Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Tuesday June 27th 2017

Cześć Marysiu

Zbliża się sezon urlopowy, co dla czytelników książek (w Polsce wciąż jeszcze tacy są) oznaczać może sięgniecie po lektury relaksacyjne. I w tym kontekście polecić warto niedługą powieść sensacyjną Marii Michalskiej Cześć Braciszku, opublikowaną niedawno przez Warszawską Grupę Wydawniczą.

O literaturze popularnej Umberto Eco pisał, że jej atrybutem jest rozrywkowość. W odniesieniu do kryminału podkreślał funkcję psychologicznego odprężenia i intelektualnego wypoczynku. Trudno  takich cech odmówić Cześć Braciszku.

Główny bohater, prof. Michał Zaborowski, pracuje nad zastosowaniem w medycynie grafenu. Celem ma być stworzenie wszczepianej do mózgu, sztucznej pamięci, co byłoby nieocenione dla dotkniętych chorobą Alzheimera. I gdy projekt wydaje się bliski sukcesu, ktoś nagle usiłuje naukowca zabić, mało tego, on sam zostaje wkrótce posądzony o zbrodnię. Konieczna staje się ucieczka za granicę…

Rozwijająca się w szybkim tempie akcja komplikuje się coraz bardziej, autorka wymaga więc od czytelnika koncentracji na szczegółach, w tym przytomnego rejestrowania w świadomości nazwisk pojawiających się, nowych postaci. Wszelako czyta się tę opowieść naprawdę dobrze dzięki wartkości logicznie prowadzonej narracji, płynnym dialogom i – ogólnie – walorom języka. Nie brak w tekście celnych spostrzeżeń dotyczących współczesnych realiów, zaś łodzianie chyba z przyjemnością odnotują kilka łódzkich akcentów.

I teraz trzeba kilka słów poświęcić autorce, gdyż mamy tu do czynienia z bynajmniej nie jakąś „standardową” sytuacją. Maria Michalska (urodzona w roku 2000) – córka łódzkich lekarzy, napisała rzeczoną powieść… przed piętnastym rokiem życia jako uczennica gimnazjum! Obecnie jest licealistką. Ma w dorobku wiersze, niektóre były nagradzane. Znając perfekcyjnie język angielski przygotowała właśnie do druku w formie książkowej tłumaczenia tekstów piosenek Beatlesów, bowiem dorobek tego legendarnego zespołu ją fascynuje. Maria, a może raczej Marysia, interesuje się zresztą muzyką w sposób kreatywny. Dobrze gra na fortepianie i ma za sobą próby kompozytorskie. Również śpiewa, akompaniując sobie na gitarze (uwzględnia m.in. repertuar rosyjskojęzyczny, bo i rosyjskim włada biegle).  Jednak jej główną pasję stanowi psychologia i tej nauce pragnie się poświęcić. Czy stworzy kolejną powieść? Czas pokaże. Osobiście namawiałbym…

„Bąk” częściowo upolityczniony

Na swoją ósmą już premierę, zatytułowaną „Drobna zmiana”, zaprosił do Klubu Lekarza przy ul. Czerwonej Kabaret Okręgowej Izby Lekarskiej „Bąk”.

O zespole tym można powiedzieć, że ma już własną fizjonomię. Nawiązując do tradycji kabaretu literackiego, wywodzącej się m.in. z „Zielonego Balonika”, łączy w każdym programie monologi i skecze z piosenkami, ale też – co godne podkreślenia – bo w tym gatunku scenicznym to u nas dość rzadkie – z tańcem. Wszystko odbywa się w dyskretnej (uwzględniającej wizerunek owada, który dał nazwę grupie) oprawie scenograficznej Bogumiły Kempińskiej-Mirosławskiej. Reżyseria i strona wykonawcza dalece odbiegają od obserwowanych nieraz we współczesnych kabaretach tanich wygłupów. Należy podkreślić, że zarówno cała warstwa literacka, jak i muzyczna są autorstwa członków „Bąka” – a więc lekarzy różnych specjalności, traktujących estradę jako hobby, jako odskocznię od zawodowych obowiązków.

