Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Monday October 23rd 2017

Myślę, że moim powołaniem jest psychologia

Rozmowa z Marią Michalską – szesnastoletnią łodzianką, autorką powieści Cześć Braciszku wydanej przez Warszawską Grupę Wydawniczą

 

JANUSZ JANYST: – Od czego zaczęłaś swoje pisanie? Czy, jak to najczęściej bywa, od wierszy?

MARIA MICHALSKA: – Zaczęłam od prozy – krótkich opowiadań  z przeznaczeniem na konkursy szkolne. Te opowiadania były na ogół odrzucane. Nauczycielki uważały, że autorem jest ktoś inny, nie ja.

– Która to była klasa?

 – Druga, trzecia szkoły podstawowej. Ale pisałam też w następnych latach.

– Kiedy powstały pierwsze wiersze?

– W czwartej klasie podstawówki

– Co to były za utwory?

– Satyryczne, krytykujące szkołę. Chyba dobrze, że nie dotarły do nauczycieli.

– Ile miałaś lat, jak pracowałaś nad powieścią Cześć Braciszku?

– Rozpoczęłam w szóstej klasie podstawówki, mając trzynaście lat, skończyłam po dwóch latach.

– Jak to się stało, że zainteresowałaś się gatunkiem powieści sensacyjnej?

– Już jak miałam trzy latka mama opowiadała mi treść przeczytanych książek Dana Browna. To mnie fascynowało, a ponieważ wtedy właśnie uczyłam się czytać, chciałam sama po te książki sięgać. Mama mi je zabierała, twierdząc że się dla mnie nie nadają. Niewiele później podobną literaturę poznawałam sama.

– W Cześć Braciszku są ciekawe realia. Przypuszczam, że te związane z medycyną zawdzięczasz rodzicom – lekarzom. Co natomiast, poza lekturami, było i jest dla Ciebie głównym źródłem wiedzy o świecie – szkoła, własne obserwacje, a może media elektroniczne?

– Wszystko po trochu. Podkreśliłabym jeszcze znaczenie podróży. W czasie wakacji często jeździłam z rodzicami za granicę – do Francji, Anglii, Hiszpanii.

– Jak szkoła przyjęła wiadomość o Twoim debiucie literackim?

 – Raczej obojętnie. Polonistka książkę przeczytała, ale ponieważ od początku gimnazjum chyba mnie nie lubiła – nic się nie odezwała, postawiła tylko szóstkę za aktywność i na tym się skończyło.

– Obecnie jesteś licealistką i podobno czeka na wydanie Twoja kolejna powieść.

– Najpierw w formie książkowej ukażą się moje tłumaczenia tekstów piosenek Beatlesów, mego ulubionego zespołu (zauważyłam, że dostępne tłumaczenia pozostawiają trochę do życzenia – albo się nie rymują, albo nie zachowują właściwego sensu). Natomiast dopiero potem opublikuję kolejną powieść sensacyjną, której akcja rozgrywa się  w świecie show biznesu.

– Nadal piszesz wiersze?

 – Tak, ale już nie satyryczne. Niektóre spożytkowuję jako teksty do komponowanych przez siebie piosenek.

– Wiem, że śpiewasz, grasz na gitarze i fortepianie. Czemu chciałabyś się poświęcić?

– Myślę, że moim prawdziwym powołaniem jest psychologia. To, o czym rozmawialiśmy, traktuję jako hobby.

 

(„Ziemia Łódzka” nr 10/2017)

Koncert w Poddębicach

W kościele p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Poddębicach odbył się interesujący – nie pierwszy już zresztą w tej parafii – koncert muzyki sakralnej. Tym razem ku czci Matki Bożej.

Wystąpiło troje artystów: sopranistka Anna Szoszkiewicz, trębacz Dariusz Czekalski oraz organista Tomasz Mońko. Centralną sekwencją rozpoczętego tuż po wieczornej Mszy św. koncertu była prezentacja kilku muzycznych opracowań Ave Maria – autorstwa Arcadelta, Saint-Saënsa, Gounoda (wszak nie chodzi w tym wypadku o adaptację Preludium Bacha) i Lorenca, a wiec twórców działających w różnych epokach – od renesansu po wiek XX. Nastrojowe i pełne kontemplacyjnego skupienia melodie tych umuzycznionych modlitw (na zmianę – śpiewane i grane na, mającym ciemniejszą barwę, niźli trąbka, flügelhornie) wytworzyły nieomal mistyczny nastrój.

