Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday May 22nd 2018

Wystawa prac Ryszarda Kuby Grzybowskiego

W łódzkiej Galerii Sztuki Willa można było obejrzeć bardzo ciekawą wystawę prac Ryszarda Kuby Grzybowskiego. Na ekspozycję złożyły się plakaty, rysunki, grafika, obrazy – głównie akrylowe – oraz projekty typograficzne.

Ryszard Kuba Grzybowski jest jednym z najaktywniejszych łódzkich artystów. Urodzony w Warszawie, po wojnie wraz z rodziną zamieszkał w Łodzi. Studia odbył jednak w katowickiej filii  uczelni krakowskiej a następnie w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Grafiki, uzyskując dyplom w Pracowni Plakatu Henryka Tomaszewskiego.

Punktem wyjścia twórczych poszukiwań Grzybowskiego był i jest rysunek – tuszem, ołówkiem, węglem, na różnorodnym podłożu i niejednokrotnie podmalowany. Na wystawie znalazły się fascynujące rysunki przedstawiające przyrodę, szczególnie ekspresyjne w swej formie drzewa, ale i np. dynamiczne ujęcia tematyki sportowej. We wszystkich pracach, a więc m.in. w charakteryzujących się stonowaną kolorystyką i oddalających się od realistycznej dosłowności obrazach, zwraca uwagę przemyślana, oddziałująca estetycznie na odbiorcę, kompozycja.

Walory kompozycyjne są zatem również silną stroną plakatów artysty, będących nader ważnym działem jego twórczości. Zajmował się nimi począwszy od lat 60-tych, realizując zamówienia wielu instytucji i placówek kulturalnych, w tym Teatru Wielkiego w Łodzi, dla którego zaprojektował też pierwsze logo. Uroda wizualna plakatów wynikająca z niebanalnych rozwiązań plastycznych łączy się z komunikatywnością w przekazie treści, mającą źródło w umiejętnym operowaniu skrótem myślowym, aluzją, symbolem.

Grzybowski, będący miłośnikiem książek i znawcą literatury (w pewnym okresie prowadził w Łodzi antykwariat) robi dla książek i czasopism wiele jako projektant. Ale próbuje też swych sił w poezji. W starannie wydanym katalogu wystawy – zredagowanym przez jej kuratora, Monikę Nowakowską – znalazło się pół setki poetyckich miniatur artysty, stanowiących komentarz do otaczającej rzeczywistości, w tym zjawisk artystycznych. Czytamy np.: tu i teraz/ brak artystów tworzących dzieła/ już nie mówiąc o arcydziełach/ roi się za to/ od realizacji projektów. Trudno się z tą myślą nie zgodzić.

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem prezentacji z udziałem własnej, powołanej niedawno do życia jazzowej formacji instrumentalnej, solistów, a także baletu, był Glenn Miller i jego standardy.

Życie jazzowe rozwija się w Polsce bujnie, aczkolwiek big-bandów mamy niewiele. Z radością powitać więc należy inicjatywę Teatru Muzycznego w Łodzi dotyczącą utworzenia swingowego zespołu. Do powstania Big-bandu Teatru Muzycznego bezpośrednio przyczynili się muzycy orkiestry tej placówki oraz dyrygentka Elżbieta Tomala-Nocuń, związana też zawodowo z Akademią Muzyczną im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów, skąd dobrani zostali brakujący do pełnego składu instrumentaliści. Trzonem formacji są, zgodnie z tradycją, saksofony, puzony oraz trąbki. Dochodzi do tego sekcja rytmiczna.

Program wspomnianego koncertu obejmował m.in. tak znane przeboje z repertuaru amerykańskiej, działającej od 1938 roku grupy, jak Moonlight Serenade Millera-Parisa, Chattanooga Choo Choo Warrena-Gordona, American Patrol Meachama. Brzmienie big-bandu mogło usatysfakcjonować, Elżbieta Tomala-Nocuń dbała o właściwe tempa i odpowiednią energię interpretacji, podobały się improwizowane solówki. Niemałe umiejętności wokalne zaprezentowali śpiewający na zmianę w niektórych utworach Justyna Kopiszka i Piotr Wojciechowski (aczkolwiek np. w Blueberry Hill Lewisa-Stocka nie najlepsze nagłośnienie sprawiło, ze głos solisty brzmiał za cicho). Dzielnie sprawowało się trio wokalne Ale Babki, z tym, że powinno ono jeszcze popracować nad stroną ruchową.

