Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Sunday December 16th 2018

Jubileuszowe Spotkania Baletowe

Sympatykom Terpsychory maj 2009 roku upłynął pod znakiem XX Łódzkich Spotkań Baletowych. Jubileuszowy festiwal, choć ustępujący nieco liczbą prezentacji edycjom z „lat tłustych”, zawierał sporą dawkę tańca w różnych stylach i wykonaniach.

Pierwszy z zagranicznych zespołów wystąpił znany już łodzianom Nederlands Dans Theater, a ściśle jedna z trzech funkcjonujących pod tym szyldem grup. Pokazała miniatury w choreografii Jiřiego Kyliana z muzyką Dirka Haubricha (dość nudną 27,52 i ciekawszą koncepcyjnie Gods and Dogs) a następnie Subject to Change Paula Lightfoota i Sola Leóna do kwartetu Śmierć i dziewczyna Franza Schuberta. Zespół wzbudził uznanie zarówno dla poetyki ruchu, niezwykle wyrafinowanej, koncentrującej się na detalach, jak i perfekcyjnych interpretacji.

W inscenizacji Národni Divadlo z Pragi można było obejrzeć Romea i Julię Sergiusza Prokofiewa – jeden z dwu w trakcie Spotkań baletów z muzyką na żywo. Grająca pod batutą Sergeja Poluektova praska orkiestra teatralna okazała się jednak mało ciekawa, m.in. ze względu na niezbyt dopracowane brzmienie kwintetu smyczkowego. Przeniesienie akcji w pierwszą połowę XX wieku, mogące budzić skojarzenia z West Side Story Bernsteina, nic praktycznie nie wniosło. Zmusiło tylko do zastanawiania się, skąd w tym kontekście wziął się pojedynek na szpady. Wykorzystująca elementy klasyki choreografia Youri Vàmosa wypadła przeciętnie, choć zdarzały się w niej momenty interesujące, np. układ zespołowej pawany. Nużył nadmiar pantomimy. Dobrze tańczyło kilkoro solistów, w corps de ballet brakowało idealnej synchronizacji.

Z niezwykłym zainteresowaniem oczekiwano w Three Solos and a Duet popisu Mikhaila Baryshnikova – legendy baletu XX wieku, niegdyś pierwszego solisty teatru leningradzkiego, od lat siedemdziesiątych (po pozostaniu na Zachodzie) gwiazdy amerykańskich zespołów tańca współczesnego, dziś reprezentującej własne Arts Center. Tancerz jest wciąż osobowością wybitną, widać to było w każdym geście. Jednak fakt, że przekroczył sześćdziesiątkę, nie może nie mieć wpływu na jego aktualne możliwości. Sam to zresztą dowcipnie podkreślił w opracowanej choreograficznie przez Beniamina Millepieda, wykorzystującej projekcję filmową oraz muzykę Erika Satie’go i Philipa Glassa etiudzie Years Later, w ktorej nie udaje mu się pod względem technicznym dorównać samemu sobie sprzed lat. W Valse-Fantasie z muzyką Michaiła Glinki choreografia Alexeia Ratmansky’ego zbyt dużo miała naiwności pantomimicznych. W króciutkiej, przygotowanej ruchowo przez Matsa Eka do muzyki Arvo Pärta miniaturze Solo for Two pojawiła się pełna wyrazu tancerka Ana Laguna, zaś w Place, duecie tego samego choreografa do muzyki Flesh Quartet oboje soliści rozwijali pełną emocjonalnych podtekstów narrację, nobilitując zwykły stół do roli wieloznacznego rekwizytu.

Dwa wieczory wypełnili, występujący w Łodzi po raz kolejny, Izraelczycy z Kibbutz Centemporary Dance Company. W obu spektaklach choreografię stworzył szef zespołu, Rami Be’er, wpisujący też na swe konto niebanalne światło. Muzyka stanowiła montaż wykorzystujący m.in. ostre rytmy rockowe. Szczególne wrażenie zrobił Ekodoom, balet z ogromną siłą oddziaływania, trzymający w napięciu, imponujący czysto formalnym zestrojeniem środków wyrazu. Ekspresyjne, ekstrawertyczne działanie solistów i grupy współtworzyło witalność. Kontrast stanowiły momenty kontemplacyjne (sekwencja „śnieżna”). Jako chłodniejszy określić można Upon Reaching the Sun. Wpleciony w muzykę tekst baśni kontrapunktowany był cyklem pomysłowych sekwencji z różnego typu matami, pełniącymi zarówno rolę rekwizytów, części kostiumów, jak i mobilnej scenografii.

Pietragalla Compagnie przywiozła najnowsze przedstawienie demonstrowane podczas Olimpiady w Pekinie, zbudowane na kanwie peregrynacji najsłynniejszego średniowiecznego podróżnika europejskiego. Marco Polo z muzyką Armanda Amara przygotowany został od strony choreograficznej i reżyserskiej przez kierujących kompanią Marie-Claude Pietragallę i Juliena Derouault. Fabuła prowadzi bohatera przez egzotyczne krainy (co podkreśla taniec) aż do odhumanizowanego miasta przyszłości, w którym zuniformizowana jest wszelka aktywność (mechaniczny ruch „cybermieszczuchów”). Spektakl, adresowany najwyraźniej do masowej widowni, okraszony tautologiczną trochę, choć pomysłową animacją komputerową, w swej najważniejszej warstwie grzeszył eklektyzmem i efekciarstwem, nie zawahano się epatować akrobatycznymi elementami breakdance i walk wschodnich. Kumulacja efektów nie zawsze łączyła się z najlepszym smakiem.

