Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday August 22nd 2017

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej rangi – niewątpliwie w sferze Terpsychory w Polsce najważniejszym.

Odbiorcy za każdym razem wiele sobie po nim obiecują. Najsilniejsze przeżycia w ramach danej edycji mocno utrwalają się potem w pamięci – być może pozostają w niej dłużnej, niż np. wydarzenia koncertowe, co ma swą przyczynę w szczególnym zaangażowaniu pamięci wzrokowej. Piszący te słowa do dziś ma w oczach np. rewelacyjną realizację Bolera Ravela przez belgijski Ballet du XXe Siècle Maurice’a Béjarta w 1985 roku.

Tegoroczny, 24. festiwal można uznać za bardzo udany. Zgodnie z założeniem przyjętym u zarania imprezy, a więc w roku 1968, i w tym wypadku Spotkania stanowiły konfrontację różnych nurtów współczesnej sztuki tańca i mimo, że były skromniej zakrojone, niż te dawne (wystąpiło w sumie sześć zespołów), przyniosły rozmaitość na kilku płaszczyznach.

Do ważnych biegunów, miedzy którymi rozciągał się obszar artystycznych prezentacji, należały przeciwstawne sposoby traktowania baletu jako nośnika treści. Trawestując tytuł wydanej przed laty teoretyczno-literackiej książki Arturta Hutnikiewicza, można by mówić o kierunku myślenia prowadzącym od czystej formy tanecznego układu do choreografii faktu.

Jean Paul napisał, że taniec jest niesłyszalną muzyką a muzyka niewidzialnym tańcem. Podobnie jak muzyka, taniec w gruncie rzeczy stanowi sztukę nieprzedstawiającą, asemantyczną, bowiem kompozycja choreograficzna bez dodatku pantomimy, gry aktorskiej, dekoracji itd. jawi się jako następstwo, niekorespondujących z pozataneczną rzeczywistością, „form cielesnych w ruchu” (w analogii do Hanslickowych „form dźwiękowych w ruchu”). Najwyższe piękno tychże wizualnych form można było podziwiać podczas festiwalu w wielu momentach, zapewne za specjalnie wyraziste trzeba uznać kameralne Adagio Hammerklavier w wykonaniu English National Ballet, w którym każda kolejna, wysmakowana poza danej pary zasługiwała na fotograficzne utrwalenie (choreografia Hansa van Manena). Fascynujące były też – zapewne szczególnie dla pań – będące swoistym studium męskich ciał i gry mięśni popisy solistów Acosta Danza (m.in. Two w choreografii Russella Maliphanta).

Na drugim biegunie, skupiającym narracje fabularne, o czymś konkretnym opowiadające, znalazły się przede wszystkim przygodowy Korsarz w wydaniu English National Ballet (inscenizacja Anny-Marie Holmes) i pełna namiętności Carmen pokazana przez Acosta Danza (w choreografii Carlosa Acosty). Istotną zaletą tych spektakli było budowanie akcji głównie z zastosowaniem środków tanecznych, z minimalnym udziałem, szkodzącej nierzadko baletowi, pantomimy. W konwencję baletu fabularnego wpisuje się też Spartakus przygotowany przez tancerzy Teatru Wielkiego w Łodzi (wspominam o tym jeszcze przed premierą).

W muzyce instrumentalnej próbą „utreściowienia” utworu jest tzw. programowość, polegająca na dodawaniu literackiego komentarza, bądź tylko tytułu sugerującego znaczenie. Bez znajomości owych „dodatków” odbiorca ma małe szanse wpadnięcia na właściwy trop. W tańcu bywa podobnie. Wśród spektakli znajdujących się pomiędzy wspomnianymi wyżej biegunami był np. grawitujący momentami w stronę teatru tańca Cold Arrow – Game of Go(Weiqi) Beijingdance/LDTX (choreografia Li Han-zhong, Ma Bo). Symbolika okazała się tu mało czytelna, nie zabrakło też właśnie trochę jałowej pantomimy i sekwencji statycznych. Nie wiem z kolei, czy nie dysponując wydrukowanym komentarzem widzowie zorientowaliby się dokładnie w problematyce i zasadniczym przesłaniu Until the Lions w choreografii Akrama Khana, jednej z najciekawszych ofert Spotkań. To spektakl o misteryjnym nieomal charakterze, zadziwiający wprost i porywający wewnętrzną dramaturgią, siłą ekspresji i niezwykłym panowaniem nad ciałami (Akram Khan Company). Za żart natomiast wypada uznać tytuł Cruce Sobre el Niágara (Przejście nad Niagarą – w choreografii Marianeli Boán) w ramach wieczoru Acosta Danza.