Grupa baletowa urozmaicała niekiedy muzykę tańcem, jednak stepowanie dziesięcioosobowego corps de ballet, jak i pary solistów (Joanna i Chris Ernestowie), słyszalne było właściwie tylko podczas pauz (breaków). Do zawierającego elementy muzycznej improwizacji koncertu nie za bardzo pasowała czytana konferansjerka. Niewątpliwie, miłośnicy evergreenów z epoki swingu z niecierpliwością czekają na kolejny wieczór z nowo powstałym big-bandem.

Fraszki niebłahe

Łódzkie Wydawnictwo Biblioteka opublikowało w bieżącym roku tomik fraszek Witolda Smętkiewicza zatytułowany Między prawdą a kłamstwem. Tytuł zbiorku oraz treść rymowanych miniaturek nawiązują do, odbywających się w Łodzi w latach 2007-2016, ogólnopolskich konferencji medialnych organizowanych przez Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy.

Witold Smętkiewicz to – jak sam niejednokrotnie podkreśla – niezależny i niezrzeszony łódzki poeta i fraszkopisarz. Jest emerytowanym pracownikiem Zakładu Nowych Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Jego dorobek literacki obejmuje kilka tomików. W 2000 roku Wydawnictwo Biblioteka opublikowało Z bukietem wierszy moich, natomiast w roku 2005 ukazały się w tej samej oficynie dwujęzyczne, bo jednocześnie w wersji polskiej i niemieckiej, Wiersze – Gedichte dwojga autorów – także Gerlinde Grossmann. Wydane zostały ponadto rozważania Smętkiewicza dotyczące Drogi Krzyżowej oraz śpiewniki z jego tekstami kolęd i pieśni wielkopostnych a muzyką poznańskiego kompozytora, Mariusza Matuszewskiego. Fraszki zamieszczane były dotąd w prasie, m.in. w „Dzienniku Łódzkim”, znane są one także z licznych wystąpień publicznych autora. Generalnie w swych utworach Smętkiewicz porusza różną tematykę – patriotyczną, religijną, przyrodniczą, miłosną, rodzinną. Rozmaitością tematyczną odznaczają się również jego fraszki, którym niejednokrotnie potrafi nadać głębszą wymowę, zbliżając je jak gdyby do aforyzmu. I mamy tego dowody w Między prawdą a kłamstwem.

Warto jeszcze zaznaczyć, że konferencje medialne z cyklu Dziennikarz między prawdą a kłamstwem, do których się autor odwołał, dotyczyły rozległej problematyki polskiej, ale i europejskiej. Około stu dziesięciu wykładów i referatów wygłoszonych w ciągu 10 lat traktowało m.in. o autodestrukcji Europy, ofensywie neomarksizmu, o postmodernistycznym relatywizmie, ograniczaniu polskiej suwerenności, walce z patriotyzmem, religią, rodziną, patologiach w gospodarce, prawie, obronności kraju, edukacji, kulturze. Smętkiewicz w kilku wypadkach bezpośrednio odniósł się do treści konferencyjnych wystąpień: Podobnie jak wiatr/ który nie wieje/ kompromis w pojęciu etyki i moralności/ właściwie nie istnieje – to wyraźne nawiązanie do wykładu prof. Jaroszyńskiego. W większości jednak wypadków już nie poszczególne wykłady, ale tematy przewodnie kolejnych sesji stanowiły dla autora inspirację do swobodnych refleksji: Człowiek z natury łatwiej w kłamstwo/ niż w prawdę uwierzy/ choć ona najczęściej pośrodku leży. Tu akurat chce się spytać, co ma dokładnie oznaczać owo „pośrodku”?