Artystyczną opiekę nad grupą sprawuje Janusz Wiśnioch (jedyny w tym towarzystwie nie-lekarz). Warto przypomnieć, że przez 18 lat, razem z Tomaszem Bieszczadem, redagował on na łamach „Dziennika Łódzkiego” a następnie „Expressu Ilustrowanego” cotygodniową kolumnę humorystyczną pt. Lepszy wszechświat. Obu panów wielokrotnie można też było zobaczyć na estradzie, jednak ich drogi rozeszły się, być może z powodu różnic w poglądach. Bieszczad publikuje czasami w „Gazecie Polskiej Codziennie”, jest współtwórcą i aktorem łódzkiego, politycznego kabaretu „Pętla ósemki”, kontestującego takie, dotyczące III RP od jej zarania zjawiska, jak korupcja, pasożytowanie układu biznesowo-polityczno-kryminalnego (to określenie prof. Zybertowicza), ekspansja liberalno-lewackiej kontrkultury itd.

Wspominam o tym nie bez powodu. Nawiązujący do działań obecnego rządu tytuł ósmej premiery „Bąka”, Drobna zmiana, mógł sugerować zdecydowane wejście artystów OIL na drogę satyry politycznej. Tylko z jakich pozycji? Czy, nie daj Boże, z uwzględnieniem perspektywy nakreślonej przez „Gazetę Wyborczą” (nazywaną dziś często biuletynem KOD-u). Bo, oczywiście, każda satyra polityczna ma rację bytu, obśmiewaniem wszelkiej władzy żywiły się kabarety w różnych krajach przez całe dziesięciolecia, notabene taka postawa przyczyniła się do wykształcenia się inteligentnego przekazu bazującego na niedopowiedzeniach i aluzjach. Jednak przyjęcie perspektywy myślowej redaktorów z Czerskiej byłoby chyba intelektualnym (i moralnym) samobójstwem.

Jednoznacznie polityczny charakter miał już pierwszy tego wieczoru, stylizowany na audycje telewizyjną, skecz Wiadomości. Wszystko OK, a jednak pewne słowa nie powinny były paść, bo stanowiły właśnie zejście poniżej wszelkiego poziomu (cytuję: Jarosław – mistrz cymbałów wszelkich). Na szczęście, w kolejnych monologach i skeczach, gdy przyszła kolej np. na wątek imigrantów czy reformy służby zdrowia wzorowanej na reformie szkolnictwa, takich żałosnych wpadek – przy różnym stopniu śmieszności tekstów – już nie było. Zresztą okazało się, że odniesienia polityczne nie wypełniają całości programu, lecz stanowią tylko jego część. Nastąpiły potem m.in. Postępy w radiologii, także monolog „zawodowego” świadka na ślubach, było 10 piosenek.

Na uznanie zasłużyli niemal wszyscy wykonawcy. Bardzo dobrzy aktorsko: Bożena Bartosik, Beata Wyrwas-Meckier, Krystyna Zajkowska-Jóźwiak, Jerzy Andrzejczak. Gwiazdą zespołu jest Justyna Dłubek, nie tylko świetna aktorsko (np. w monologu „nie za mądrej dziewuchy”: Chora na serce), lecz również znakomicie śpiewająca piosenki skomponowane przez, akompaniującego na gitarze, Adama Madeja, który jako kompozytor wierny jest stylowi utworów opartych na powtarzających się, kilkuakordowych sekwencjach (drugi gitarzysta to Mateusz Mroczek).

Taniec, jak we wcześniejszych programach, urozmaicał całą narrację. Do muzyki z nagrań stepowała żywiołowo Teresa Sadłecka, natomiast egzotyczne układy choreograficzne realizowały z kunsztem Małgorzata Wilczyńska i Beata Wrodycka-Żytkowska.

A zatem ”Bąk” kabaretem ściśle politycznym na szczęście się nie stał. Pójścia w tę stronę przy zaobserwowanych tendencjach bym zespołowi zdecydowanie nie życzył. Niech będzie tak jak jest, inspiracje można przecież czerpać z różnych obszarów życia.

P.S. Niezadługo po omawianej premierze gościem Klubu Lekarza był antypisowski propagandysta z grupy łódzkich wierszokletów – Janusz Berner.

Marszałka Imieniny ze skazą

W tym roku mija sto lat od powstania (z inicjatywy niegdysiejszego Towarzystwa Biblioteki Publicznej w Łodzi) Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego – placówki dobrze znanej mieszkańcom Łodzi i regionu. Rocznica ta przypada na Rok Piłsudskiego związany z 150. rocznicą jego urodzin.