Istotne dla baletomanów bieguny to także klasyka i modern. O tej pierwszej w 24. edycji nie zapomniano, a zdarzyło się przecież, że Spotkania były jej pozbawione. W Korsarzu imponowały techniczna maestria tancerek na pointach i „podniebne” nieomal skoki tancerzy. Ogólnie odmian tańca modern było na festiwalu kilka, najbardziej „niepokorna” okazała się w swych działaniach RUBBERBANDance Group, bazująca w opracowanym choreograficznie przez Victora Quijadę Vic’s Mix na stylizowanym hip-hopie, zestawianym nawet z kompozycjami Vivaldiego czy Prokofiewa. Można się było przekonać, ze ten nowy, skrajnie dynamiczny i zawierający elementy akrobatyczne język ruchu (piruety na głowie!) ma cechy uniwersalne i sprawdza się w rozmaitych kontekstach muzycznych, niosąc ze sobą m.in. dawkę humoru. W dużo łagodniejszy, acz nieco dyskusyjny sposób próbował łączyć klasykę (pointy) z rytmem rockowym English National Ballet (In the Middle, Somewhat Elevated, choreografia Williama Forsythe’a).

W dobie kulturowej globalizacji pojęcie stylu narodowego odnosi się już raczej do strefy peryferyjnej, ma jednak wciąż swą wagę. Także w sytuacjach, gdy są z nim kłopoty. Polonez w zaprezentowanym przez English National Ballet trzecim akcie Śpiącej królewny w choreografii Kennetha MacMillana (akt bez fabuły – divertissement) zatańczony został bez zrozumienia istoty tego dostojnego tańca „chodzonego”. Natomiast Akram Khan Company i chińska formacja Beijingdance/LDTX przekonująco ukazały odmienność wschodniej poetyki. Podobnie miała się rzecz z uchwyceniem „hiszpańskości” w Carmen.

Nie było przypadków ewidentnego rozmijania się choreografów z frazą muzyczną (a na taki negatywny przykład też dałoby się w poprzednich latach wskazać), aczkolwiek uatrakcyjniająca zawsze spektakl żywa muzyka rozbrzmiewała jedynie w będącym również wzorcowym przykładem wzajemnej przystawalności formy muzycznej i choreograficznej Adagio Hammerklavier (pianista), w Until the Lions (cztery instrumenty) a także Korsarzu i Śpiącej królewnie (sprawnie grająca Orkiestra TW w Łodzi pod dyr. Gavina Sutherlanda). Udział orkiestry przewidziany został ponadto w Spartakusie. W dziedzinie scenografii wrażenie mogły zrobić bogate dekoracje do Korsarza.

Podkreślić trzeba znakomite wyszkolenie techniczne zespołów, będące przecież absolutnie zasadniczym kryterium profesjonalizmu. I to m.in. zostało przez kompetentną publiczność festiwalową w jej reakcjach docenione. (A podczas odbywającego się równolegle ze Spotkaniami Baletowymi 35. Festiwalu Szkół Teatralnych oklaski zupełnie innej publiczności zbierało w Teatrze Nowym przedstawienie dyplomowe Wydziału Teatru Tańca jednej z uczelni – niedającej absolwentom stosownych podstaw technicznych!).