Wśród ponad 120 w sumie fraszek natknąć się można na dowcipną zabawę słowem: Złoto, złoto/ zło to złoto. A czytelnym dowodem skromności autora owych, niebłahych przecież, miniaturek jest ta oto: – Już milczę/ bo milczeniem więcej powiem/ niż słowem. Kto wie, czy ta właśnie fraszka nie powinna zamykać omawianego tomiku…

Nowa sztuka Pacury

Łódzka kawiarnia „U Milscha” nie po raz pierwszy była miejscem ciekawej inicjatywy artystycznej. Nie po raz pierwszy też zaprezentował tu – w wersji czytanej – swój utwór sceniczny Zbigniew Pacura, działający w Łodzi dramaturg, satyryk, animator kultury, wydawca i redaktor ukazującego się do niedawna „Sowizdrzała Łódzkiego”. Wraz z aktorką Grażyną Suchocką czytał tekst tragikomedii Rozwód po polsku.

Rzecz to o losach będącego w separacji małżeństwa, które spotyka się na stypie po śmierci ojca mężczyzny. Ona jest niedoszłą poetką, obecnie „cenioną urzędniczką europejskiego sektora”. Zmarnowała talent i cierpi z twego powodu. On, po trzech fakultetach (polonistyce, filozofii i szkole aktorskiej), pracuje jako aktor w prowincjonalnym teatrze. Udziałowi w telewizyjnym serialu zawdzięcza pewną popularność, której następstwem stał się nieco rozwiązły styl życia – alkohol, dziewczyny… Jednak wciąż ma ambicje, nie wchodzi w układy, chce wszystko zawdzięczać sobie. Pisze sztukę mającą poruszyć sumieniami Polaków.

Małżonkowie, mający dorosłą córkę, podsumowują przeżyte lata, zastanawiając sie, dlaczego im nie wyszło. Robią sobie wyrzuty. Dużo jest w ich rozmowie sarkazmu, złośliwości. Ale ta dwuosobowa sztuka ma się zakończyć happy endem.

Pacura ma znakomite wyczucie dialogu. Rozmowa jest wartka, nierzadko dowcipna a poza tym – jak to często w kontaktach małżonków i kochanków – pikantna. Ale obecne zarazem w niej są zarówno przekonujące treści psychologiczne, jak i realia otaczającej rzeczywistości, w tym charakterystyczne dla światka artystycznego. Tragikomedia jest logiczne, pod względem rozwoju akcji, zbudowana, i w sumie na pewno zasługuje na włączenie jej do repertuaru któregoś z teatrów.

Grażyna Suchocka, mimo że z tekstem w ręku, potrafiła nasycić swą rolę urozmaiconymi środkami wyrazowymi, była ekspresyjna, jak na prawdziwej scenie. Ale i Zbigniew Pacura swoje zadania aktorskie wypełnił zupełnie dobrze, czytał z naturalnością i swobodą. Jako autor dobrze rozumiejący sens każdej kwestii ustrzegł się – obserwowanego przecież niekiedy w teatrach – interpretacyjnego rozmijania się z duchem przekazu.

W  kawiarni „U Milscha” planowane są podobno kolejne prezentacje.

Zadanie dla wyobraźni

W mieszczącej się przy ul. Północnej sali konferencyjnej Łódzkiej Okręgowej Izby Architektów zaprezentowana została wystawa fotografii Sławomira Grabskiego pt. „Chroń swoją wyobraźnię”.

Grabski, urodzony na Bałutach, podkreśla w rozmowach swój emocjonalny związek z tą łódzką dzielnicą, w której wzrastał i rozpoczął też przygodę z aparatem fotograficznym. Ale zaprezentowane na wystawie zdjęcia zrobione zostały nie tylko na Bałutach, nie wyłącznie też (choć głównie) w Łodzi. Kilka fotogramów jest z Warszawy, z okolic Łeby a nawet z Czech. Prace pochodzą z różnych okresów. Najstarsze są czarno-białe, natomiast większość kolorowa.