Początkowo siedzibą Biblioteki były lokale w kamienicach przy ul. Piotrkowskiej 150 a następnie Andrzeja 14. Zamysł ufundowania gmachu przy ul. Gdańskiej 102, dla uczczenia zmarłego Marszałka, narodził się w 1935 roku w gronie członków zarządu Związku Przemysłu Włókienniczego w Państwie Polskim (szczególną rolę odegrał na tym etapie Aleksander Heiman-Jarecki). Budowę, według projektu Jerzego Wierzbickiego, rozpoczęto tuż przed wojną. Gmach oddano do użytku w 1949 roku, ale na przywrócenie pierwotnej nazwy trzeba było czekać jeszcze ponad 40 lat. Obecnie nowocześnie wyposażona Biblioteka ma ponad 593 tysiące książek, prawie 90 tysięcy jednostek zbiorów specjalnych, ponad 140 tysięcy woluminów czasopism. Funkcjonują specjalistyczne działy, wydawany jest m.in. biuletyn „BIBiK”, organizowane są spotkania autorskie, konferencje itp.

W związku ze wspomnianymi rocznicami (i z uwzględnieniem… imienin Józefa) 16. i 17. marca odbyła się w sali konferencyjnej impreza zatytułowana Imieniny Marszałka w Bibliotece im. Piłsudskiego. Pierwszego dnia można było uczestniczyć w seminarium pt. Józef Piłsudski – twórca i obywatel niepodległej Rzeczpospolitej. Spotkanie rozpoczął bogaty w treść wykład prof. dr. hab. Przemysława Waingertnera z Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego: Romantyczny realista. Polityczny geniusz i tragedia Józefa Piłsudskiego. Następnie dwóch innych wykładowców zajęło się osobą Marszałka w kontekście rynku książki (dr hab. Grzegorz Nieć z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie) oraz obchodów rocznicowych na terenie województwa łódzkiego (mgr Dariusz Nowiński z Łódzkiego Oddziału Związku Strzeleckiego). Natomiast mgr Diana Walawender, reprezentująca Akademię im. Jana Długosza w Częstochowie, poświęciła swoje wystąpienie Kazimierze Iłłakowiczównie – osobistej sekretarce Piłsudskiego.

I właśnie Iłłakowiczówna stała się też tematem popołudniowej części pierwszego dnia Imienin. Łodzianie zaproszeni zostali na monodram Ewy Dałkowskiej oparty na wspomnieniach poetki: Byłam sekretarzem Marszałka Piłsudskiego (zaproszenie zawierało błąd gramatyczny!). Niestety, to, co można było obejrzeć nie miało, wbrew zapowiedzi, nic wspólnego z monodramem. Dałkowska, po zajęciu miejsca przy stoliku, przez kilkadziesiąt minut z nosem utkwionym w książce (a więc prawie bez kierowania wzroku w stronę audytorium) po prostu czytała wspomnienia poetki, nie unikając przejęzyczeń i bez jakichkolwiek działań aktorskich. Zwykła chałtura! Każda aktorka (a nawet niekoniecznie aktorka) bez przygotowania zrobiłaby to tak samo, a pewnie i lepiej. Widzowie zostali „wpuszczeni w maliny” i chyba tylko jakiś dręczący dyrekcję kompleks prowincjuszy w stosunku do „artystki ze stolicy” spowodował, że Dałkowska otrzymała ogromne honorarium, a cena wręczonego jej bukietu niewątpliwie przewyższała sumę, jaką łódzcy wykonawcy inkasują za występ na podobnych imprezach (jeśli w ogóle dostają jakieś pieniądze).

Na szczęście, udał się w całości dzień drugi, zainaugurowany interesującymi referatami dotyczącymi Piłsudskiego w poezji (mgr Dariusz Staniszewski z WBP w Łodzi – pełniący też rolę gospodarza tej części imprezy) oraz muzyce (mgr Katarzyna Kraska z WBP). Ilustracją niejako do tych wystąpień stał się program poetycko-muzyczny Kto, jak on…? Pamiętajcie to imię! zaprezentowany przez Teatr Bez Nazwy ze Środowiskowego Domu Samopomocy Przystań, działający pod kierunkiem Jolanty Piszko.