Baletowe biennale i w tym roku zostało sprawnie zorganizowane, pożytecznym pomysłem okazały się spotkania z wykonawcami urządzane w foyer po spektaklach. Impreza przekonała, że sztuka tańca w wieku XXI ma się dobrze, że się rozwija. Z nadzieją więc oczekiwać wypada następnej edycji – jubileuszowej.

 

(„Ziemia Łódzka” nr 6-7/2017)

O służbach specjalnych III RP

 Wojciech Sumliński, znany (i swego czasu najbardziej w Polsce inwigilowany) dziennikarz śledczy, opublikował w tym roku we własnym wydawnictwie Wojciech Sumliński Reporter kolejną książkę. Jej tytuł brzmi: ABW – nic nie jest tym, czym się wydaje.

 Rzecz poświęcona została więc służbom specjalnym III RP, które w dużym stopniu składają się z dawnych funkcjonariuszy SB i w minionych dekadach starały się mieć pod kontrolą najważniejsze sektory polskiej gospodarki oraz prawie wszystkie media publiczne i prywatne. Autor omawia przestępczą działalność tych służb, ich ukryte związki ze służbami rosyjskimi, pisze o gigantycznych oszustwach, skorumpowanych funkcjonariuszach, podwójnych agentach, sprzedajnych szpiegach, ale też niezatapialnych politykach. Omawia stosowane metody szantażu z wykorzystaniem materiałów z nielegalnych podsłuchów i tajnych przeszukań, okrutne sposoby  uzależniania i niszczenia niewygodnych – zagrażających mafijnym interesom – osób. Ulubioną metodą jest tu podrzucanie kompromitujących materiałów świadczących o niepopełnionym przestępstwie, podrzucanie narkotyków, wgrywanie do komputera figuranta materiałów pedofilskich. Sumliński używając określenia „mafia państwowa” podkreśla raz jeszcze to, co już pisał wcześniej, że prawdziwa mafia zaczyna się tam, gdzie z interesami zwyczajnych gangsterów krzyżują się interesy biznesmenów, polityków i służb specjalnych właśnie.

W Polsce, przez ostatnich kilkanaście lat w tajemniczych okolicznościach zginęły setki osób a mimo to nie wykryto ani jednego sprawcy żadnego z licznych, spektakularnych morderstw i nie wyjaśniono ani jednego przypadku wielu głośnych tzw. samobójstw. Nie odzyskano też ani jednej złotówki ze zdefraudowanych i wytransferowanych za granicę miliardów złotych.

Książka przypomina różne fakty z przeszłości. Na przykład to, ze niemiecki wywiad BND za pośrednictwem CDU finansował rozwój kilku polskich partii politycznych, przede wszystkim Kongresu Liberalno-Demokratycznego. KLD zniknął równie szybko jak się pojawił, szkopuł w tym, że wchodząc w skład Unii Demokratycznej a potem Unii Wolności, przyczynił się do wyprzedaży za bezcen większości polskich przedsiębiorstw – głównie tych najbardziej dochodowych z sektora energetycznego, paliwowego i telekomunikacyjnego.

Zgodnie z tytułem, sporo jest o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I od razu konkretny przykład jej szczególnej „działalności”. Mianowanie Wiesława Kowalskiego z WSI na stanowisko szefa szczecińskiej delegatury ABW miało na celu kontrolę śledztwa dotyczącego spółki BGM, stojącej na szczycie mafijnej struktury setek firm nielegalnie obracających paliwami, produkującymi nielegalne wyroby ropopochodne i wprowadzających je do krajowego obrotu. Pomysłodawcą procederu i jego osłoną były Wojskowe Służby Informacyjne a jeden z głównych pośredników w dostarczaniu podrabianego oleju stanowiła Marynarka Wojenna, która jednocześnie była dużym odbiorcą paliwa. Mechanizm gigantycznego oszustwa był prosty. W porcie wojennym w Gdyni, poza polską kontrolą celną rozładowywano tankowce z olejem opałowym, oficjalnie, według dokumentów, zakupionym na giełdzie w Rotterdamie. W rzeczywistości tankowce wypełnione były ropą naftową pochodzącą z rezerw armii rosyjskiej z baz znajdujących się w obwodzie kaliningradzkim. Olej dystrybuowała sieć spółek paliwowych, m.in. BGM. Sprzedawano go jako olej napędowy. Wszelkie informacje na ten temat ABW „utrącała”.