Piękny, szlachetny w barwie głos Szoszkiewicz rozbrzmiewał także m.in. we wzbogaconej brzmieniem trąbki Es arii Seufzer, Tränen, Kummer, Not z Bachowskiej kantaty Ich hatte viel Bekümmernis i w pełnej blasku arii Mio tesoro per te moro A. Scarlattiego, w której notabene wirtuozowskie kontrapunkty realizował efektownie Czekalski na trąbce piccolo. Sopranistka podobała się ponadto w Ode für den Geburtstag der Königin Anna Händla, zaś trębacz w Andante z Sonaty g-moll Telemanna.

We wszystkich wymienionych utworach partię organową realizował sprawnie Tomasz Mońko. Ten wytrawny muzyk solo zagrał Preludium C-dur Bacha i Dic nobis Maria Cabezona, przekonując o niemałych możliwościach wyrazowych poddębickiego instrumentu.

Koncert mógł się odbyć dzięki, wynikającej z umiłowania muzyki, otwartości na tego typu inicjatywy proboszcza parafii, ks. Pawła Sudowskiego, który zresztą w nader kompetentny sposób skomentował post factum cały występ, akcentując jego duchową wymowę.

Radość ofiarowywania siebie innym

Rozmowa z dr Marią Wałęską-Siempińską – filozofem, wolontariuszką opieki hospicyjno-paliatywnej

 

JANUSZ JANYST: – Jak – w największym skrócie – wyglądała Pani droga naukowa i zawodowa?

 MARIA WAŁĘSKA-SIEMPIŃSKA: – W Uniwersytecie Łódzkim ukończyłam najpierw historię. Ponieważ na studiach nie dowiedziałam się pewnych rzeczy, na przykład tego, kto zamordował polskich oficerów w Katyniu, to, aby być bliżej prawdy – jeśli już nie tej konkretnej, historycznej, to przynajmniej ogólnej – postanowiłam studiować filozofię. Po dyplomie pracowałam najpierw w Muzeum Włókiennictwa a potem, już do emerytury, jako wykładowca filozofii, ale także historii medycyny, historii stomatologii, farmacji i wojskowej służby zdrowia, w łódzkiej Akademii Medycznej (później Uniwersytecie Medycznym). W międzyczasie zrobiłam doktorat.

– Jak się domyślam, działem filozofii, który najbardziej Panią interesuje, nie jest ontologia czy epistemologia, lecz antropologia filozoficzna, etyka.

 – Zdecydowanie tak – w szczególności etyka normatywna, mówiąca o tym, jakimi zasadami należy się w życiu kierować i co stanowi wartość najwyższą. Aprobuję w pełni zarówno głoszone przez Jana Pawła II hasło: bardziej być, niż mieć, jak i pogląd Emmanuela Levinasa, określającego nasze bycie jako rozpoznawanie w drugim człowieku kogoś bliskiego. Mając, wynikającą z tego, koncepcję życia, jako nauczyciel akademicki starałam się wpływać w procesie przekazywania studentom określonej wiedzy również na ich postawę etyczną. Propagowałam ideę altruizmu i braterstwa rozumianego jako współdoznawanie, współodczuwanie i dawanie wsparcia człowiekowi cierpiącemu. Koncentrowałam się na relacjach lekarza z pacjentem, który zawsze winien być podmiotem, a nie tylko przedmiotem lekarskiego działania.

– Zmarły niedawno filozof, prof. Bogusław Wolniewicz mówił o sobie, że jest „niewierzącym rzymskim katolikiem” – uważał, że wraz ze śmiercią wszystko się kończy. A jaki jest Pani, jako filozofa, stosunek do religii?

 – Przyjmuję wszystkie prawdy religii katolickiej i jestem osobą par excellence wierzącą. Oczywiście, filozofia pomogła mi ukształtować system wartości, mam tu szczególnie na myśli takich myślicieli, jak św. Augustyn, św. Tomasz, czy reprezentanci chrześcijańskiego egzystencjalizmu oraz personalizmu. Poznanie ich dorobku pomogło mi wyjść poza materializm, poza empirię, w stronę transcendencji. Jako filozof zawsze daleka byłam od pójścia śladem tych, którzy kwestionowali istnienie Boga. Z perspektywy czasu widzę, że Boża Opatrzność kierowała moim życiem – tak właśnie to życie odczytuję dziś w aspekcie zmagań z wszelkimi trudnościami. Swój światopogląd zbudowałam w zgodzie z wiarą. Ale dodam, że wrażliwość na ludzkie cierpienie wyniosłam już z domu rodzinnego, gdzie przez wiele lat opiekowałam się chorą mamą.