Mocnym punktem całego bloku był występ Pawła Ciesielskiego, który specjalnie na tę okoliczność, skomponował i zaśpiewał, akompaniując sobie na gitarze, cztery piosenki do wierszy poświęconych Marszałkowi (m.in. Czarnowskiego i Dzięciołowskiego). Na zakończenie wręczone zostały nagrody laureatom skierowanego do młodzieży szkół ponadgimnazjalnych województwa łódzkiego konkursu na esej Piłsudski współcześnie – jak dziś postrzegam postać Marszałka (I nagroda: Natalia Witkowska z XXXII LO w Łodzi).
Podczas imprezy zaprezentowano także nową publikację: Józef Piłsudski w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi: katalog nabytków z lat 2008-2016 autorstwa Julity Lendzian-Twardowskiej. Można też było obejrzeć wystawę Józef Piłsudski w literaturze.

Po X konferencji KSD

Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie opublikowało książkę zawierającą materiały z X Ogólnopolskiej Konferencji zorganizowanej w ramach cyklu „Dziennikarz – między prawdą a kłamstwem” przez Oddział Łódzki Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Jubileuszowa konferencja, która odbyła się 15. października ubiegłego roku (jak wszystkie poprzednie, w gmachu Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi) zatytułowana została „Kościół – Naród – Państwo 966-2016. Dzieje wierności”.

 W książce – mającej taki sam tytuł – znalazły się teksty wszystkich dziesięciu wygłoszonych wykładów i referatów, ponadto głosy dyskutantów. Bogactwo zapisanych na ponad stu stronicach myśli odnosi się zarówno do historii Kościoła i naszej Ojczyzny w kontekście międzynarodowym, jak i do teraźniejszości. Oto kilka zaledwie z tych myśli.

Prof. Krzysztof Ożóg podkreśla, że Mieszko celowo i świadomie wybrał układ z Czechami, choć miał też możliwość związania się sojuszem z pogańską Rusią Kijowską, bądź Węgrami. Wybrał drogę do chrześcijaństwa a następnie przejawiał wielką gorliwość w budowaniu Kościoła w Polsce. Zdaniem abp. prof. Marka Jędraszewskiego, powołującego się notabene na artykuły abp. Karola Wojtyły, dla pełnego zrozumienia teologicznego wymiaru Millennium, a więc także dostrzeżenia kluczowej roli Bogurodzicy Maryi, duże znaczenia miał Sobór Watykański II. W kategoriach historycznych można powiedzieć, że w 966 roku na ziemiach polskich narodził się Kościół, natomiast w kategoriach ewangelicznych należałoby stwierdzić, że to my, jako naród, w tym Kościele narodziliśmy się dla Boga.

Lecz czy wciąż jesteśmy wierni Maryi – Królowej Korony Polskiej? – pyta red. Bogusław Bajor. Niestety, skala zepsucia społecznego jest duża a w odróżnieniu od czasów dawniejszych poczucie grzeszności coraz powszechniej wypychane jest ze świadomości. Trzeba jednak mieć nadzieję na poruszenie serc i odnowę życia religijnego w skali całego kraju. Bo dopóki będziemy wierni tej Królowej, dopóty będziemy mogli uważać się za dziedziców 1050-letnich dziejów naszej katolickiej Ojczyzny.

Prof. Wiesław J. Wysocki akcentuje, że Zjazd Gnieźnieński 1000. roku był pierwszym kongresem międzynarodowym na naszych ziemiach i w równym stopniu dobitnie wyrażał związki miedzy sprawami państwowymi a kościelnymi w Polsce, co jej utożsamienie z łacińskim Zachodem. Ale po upływie tysiąclecia nasz kraj jest w swoich orientacjach prochrześcijańskich osamotniony, gdyż zlaicyzowana Europa nie odnajduje już swoich korzeni. Tylko Polska i zapewne Węgry starają się zadbać o własny kod wartości polityczno-religijnych, o wiarę. Europa boi się chrześcijańskiej Polski, ponieważ my pokazujemy chrześcijańskie korzenie Europy. Na początku 2016 roku Europa prawie „zawyła” i we współpracy z dzisiejszą Targowicą, odwołującą się bardziej do liberalnego pogaństwa, przegłosowała, że konserwatywny rząd nie jest już demokratyczny. Demokratyczni są tylko lewacy, socjaliści, komuniści, antykatolicy.