Są powtórki z wcześniejszych książek. Jedna dotyczy parasola ochronnego służb nad mafią pruszkowską, inna sławetnej operacji mającej zneutralizować kłamstwa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, wypierającego się znajomości z lobbystą Markiem Dochnalem – tu wszakże pojawia się uwaga, że z zeznań Dochnala i Wieczerzaka (byłego prezesa PZU) wynika wprost, iż  Kwaśniewski i jego otoczenie to współtwórcy wszystkich wielkich afer ostatnich lat. Powraca też  autor książki do „afery marszałkowej” z 2008 roku – kombinacji operacyjnej  WSI, ABW oraz spisku zawiązanego na szczytach władzy, których padł ofiarą i omal nie przypłacił życiem. Ale w tym wypadku nawiązuje już do uniewinniających go, prawomocnych wyroków sądowych oraz do opinii sądu, zgodnie z którą Bronisław Komorowski a także szef ABW, Krzysztof Bondaryk i przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, Paweł Graś powinni zasiąść na ławie oskarżonych.

Czy ABW wykazała się jakąś pożyteczną działalnością? Na zorganizowanym przez Księgarnię Wojskową spotkaniu w Łodzi promującym rzeczoną książkę Sumliński stwierdził, że w bardzo nikłym procencie. Prawie równocześnie z łódzkim spotkaniem w „Gazecie Polskiej ” ukazał się artykuł z tezą, że ABW chroniła Amber Gold…

Angela Gheorghiu w Łodzi

Na scenie łódzkiego Teatru Wielkiego, w nadzwyczajnym koncercie wieńczącym obchody 50-lecia  placówki, wystąpiła gwiazda światowych scen operowych – rumuńska sopranistka Angela Gheorghiu wraz ze swymi rodakami – tenorem Călinem Brătescu i dyrygentem Ciprianem Teodoraşcu. Był to pierwszy i jedyny koncert Gheorghiu w naszym kraju.

Materiały reklamowe określają Angelę Gheorghiu jako najbardziej czarującą i utalentowaną śpiewaczkę operową naszych czasów. Obie kategorie wartościowania są niewymierne, wszak rzeczywiście trudno odmówić artystce zarówno wybitnego talentu, jak i osobistego uroku. Gheorghiu, po studiach w Narodowym Uniwersytecie Muzycznym w Bukareszcie, zadebiutowała na arenie międzynarodowej rolą Mimi w Covent Garden w roku 1992. W tym samym czasie po raz pierwszy pojawiła się na scenach Metropolitan Opera i Wiedeńskiej Opery Narodowej. Od tego czasu występuje nieprzerwanie w najważniejszych teatrach operowych świata a jej repertuar jest rozległy. Zagrała też tytułową rolę w filmie Tosca w reżyserii Benoit Jacquota i wystąpiła w roli Julii w filmie nakręconym dla Online Classics. Nagrała liczne płyty m.in. dla  EMI Classics i Decca.

Partnerujący jej wspomnianego wieczoru w duetach, ale i śpiewający solo, tenor Călin Brătescu jest absolwentem Akademii Sztuki im. George’a Enescu w Jassy. Swoją karierę artystyczną rozpoczął w Operze Narodowej w Bukareszcie, obecnie bierze udział w przedstawieniach operowych i koncertach w różnych krajach Europy. Z kolei dyrygujący orkiestrą łódzkiego Teatru Wielkiego (która tym razem zasiadła nie w kanale, lecz na scenie) Ciprian Teodoraşcu to jeden z najlepszych rumuńskich dyrygentów młodego pokolenia. Ma dyplom Państwowego Uniwersytetu Muzycznego w Bukareszcie, uczęszczał także na kursy kompozytorskie oraz kapelmistrzowskie kursy mistrzowskie. W roku 2004 objął funkcję dyrygenta Opery Narodowej w Bukareszcie. Współpracuje z różnymi orkiestrami filharmonicznymi i operowymi.