– Czym jest dla Pani wolontariat?

 – Wielką wartością i wewnętrznym ubogaceniem poprzez radość wynikającą z ofiarowywania siebie innym. Spełniam w ten sposób pragnienie, aby swój czas ziemski wypełniać najlepiej, jak potrafię. Chorych w domach i szpitalach zaczęłam odwiedzać po ukończeniu kursu opieki paliatywnej w Caritasie. Od początku dawałam potrzebującym z siebie to, co sama najbardziej cenię w sensie duchowym. Towarzysząc chorym podzielam ich problemy i wspieram ich, jak tylko mogę. Gdy zbliża się kres życia pacjenta, wówczas, niestety, jakby na nowo poznaję ograniczony wymiar moich sił oraz możliwości i utrwalam się w pokorze w stosunku do ludzi i do Boga. Jest dla mnie cenne, że doświadczam wdzięczności – uśmiech na twarzy chorego, z którym, wydawałoby się, nie ma już porozumienia, jest niezapomnianym przeżyciem. Od trzech lat chodzę też do „Domu w Łodzi”, w którym przebywają dzieci specjalnej troski. Odwiedzam ponadto świetlicę Szkoły Podstawowej Nr 70, by czytać dzieciom wiersze i bajki.

– Podobno dość regularnie uczestniczy Pani w pieszych pielgrzymkach z Łodzi do Częstochowy.

 – Pierwszy raz pielgrzymowałam na Jasną Górę w wieku 50 lat – to było moje wielkie dziękczynienie dla Matki Bożej. Po paru latach miałam kilkuletnią przerwę związaną z sytuacją rodzinną. W tym roku uczestniczyłam w pielgrzymce po raz trzynasty. Zawsze niosę z sobą intencje – szczególnie dotyczące chorych, którymi się opiekuję w danym roku, także związane z własną rodziną, wnuczętami, ale i tym, by zaczęło w Łodzi funkcjonować stacjonarne hospicjum. Pielgrzymki, będące formą podziękowania za otrzymane od Pana Boga łaski, choć fizycznie dla mnie coraz trudniejsze, dają mi wewnętrzną energię, motywację do realizowania istotnych celów. I jak wracam z jednej, to już zaczynam myśleć o następnej.

– Co stanowi dla Pani odskocznię od wolontariatu?

 – Dawniej kierowałam drużyną harcerską, jeździłam z harcerzami na obozy, prowadziłam ochotnicze hufce pracy – że wymienię tylko niektóre formy aktywności. Obecnie, już od szeregu lat, biorę udział w spektaklach koła teatralnego „Kwadransik” oraz występach chóru „Karolinki” – obie formacje działają przy Ośrodku Kultury Karolew. Pielęgnuję też ogródek przy moim bloku mieszkalnym… 

Historyczne organy na płycie

Ukazała się interesująca płyta z muzyką organową, będąca cegiełką przeznaczoną na zakończenie rekonstrukcji zabytkowych organów w bazylice sulejowskiej. Renesansowe i barokowe kompozycje nagrał na tym instrumencie łódzki organista, Jerzy Goryszewski.

Sulejowskie opactwo cystersów, ufundowane na prawym brzegu Pilicy przez Kazimierza Sprawiedliwego – obecnie zabytek klasy „0” – jest jednym z lepiej zachowanych w Europie, cysterskich założeń obronnych z XIII wieku. Znajdująca się w jego obrębie romańska bazylika przyciąga uwagę m.in. portalem, sklepieniem krzyżowym w nawach (jednym z pierwszych na ziemiach polskich), dwiema rozetami i właśnie organami, obecnie odnawianymi.

Zaznaczyć trzeba, że cystersi mieli w przeszłości własne warsztaty organmistrzowskie – w Oliwie, Pelplinie i innych filiach. Dysponując źródłami zaopatrzenia w cynę i ołów budowali organy o przewadze głosów metalowych. Instrument w Sulejowie pochodzi z połowy XVII wieku. Inicjatorem budowy był opat Stanisław Zaręba a wykonawcą prawdopodobnie Florian Oleski. Za dzieło stolarsko-snycerskiego warsztatu zakonnego uchodzi efektowny, manierystyczno-barokowy prospekt. Od kilku lat, po rozpoczęciu generalnej rekonstrukcji przez łódzką Firmę Szczerbaniak, instrument odzyskuje swe walory brzmieniowe. Na razie ma 16 głosów. Do pełnego zakończenia prac (zakładającego uzupełnienie dyspozycji o tzw. głosy językowe) potrzebne są środki finansowe, o które opactwo zabiega.