Autor okazuje się bystrym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości, nastawionym na rejestrowanie różnych jej aspektów: zarówno przyrody z uwzględnieniem różnych pór roku, starej i nowej architektury, jak i przede wszystkim człowieka w niebanalnych sytuacjach.

Punktem wyjścia dla ekspozycji stał się dość niezwykły zamysł zaprogramowania dwuetapowej percepcji. Zwiedzający zapoznają się najpierw z lapidarnymi opisami zasłoniętych jeszcze zdjęć, co jest właśnie czasem na pobudzenie wyobraźni. Mogą wówczas na przykład przeczytać: Teatralna postać ubrana w czerwony strój idzie na szczudłach ulicą Piotrkowską w Łodzi. Albo: Żyrafa spogląda w otwarte na oścież drzwi do baru na terenie Ogrodu Zoologicznego. Dopiero potem następuje skonfrontowanie obrazu wyobrażonego z odsłoniętymi już fotogramami

Wiele jest ciekawych ujęć. Wschód słońca w lesie, uliczna parada, straż miejska na koniach, chłopcy podziwiający zabytkowego mercedesa na tle pomnika Tadeusza Kościuszki, dziewczyny skaczące na bungee, słonie i inne zwierzęta w ZOO, starszy mężczyzna z gołębiami na ramieniu na Placu Dąbrowskiego. W tych fotograficznych pracach, a może jakby gdzieś „pod nimi”, doszukać się można szczypty poezji.

Sławomir Grabski powiedział mi – ludzie za dużo oglądają dziś telewizji, a ona wszystko dopowiada do końca. Często są uzależnieni od internetu, mało czytają książek, nie są skłonni zadumać się nad poetyckim tomikiem. Postanowiłem temu choć w symboliczny sposób przeciwdziałać. Tym, którzy, zgadzając sie z moją ideą, pomogli mi wystawę zorganizować, dziękuję – rodzinie, przyjaciołom, Izbie Architektów, Młodzieżowemu Domowi Kultury przy ul. Zawiszy.

Autor uzupełnił wystawę o swoistą instalację nawiązującą do historii Łodzi a także kolekcję nostalgicznych przedmiotów znalezionych na Bałutach, takich jak stary globus, blaszane pudło po landrynkach z lat 50-tych, zabytkowa bańka na mleko itp. Te przedmioty również mogły wyobraźnię zwiedzających zainspirować.

Nietoperza lot niewysoki

Już po raz siódmy w historii łódzkich scen muzycznych wystawiona została Zemsta nietoperza. Ta ceniona powszechnie operetka Johanna Straussa-syna czterokrotnie znajdowała się w repertuarze Teatru Muzycznego, obecnie po raz trzeci weszła na afisz Teatru Wielkiego.

Zapewne melomani i tym razem oczekiwali od realizatorów wysokiego poziomu interpretacji muzycznej, pomysłowej inscenizacji, dobrego tempa przedstawienia i okazji do uśmiechu. Czyli tego, czym charakteryzowała się np. realizacja Zemsty na scenie przy ul. Północnej w roku 1994 (reżyserował Wojciech Adamczyk). Niestety, pierwsza w nowym roku premiera Teatru Wielkiego wypadła blado. Tak można stwierdzić mimo… nachalnej niebieskości dość ubogiej zresztą scenografii Yoko Seyamy.