Program koncertu obejmował arie i duety z oper: Adriana Lecouvreur Cilei, Carmen Bizeta, Manon Lescaut, Madama Butterfly, Tosca Pucciniego, La Wally Catalaniego. Zabrzmiało też kilka kompozycji orkiestrowych, np. urzekająco wypadł Walc z Fausta Gounoda, porwała słuchaczy wigorem Farandola z II suity Arlezjanka Bizeta, harmonijnie współdziałały ze sobą poszczególne grupy instrumentów w Rapsodii rumuńskiej Enescu. Zasługa w tym Teodoraşcu (ale można stwierdzić, że pośrednio również pracującego z zespołem na co dzień dyrektora artystycznego TW Wojciecha Rodka).

Sopran Angeli Gheorghiu, odznaczający się przepiękną barwą, w tym ciekawym odcieniem kolorystycznym w „dołach”, prowadzony jest we wzorcowo naturalny i płynny sposób sprawiający, że każda fraza otrzymuje kształt wręcz idealny. Artystka umiejętnie buduje kontrasty dynamiczne i ekspresyjne. Niezwykle subtelnie kształtuje piana, ale silne wrażenie robi też potencjał dramatyczny (kontrasty np. w arii  Manon – Sola, perduta, abbandonata z IV aktu Manon Lescaut Pucciniego). O perfekcji intonacyjnej wspominać nie trzeba.

Głosem o dużej urodzie dysponuje też Călin Brătescu, niemniej w wypadku tego śpiewaka można już dyskutować o pewnych elementach technicznych. Zauważalna była pojawiająca się niekiedy tendencja do wchodzenie na dźwięk z lekkim podjazdem, z kolei w forte barwa głosu nieco traciła.

Tak czy inaczej koncert, mający gorącą atmosferę – podwyższoną do maksimum w trakcie kilku bisów – zapewne na długo pozostanie w pamięci melomanów jako autentyczne wydarzenie.

„Baśnialooki” ciepłem emanujące

Nakładem oficyny Piktor Szlaski i Sobczak wydany został kolejny tomik łódzkiego poety, bibliotekarza i animatora kultury, Dariusza Staniszewskiego, zatytułowany Baśnialooki.

Dariusz Staniszewski – laureat konkursów poetyckich – należy do koła literackiego Anima i grupy poetyckiej Motyl. Jest autorem wierszy, bajek, opowiadań, tekstów piosenek, opublikował m.in. tomiki poetyckie Rozpinając tęczę, Wybijanki prosto z głowy, Łodzią z czwartego piętra w dół, Koczkodansing, Bajka jest obok, Lucky łódzkie czyli z uśmiechem dookoła Łodzi. Stworzył, adresowaną do dzieci, serię Łódzkich przygód Duszka Migawki. Redaguje gazetę „Na Stronie”. Organizuje i prowadzi spotkania autorskie, jest inicjatorem projektów poetyckich. Zawodowo związany z Wojewódzką Biblioteką Publiczną im Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Tomik Baśnialooki zawiera około stu miniaturek oscylujących między poezją a prozą, aczkolwiek nie brak w nim kilku rymowanych wierszyków. W swych utworkach Staniszewski przetwarza wielokrotnie wątki ze znanych bajek i baśni, np. Kota w butach, Pinokia, Ali Baby i czterdziestu rozbójników, Kopciuszka, osadzając bohaterów we współczesnych realiach. W nawiązaniu do tego zbiorku powiedział: – Piszę dla dorosłych i dla dzieci. Do moich ulubionych lektur z dzieciństwa należą Baśnie Hansa Christiana Andersena, Otwórz okienko Heleny Bechlerowej, Z przygód krasnala Hałabały Lucyny Krzemienieckiej, wciąż mam je w domowej biblioteczce. Baśń i bajka – ich światy, postaci i rekwizyty – stanowią dla mnie źródło częstych inspiracji.

