu fascynujących ludzi, często wybitnych specjalistów w swoich dziedzinach i osób o bardzo oryginalnych sposobach na życie. Oczywiście, przeżycia górskie są dla mnie istotnym źródłem inspiracji (mam na myśli szczególne stany ducha, które w Tatrach stają się moim udziałem). Wyjątkiem jest Mała fantazja podhalańska na orkiestrę smyczkową – inspirowana wprost folklorem góralskim, a poświęcona pamięci Petra Ebena, znakomitego kompozytora czeskiego, który zmarł akurat, gdy kończyłem pracę nad utworem. Pracuję też społecznie na rzecz ludzi gór w zarządzie Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.

More from category

Pracę traktuję jako misję

Rozmowa z Tomaszem Krupą, pedagogiem Zespołu Szkół Specjalnych Nr 2 w Łodzi    Janusz Janyst – Jest [Read More]

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem [Read More]

Nietoperza lot niewysoki

Już po raz siódmy w historii łódzkich scen muzycznych wystawiona została Zemsta nietoperza. Ta ceniona powszechnie [Read More]

Staram się poszerzać swoje umiejętności

Rozmowa z Marzeną Konowalską – śpiewaczką, organistką, autorką pieśni religijnych Janusz Janyst – Ma [Read More]

Film jako baza edukacyjna

Status kulturowego odbiorcy uzyskuje się poprzez trud i pracę, prowadzące do erudycji w sferze tekstualnej i [Read More]

Interesting Sites

    Archives