Zupełnie innych wrażeń dostarczył brytyjski Wayne McGregor/Random Dance. Precyzyjnie, niemal matematycznie zaprogramowany spektakl Enity z muzyką Joby Talbota i Jona Hopkinsa, w reżyserii Wayne McGregora i z opracowaną przez niego, we współpracy z tancerzami, choreografią utrzymany został w stylistyce, dla której mieszanie klasyki i modern to dopiero punkt wyjścia. Podbudowane ponoć naukowo założenia zmierzają tu do przełamania granic, w jakich porusza się ludzkie ciało i upodobnienia go do wielofunkcyjnego mechanizmu. Techniczne umiejętności wirtuozów niebanalnej estetyki ruchu zadziwiły, czegoś jednak zabrakło – zwykłych emocji i dramaturgicznych kulminacji.

Rozczarował Polski Teatr Tańca. Carpe diem według idei i w choreografii dyrektor Ewy Wycichowskiej, z muzyką Zbigniewa i Marcina Górnych, irytował pseudofilozofią, której nośnikiem, poza ubogą warstwą baletową, miały stać się niby-aktorskie działania zespołu, takie jak medytacja nad usypaną kupką ziemi, wypowiadane z rzadka słowa, próby chóralnego śpiewu itp. Pretensjonalność ujawniła się nawet w zakończeniu polegającym na wielokrotnym „ustawianiu się do zdjęcia”. Artystyczny regres formacji?

Hiszpańska Compañia Antonio Gades, zaprezentowała niezbyt udaną adaptację, w stylu flamenco, najsłynniejszej opery Georgesa Bizeta. Scenariusz, choreografię i reżyserię Carmen stworzyli Antonio Gades i Carlos Saura. Ich wizja sprowadziła się do odtańczenia paru odtworzonych z nagrania arii i przedzielenia ich „żywym” folklorem. Szkoda, że np. Habanerze zabrakło ognia a Kuplety torreadora stały się li tylko okazją do infantylnej zabawy w „atakowanie byka”. Przedstawieniu brakowało spontaniczności, za najlepszą można uznać centralną cząstkę, w której siedzący w półkolu tancerze na zmianę wkraczali do akcji. Robili to przy wtórze śpiewów ustępujących jednak tym, których przy innych okazjach można już było w Łodzi posłuchać. Nie zaimponowali też wirtuozerią gitarzyści.

Gospodarze, czyli Teatr Wielki w Łodzi, włączyli do Spotkań Jezioro łabędzie Czajkowskiego. Sprawnie wypełniającą swe zadanie orkiestrą TW (znakomite sola skrzypcowe specjalnie zaproszonego Macieja Łabeckiego) dyrygował Tadeusz Kozłowski. Choreografię i inscenizację przygotował oraz adaptacji libretta dokonał Giorgio Madia. Zupełnie mu się nawet udało nowe, choć zachowujące pewne szczegóły choreografii Petipy i Iwanowa, ujęcie „białych aktów”, tym razem z łabędziami bez point (boso); dobrze spisały się uczennice szkoły baletowej w pas de quatre. Podobali się Monika Maciejewska – jedna z najlepszych obecnie łódzkich solistek (Odetta/Odylia) – i Gintautas Potockas (Zygfryd). Zdecydowanie blado wypadł za to akt pierwszy przeniesiony „nad basen”, chybiony był pomysł Królowej jako inwalidki na elektrycznym wózku. Kiczowaty łabędź poruszany sznurkiem miał pewnie stanowić postmodernistyczne „mrugnięcie okiem” w stronę widowni. Zadziwiające u deklarującego „odrzucenie nudnych i zbędnych fragmentów” Madii stało się kilka ewidentnych dziur w narracji. Balet mógłby wiele zyskać na dopracowaniu i uzupełnieniu choreografii.

Podczas XX Spotkań klasyczny styl tańca był w odwrocie. Atut stanowiła różnorodność technik modern, choć poza zjawiskami interesującymi dały też o sobie znać wątpliwe „mody”, symbolizowane przez pojawiającą się kilkakrotnie pantomimę tancerzy przed domyślnym lustrem lub owijanie się ich …w podłogową wykładzinę. Dyrektor Spotkań, Stanisław Dyzbardis, zadbał też o imprezy towarzyszące: projekcje filmowe, wystawy plastyczne, ukierunkowany tematycznie koncert w filharmonii. Brakowało już chyba tylko, organizowanych przed laty kilkakrotnie, sesji naukowych poświęconych tańcowi.

More from category

Niżyński na DVD

Fundacja Kamila Maćkowiaka przygotowała dla teatromanów nie lada gratkę. Monodram Niżyński, uważany przez [Read More]

Wypowiadam się dźwiękami i ruchem

Rozmowa z Justyną Stopnicką – muzykoterapeutką, tancerką, instruktorką tańca oraz fitness, czyli nowoczesnych [Read More]

Cyrk „utaneczniony”

Cyrk w operze? A jednak! Teatr Wielki w Łodzi zaprosił na gościnny spektakl węgierskiego, liczącego około [Read More]

Muzyka i taniec dopełniają się

Rozmowa z Katarzyną Zielińską, flecistką i tancerką salsy   Janusz Janyst: – Jean Paul napisał [Read More]

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

Interesting Sites

    Archives