Ale, bawiąc się słowami i nierzadko delikatnie żartując, autor tworzy również własne historyjki. Antropomorfizuje otaczające go przedmioty, wykorzystując choćby domowe sytuacje. Pewnie przy śniadaniu napisał: Mleko kipi ze złości. Nieopodal czajnik wyje wniebogłosy, ale tylko we własnej sprawie. A mleko – nie dość, że garnek ciasny i ukrop jak diabli, to jeszcze ten gruby kożuch!

Skoro zaś mowa w tym wypadku o wysokiej temperaturze, to trzeba podkreślić, że generalnie z Baśnialooków (jak w ogóle z twórczości Staniszewskiego) emanuje dużo ciepła, łagodności, afirmacji świata – jaki by on nie był – lektura może więc stanowić dobre antidotum na wkradającą się do tego świata i atakującą nas nagminnie brutalność.

Nowy festiwal muzyczny

Instytut Europejski w Łodzi był miejscem I Międzynarodowego Festiwalu Open Music, zorganizowanego przez Agencję Artystyczną East-West Music a łączącego kilka koncertów z mistrzowskimi kursami interpretacji wokalnej i fortepianowej.

Kursy prowadzili cenieni artyści i pedagodzy: Olga Pasiecznik i Dariusz Grabowski w dziedzinie śpiewu solowego, natomiast w zakresie fortepianu – Maria Korecka-Soszkowska. Odbyły się też zajęcia z psychologii występu scenicznego (wykładowca: Aleksandra Leszczyńska), ponadto ćwiczenia Emocje, ciało, głos (program autorski Moniki Kolasy-Hladikovej). W kursach uczestniczyła grupa studentów i absolwentów krajowych uczelni muzycznych, także kilkoro z Litwy i Ukrainy. Twórczynią projektu i kierownikiem artystycznym całego przedsięwzięcia jest pianistka Olesya Haiduk, prezes Agencji East-West Music. Współorganizowała imprezę Aleksandra Nawe – profesor Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Firma Blüthner Polska dostarczyła fortepiany.

Cykl festiwalowych koncertów rozpoczął się w auli Instytutu występem fortepianowego East-West Duo, grającego na cztery ręce a tworzonego przez Olesyę Haiduk i Aleksandrę Nawe. Artystki, znakomicie ze sobą współdziałając, interpretowały w sposób technicznie niezawodny i wyrazowo bogaty Walce op. 39 Brahmsa oraz Tańce szwedzkie op. 63 Brucha.

Bardzo ciekawy okazał się wieczór zatytułowany Antologia pieśni polskiej, wypełniony śpiewem solistki Teatru Wielkiego w Łodzi, mezzosopranistki Agnieszki Makówki, której przy fortepianie towarzyszyła Aleksandra Nawe. Można było wysłuchać m.in. kompozycji Chopina, Moniuszki, Żeleńskiego, Galla, Karłowicza, Paderewskiego, Bacewiczówny. Liryka wokalna polskich mistrzów zaprezentowana została w sposób pod każdym względem wyśmienity.

Odbyły się dwa popisy uczestników kursów mistrzowskich – śpiewaków i pianistów, zaś na zakończenie festiwalu przewidziano recital Chopinowski Marii Koreckiej-Soszkowskiej. Pianistka ta, również będąca profesorem łódzkiej uczelni muzycznej, nagrała niedawno kolejną płytę z utworami Chopina: Preludiami oraz Andante spianato i Wielkim Polonezem Es-dur. Właśnie wybrane preludia, kilka walców, Scherzo h-moll a także Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur znalazły się w programie stojącego na wysokim poziomie wykonawczym recitalu.

Następna edycja Festiwalu Open Music przewidziana jest na przyszły rok, organizatorom wypada życzyć dotacji umożliwiającej wzmocnienie międzynarodowego charakteru imprezy, która zdążyła zainteresować nie tylko młodych artystów, ale i melomanów.