Prof. Romuald Szeremietiew jest zdania, że Polska i Europa znajdują się w przełomowej sytuacji. Być może mamy jeszcze trochę czasu zanim umocnią się procesy prowadzące do przebudowy ładu światowego. Według prof. Krzysztofa Szczerskiego historia Polski, będąca konsekwentnym trwaniem w kręgu tej samej kultury, tożsamości i wartości opartych na jednym, najgłębszym rdzeniu może jednak nadal wiele nauczyć Europę, mającą obecnie fundamentalny problem z własną tożsamością i cywilizacją. Dla naszego kraju istotne wydaje się wszakże odpowiedzialne kształtowanie własnego wizerunku w oparciu o politykę historyczną.

Warte przeczytania są wszystkie, zawarte w książce teksty, czyli np. również zwrócona w stronę spraw bieżących publicystyka red. Tomasza Bieszczada i red. Michała Karnowskiego (przestrzegającego, że nigdy nie będziemy w pełni suwerenni i zdolni do oceny zagrożeń, jeżeli na nasze umysły będzie wpływała tak duża liczba mediów mających swój punkt zarządzania poza Polską i nieuwzględniających polskiego interesu narodowego). W refleksji końcowej bp Adam Lepa sugeruje, że czas już najwyższy, aby na wszystkich poziomach życia społecznego rozpocząć pracę nad pogłębianiem dumy z Polski, ale też i z Kościoła, który jest w Polsce…

Szkoda, że tak jak we wszystkich poprzednich wydawnictwach pokonferencyjnych, wiele jest w omawianej książce rozmaitych błędów językowych. Trawestując zdanie ze strony 87. można stwierdzić, ze „poziom adiustacji i korekty jest na niskim poziomie”.

O cenzurze w PRL

Warszawskie wydawnictwo Zona Zero opublikowało książkę „Knebel. Cenzura w PRL-u” autorstwa Błażeja Torańskiego (niegdyś publicysty „Wprost”, „Rzeczpospolitej”, „Dziennika Łódzkiego”, obecnie związanego z „Do Rzeczy”). Jest to zbiór 21 wywiadów z naukowcami, pisarzami, dziennikarzami, ludźmi sztuki. Mówią oni o swoich doświadczeniach z cenzurą, prowadzonej z nią, swoistej „grze”, sposobach obejścia zakazów, ale i nieuniknionych kompromisach.

Główny Urząd Kontroli Prasy i Widowisk sprawdzał za komuny wszystko, co miało być rozpowszechnione. Jego pracownicy w oddziałach terenowych posługiwali się m.in. Księgą zaleceń i zapisów cenzorskich (którą w 1975 roku potajemnie przepisał a następnie wywiózł na Zachód Tomasz Strzyżewski). Urząd realizował cenzurę zewnętrzną, uszczelniając system. Wszelako w praktyce niezmiernie ważne były, determinowane tamtą, cenzura wewnątrzredakcyjna w mediach i – na wszystkich już obszarach – autocenzura. Wszystkie te działania miały destrukcyjny dla aktywności twórczej charakter, tym bardziej, ze niektórych władza potrafiła zmusić do daleko idących ustępstw a nawet współpracy.

Działalność cenzorów zmierzała do tego, żeby zmienić treści, zafałszować, aby nie dopuścić do publikacji informacji i poglądów, z których społeczeństwo mogłoby się czegoś o otaczającej rzeczywistości dowiedzieć. W nauce historii zakazane były liczne fakty, głównie związane z rolą ZSRR w dziejach najnowszych, uzależnieniem od niego Polski.

Cenzorzy cięli to, co przeczyło socjalizmowi jako „jedynie słusznemu kierunkowi” (prof. Zbigniew Romek, historyk).

W przypadku jakiejś krytyki systemu zalecano wprowadzać takie słowa, jak „niekiedy”, „nie zawsze”, niektóre”, „czasami”, „gdzieniegdzie”. W ten sposób krytyczna opinia rozmywała się. Manipulując tekstem można było odwrócić intencje autora. Przekaz pozbawiony fragmentów zmieniał ogólną wymowę (Tomasz Strzyżewski – formalnie cenzor, faktycznie „antycenzor” przepisujący dokumenty).