Reżyserię i choreografię powierzono Giorgio Madii zapewniając w książce programowej, że ma on nieograniczoną wyobraźnię i poczucie humoru. Niestety, w tym wypadku słowa dotyczące włoskiego choreografa a zarazem świetnego, rzeczywiście, reżysera Opowieści Hoffmanna w Łodzi w roku 2007 (bo z baletami różnie bywało) okazały się reklamą bez pokrycia. Realizację Zemsty określić można jako sztampową, pozbawioną ciekawszych pomysłów dotyczących poszczególnych scen (jak choćby opartego na nastrojowym kontraście tercetu o serduszku z I aktu – ujęcie Adamczyka wybornie rozgrywające kilkakrotne przechodzenie od płaczliwości do wesołości do dziś się pamięta). W zbiorowej pieśni „bruderschaftowej” reżyser kilku parom kazał położyć się na podłodze – czyżby uważał, iż naturalną i konieczną konsekwencją przejścia „na ty” jest szybkie, wspólne położenie się pani i pana? Zadziwiły jałowością sceny zbiorowe. Członkowie chóru nawet w scenie na balu stoją prawie bez ruchu, w finale tandetnie podrygują. Ogólnie, wszystko dzieje się w jednym planie, nie ma sytuacyjnej polifonii. Madia, chyba nie znając za dobrze języka polskiego (przez jakiś czas kierował baletem TW), nie dokonał też niezbędnych cięć w partiach mówionych, w efekcie spektaklowi brak tempa, wieje nudą, w ostatnim akcie dialogi wręcz irytują.

Główni soliści na ogół nieźle poradzili sobie z zadaniami aktorskimi, lecz trudno raczej mówić o jakichś wyrazistych kreacjach (a ile pola do popisu daje np. subretkowa rola Adeli!). Pod względem wokalnym Joanna Woś jako Rozalinda wypadła bardzo dobrze, jeśli nie brać pod uwagę zbyt małej nośności najniższych dźwięków skali (co raziło choćby w Czardaszu, w którym eksponująca „doły” wolna jego cząstka, tzw. lassu, wymaga totalnie silnej potencji dynamicznej). Aleksandra Borkiewicz (Adela) czyste miała koloratury, ale barwa jej głosu w wysokim rejestrze traciła na urodzie. Podobać się mógł wokalnie Tomasz Rak (von Eisenstein), nie zawiedli generalnie oczekiwań Agnieszka Makówka (książę Orlovsky), Krzysztof Marciniak (Alfred), Przemysław Rezner (dr Falke).

Tadeusz Kozłowski pewną ręką prowadził orkiestrę, wszakże smyczki, tak u Straussa ważne, w kilku momentach (już w uwerturze) traciły na precyzji. W II akt wplecione zostały dwie znane polki Straussa. Była to jedyna energetycznie zainscenizowana scena. Madia, swoim zwyczajem, postawił w niej jednak na „efekciki” – tańczyli nie tylko tancerze, ale i (dzięki technicznej „sztuczce”) wielkie szmaciane lale. Sam zaś corps de ballet nie za wiele miał do roboty, zabrakło bowiem choreograficznej wizji…

Tak wiec premiera, do której zaangażowano, nie bardzo wiadomo po co, m.in. zagranicznych realizatorów, nie udała się, właściwie to mogłoby jej nie być. A skoro już Teatr Wielki po raz kolejny zdecydował się wkroczyć na „terytorium repertuarowe” Teatru Muzycznego, czy nie należało raczej zarezerwować sił na inne przedsięwzięcie? Łodzianie, jak na razie, nie doczekali się przecież wystawienia np. musicalu West Side Story Bernsteina, a w tym roku przypada stulecie urodzin kompozytora…

Strona 1 z 4812345...102030...Ostatnia »

Latest Topics

Wystawa prac Ryszarda Kuby Grzybowskiego

W łódzkiej Galerii Sztuki Willa można było obejrzeć bardzo ciekawą wystawę prac Ryszarda Kuby Grzybowskiego. Na [Read More]

Big-band Teatru Muzycznego

Teatr Muzyczny w Łodzi zaprosił na pierwszy koncert z planowanej serii „Klasycy big-bandu”.  Bohaterem [Read More]

Fraszki niebłahe

Łódzkie Wydawnictwo Biblioteka opublikowało w bieżącym roku tomik fraszek Witolda Smętkiewicza zatytułowany [Read More]

Nowa sztuka Pacury

Łódzka kawiarnia „U Milscha” nie po raz pierwszy była miejscem ciekawej inicjatywy artystycznej. Nie po raz [Read More]

Zadanie dla wyobraźni

W mieszczącej się przy ul. Północnej sali konferencyjnej Łódzkiej Okręgowej Izby Architektów zaprezentowana [Read More]

Interesting Sites

    Archives