Cześć Marysiu

Zbliża się sezon urlopowy, co dla czytelników książek (w Polsce wciąż jeszcze tacy są) oznaczać może sięgniecie po lektury relaksacyjne. I w tym kontekście polecić warto niedługą powieść sensacyjną Marii Michalskiej Cześć Braciszku, opublikowaną niedawno przez Warszawską Grupę Wydawniczą.

O literaturze popularnej Umberto Eco pisał, że jej atrybutem jest rozrywkowość. W odniesieniu do kryminału podkreślał funkcję psychologicznego odprężenia i intelektualnego wypoczynku. Trudno  takich cech odmówić Cześć Braciszku.

Główny bohater, prof. Michał Zaborowski, pracuje nad zastosowaniem w medycynie grafenu. Celem ma być stworzenie wszczepianej do mózgu, sztucznej pamięci, co byłoby nieocenione dla dotkniętych chorobą Alzheimera. I gdy projekt wydaje się bliski sukcesu, ktoś nagle usiłuje naukowca zabić, mało tego, on sam zostaje wkrótce posądzony o zbrodnię. Konieczna staje się ucieczka za granicę…

Rozwijająca się w szybkim tempie akcja komplikuje się coraz bardziej, autorka wymaga więc od czytelnika koncentracji na szczegółach, w tym przytomnego rejestrowania w świadomości nazwisk pojawiających się, nowych postaci. Wszelako czyta się tę opowieść naprawdę dobrze dzięki wartkości logicznie prowadzonej narracji, płynnym dialogom i – ogólnie – walorom języka. Nie brak w tekście celnych spostrzeżeń dotyczących współczesnych realiów, zaś łodzianie chyba z przyjemnością odnotują kilka łódzkich akcentów.

I teraz trzeba kilka słów poświęcić autorce, gdyż mamy tu do czynienia z bynajmniej nie jakąś „standardową” sytuacją. Maria Michalska (urodzona w roku 2000) – córka łódzkich lekarzy, napisała rzeczoną powieść… przed piętnastym rokiem życia jako uczennica gimnazjum! Obecnie jest licealistką. Ma w dorobku wiersze, niektóre były nagradzane. Znając perfekcyjnie język angielski przygotowała właśnie do druku w formie książkowej tłumaczenia tekstów piosenek Beatlesów, bowiem dorobek tego legendarnego zespołu ją fascynuje. Maria, a może raczej Marysia, interesuje się zresztą muzyką w sposób kreatywny. Dobrze gra na fortepianie i ma za sobą próby kompozytorskie. Również śpiewa, akompaniując sobie na gitarze (uwzględnia m.in. repertuar rosyjskojęzyczny, bo i rosyjskim włada biegle).  Jednak jej główną pasję stanowi psychologia i tej nauce pragnie się poświęcić. Czy stworzy kolejną powieść? Czas pokaże. Osobiście namawiałbym…

Strona 1 z 4512345...102030...Ostatnia »

Latest Topics

Od czystej formy do choreografii faktu

Organizowane co dwa lata przez Teatr Wielki w Łodzi Spotkania Baletowe są przedsięwzięciem artystycznym najwyższej [Read More]

O służbach specjalnych III RP

 Wojciech Sumliński, znany (i swego czasu najbardziej w Polsce inwigilowany) dziennikarz śledczy, opublikował w tym [Read More]

Angela Gheorghiu w Łodzi

Na scenie łódzkiego Teatru Wielkiego, w nadzwyczajnym koncercie wieńczącym obchody 50-lecia  placówki, [Read More]

„Baśnialooki” ciepłem emanujące

Nakładem oficyny Piktor Szlaski i Sobczak wydany został kolejny tomik łódzkiego poety, bibliotekarza i animatora [Read More]

Nowy festiwal muzyczny

Instytut Europejski w Łodzi był miejscem I Międzynarodowego Festiwalu Open Music, zorganizowanego przez Agencję [Read More]

Interesting Sites

    Archives