Zauważało się pewną koniunkcję między urzędnikami cenzury a SB. Na przykład po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki cenzorzy absolutnie nie działali sami, cały czas konsultowali się z SB i z Urzędem ds. Wyznań. Z pewnością w takich rozmowach i uzgodnieniach uczestniczyli też przedstawiciele PZPR, a nawet KPZR, wydając konkretne dyspozycje (ks. red. Ireneusz Skubiś).

Istniała granica między krytyką „konstruktywną” a „wrogą”. Gra z cenzurą polegała na tym, że ci pierwsi „krytycy” trzymali (lub przynajmniej udawali, że trzymają) z cenzurą sztamę. „Wrogowie” byli na z góry straconej pozycji (Marcin Wolski, pisarz, satyryk).

Nie było sztuką pójście na bój z cenzurą i przegranie. Ważne było, aby z cenzurą wygrać i przekazać treści (Lech Majewski, grafik, plakacista).

W odniesieniu do występów estradowych – siła ingerencji cenzorskich zależała od wielkości sali. Przy małej – wypowiedź mogła być swobodniejsza (Andrzej Rosiewicz, piosenkarz, satyryk).

Najbardziej diabolicznym sposobem cenzurowania był szantaż finansowy. Zgodnie z wewnętrznym przepisem, wymyślonym za Gierka i stosowanym do 1989 roku, piątą ratę honorarium wypłacano po kolaudacji – gdy, jako reżyser, podpisałem protokół, wyrażając zgodę na cięcia cenzury. Jeśli nie podpisałem, wypłatę wstrzymywano wszystkim, którzy pracowali nad filmem (Grzegorz Królikiewicz, reżyser).

Bycie ofiarą cenzury, poza wypadkami na zakręcie, stanowiło dowód taktycznego błędu, bo zarówno cenzorzy, jak i my – reżyserzy – znaliśmy reguły. Podkładanie głowy pod topór było niemądre, warto było natomiast próbować, do jakich granic pozwolą nam dojść. Ja już na etapie scenariusza miałem sygnały, gdzie są punkty zapalne (Krzysztof Zanussi, reżyser).

Przez długie lata cenzura odznaczała się dużą skutecznością. Do kiedy? Momentem przełomowym stało się ukazanie się pierwszego numeru „Zapisu” w styczniu 1977 roku. Władze, oczywiście, próbowały walczyć z „drugim obiegiem”, ale pism ukazujących się poza cenzurą przybywało z roku na rok. Później to już była walka z wiatrakami, nawet stan wojenny nie zmienił zasadniczo sytuacji (Kazimierz Orłoś, pisarz, scenarzysta).

Kilku rozmówców słusznie zauważyło, że cenzura, w innej niż dawniej postaci, jest także i teraz. – Są żli ludzie, którzy dewastują społeczeństwo, nie pracują dla Polski, tylko dla innych państw. Zajmują się walką ze słowami, ograniczają polską wolność. Najgorszy, podły, nikczemny gatunek ludzi. Działają w cenzurze, której formalnie nie ma, ale oni maja taką mentalność. Wykluczając niezależnych, niepokornych, niszczą naszą demokrację. Cenzura była świństwem, które truło życie społeczne i do dzisiaj truje. Obecnie nazywa się to „poprawnością polityczną” (Jan Pietrzak, satyryk, publicysta).

Niedosyt w książce budzą dwie skrajnie krótkie rozmowy – z Andrzejem Strumiłło i Janem Kanty Pawluśkiewiczem. W przypadku kompozytora wyjaśnienia wymagałoby zapewne jego błędne terminologicznie sformułowanie o podejrzliwości władz w stosunku do muzyki abstrakcyjnej, której Pawluśkiewicz przeciwstawia marszową. W istocie marszowa też jest abstrakcyjna. Zdziwienie natomiast, już w innym miejscu, wywołuje stwierdzenie Torańskiego, że PRL była zamordystyczna, bo skrobankę uważano za zbrodnię. Czy przekonanie o zbrodniczości zabicia dziecka w łonie matki jest naganne?

Wszystkie wywiady czyta się z zainteresowaniem, ma na to wpływ znakomite, merytoryczne przygotowanie Torańskiego do rozmów, jego dokładna znajomość dokonań rozmówców. Pytania są kompetentne, wnikliwe, odważne. A więc w pełni profesjonalne.

Wiersze Jolanty Miśkiewicz

Wpadł mi w ręce wydany nie tak dawno tomik łódzkiej poetki, Jolanty Miśkiewicz, pt. „Skłamałam. Maria Magdalena”. Książeczka ma obfitą zawartość, gdyż jest w niej prawie dwieście utworów – poza wierszami również kilka limeryków i fraszek.

Miśkiewicz jest z zawodu ekonomistką. Wiersze pisze od 13. roku życia. Wydała wcześniej tomiki Miłość sercem pisze oraz Obierz mnie jak cebulę. Do jej tekstów komponowane są piosenki. W dorobku ma zarazem opowiadania, w tym też dla młodzieży. Publikuje w czasopismach. Związała się z kilkoma grupami literackimi – m.in. Animą, Motylem, Akantem.

Zbiorek Skłamałam. Maria Magdalena zawdzięcza swój tytuł tytułowi jednego z wierszy, kończącego się w sposób następujący: Nie kocham Cię? Nie! /Kłamię dla Twego spokoju /Tak mi bez Ciebie źle. To nie jedyne wyznanie, wierszy o treści miłosnej jest na ponad stu stronicach sporo. Autorka nie skrywa uczucia do mężczyzny, wyraża je dobitnie i sugestywnie. Daje do zrozumienia, że to uczucie stanowi dla niej sens istnienia: Moja miłość pomaga mi przetrwać /w smutku, biedzie, tylko ona o mnie dba.

Ale wielokrotnie, także w wierszach dotyczących relacji damsko-męskich, uderza Miśkiewicz w ton żartobliwy. Chyba szczególnie ważna jest dla niej – skoro wydrukowana została dwa razy – Kosmiczna siła, potrzebna, by… dociągnąć facetów do ślubu. W nurcie satyrycznym mieszczą się parafrazy Stefka Burczymuchy Konopnickiej i Lokomotywy Tuwima. Z samych oksymoronów składa się W murowanym drewniaku. W zabawnym wierszyku pt. Pppppppp wszystkie wyrazy są na „p”. Fraszkę Pisząc wiersz (anakolut) cytuję w całości jako materiał dydaktyczny, mogący przyczynić się do wyeliminowania częstych błędów w użyciu imiesłowu przysłówkowego współczesnego: Pisząc wiersz padał deszcz /W domu siedząc wyła burza/ Zamykając lufcik spadł na mnie kleszcz / A spadając nabił mi guza.

Zabawy słowami pełnej fantazji autorki przejawiają się ponadto w godnej podkreślenia kreatywności słowotwórczej, przykładem Ziemia i zmierzch: Cichoziemia się przeciąga /mglistopoduchę układa. Skądinąd dla Miśkiewicz atrakcyjnym tematem mogą być rozmaite wydarzenia, zjawiska, obiekty – w równym stopniu Wigilia, co bociany, stary wiatrak, nie mówiąc o… kolegach po piórze, których portretuje. Wiersz dedykowany Januszowi B. kończy się wezwaniem: do walki ruszaj! (no i moc tej poezji okazuje się niemała, gdyż adresat faktycznie ruszył. Wypocił… polityczną, dość plugawą rymowankę ku uciesze grona lewaków). Ale na to już Miśkiewicz nie miała wpływu.

Jest to poetka znakomicie w swych rymowanych i zachowujących rytm utworach panująca nad słowem, twórczyni kierująca do czytelnika przekaz bogaty w treść, wynikający z dużej wrażliwości, potencjału emocjonalnego, ale i poczucia humoru, które się nierzadko ujawnia.

Strona 1 z 4412345...102030...Ostatnia »

Latest Topics

Cześć Marysiu

Zbliża się sezon urlopowy, co dla czytelników książek (w Polsce wciąż jeszcze tacy są) oznaczać może [Read More]

„Bąk” częściowo upolityczniony

Na swoją ósmą już premierę, zatytułowaną „Drobna zmiana”, zaprosił do Klubu Lekarza przy ul. Czerwonej [Read More]

Marszałka Imieniny ze skazą

W tym roku mija sto lat od powstania (z inicjatywy niegdysiejszego Towarzystwa Biblioteki Publicznej w Łodzi) [Read More]

Po X konferencji KSD

Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie opublikowało książkę zawierającą materiały z X Ogólnopolskiej [Read More]

O cenzurze w PRL

Warszawskie wydawnictwo Zona Zero opublikowało książkę „Knebel. Cenzura w PRL-u” autorstwa Błażeja [Read More]

Interesting Sites

    Archives