Wspomniana, wydana przez Dialog Studio płyta, sprzedawana jest na tenże cel. Zaangażowany w akcję Jerzy Goryszewski to absolwent klasy organów Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej (obecnie Akademii Muzycznej) w Łodzi. Studiował też w Bischöfliche Kirchenmusikschule w Berlinie Zachodnim. Koncertował na krajowych i zagranicznych festiwalach muzycznych, występował w kilku krajach z orkiestrą Filharmonii Łódzkiej, nagrywał dla Wytwórni Filmów Oświatowych. Działa jako animator kultury.

Wśród zarejestrowanych na krążku utworów znalazła się skupiona w nastroju, anonimowa kompozycja polska z Tabulatury klasztoru św. Ducha w Krakowie pt. Przez Twe Święte Zmartwychwstanie (z ok. 1550 roku), uroczysta Toccata avanti la Messa della Madonna Girolamo Frescobaldiego, pełna blasku Toccata g-moll Johanna Pachelbela, kunsztowna w polifonicznej fakturze Fantasia Sopro Primo Tono z fugą Piotra Żelechowskiego (z rękopisu Biblioteki Jagiellońskiej). Goryszewski z pietyzmem traktuje ten muzyczny materiał a jego interpretacje umożliwiają docenienie walorów dźwiękowych historycznego instrumentu.

III Zlot Poetów

W łódzkim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 przy ul. Minerskiej (w gmachu i na terenie przyszkolnym) odbywał się 29. i 30. lipca br. III Zlot Poetów, na który przybyło około sześćdziesięciorga autorów. Reprezentowali różne profesje, do najliczniejszych należała grupa  zajmujących się czynnie poezją nauczycieli, by wymienić na przykład Danutę Dachterę z Piątku, Adriannę Jarosz z Opola, Monikę Mitrowską z Kielc, Marzenę Nowakowską z Bydgoszczy, Jadwigę Tomalkiewicz z Wieruszowa, Joannę Wicherkiewicz z Uniejowa, Jana Szałowskiego z Łodzi.

Impreza od początku, czyli od 2015 roku, organizowana jest pod patronatem Łódzkiego Oddziału Związku Literatów Polskich przez prezesa Oddziału, Małgorzatę Skwarek-Gałęską. Warto wspomnieć, że w pierwotnym założeniu, a więc w fazie projektu, doroczny Zlot miał swym zasięgiem obejmować województwo łódzkie, jednak szybko okazało się, że zainteresowanych imprezą nie brakuje nawet w odległych zakątkach Polski.

W tym roku, przy pięknej pogodzie, twórcy różnych form poetyckich czytali – tak jak i w latach poprzednich – swoje nowe utwory (nierzadko z tomików pachnących jeszcze farbą drukarską), ale wykonywali je też jako poezję śpiewaną z akompaniamentem instrumentalnym. Podobał się  m.in. śpiewający i grający na gitarze łodzianin Ryszard Krauze.

Literaturoznawca i pedagog, dr Hanna Prosnak poprowadziła warsztaty poetyckie, w trakcie których przekazywano sobie indywidualne doświadczenia związane z pisaniem wierszy oraz dyskutowano o problemie komunikatywności (a, niestety, nierzadko jej braku) poezji współczesnej.

Było kilkanaście „poetyckich pojedynków” i turniej jednego wiersza związany tematycznie z Łodzią pt. „Łódzkie impresje”. Wzięły w nim udział 43 osoby. Jury pod przewodnictwem Joanny Rzodkiewicz przyznało Grand Prix Małgorzacie Hrycaj za „Imperatorów” (…jeżeli tu przybędziesz wstrzymasz oddech zapatrzony w relikwie historii). Medal złoty otrzymała Joanna Słodyczka za „Tkaninę z menorą” (nie wszystko można zrekonstruować/ pustka w miejscu płomieni świec), srebrny – Ada Jarosz za „Album” (dziwisz się że tacy młodzi?/ to godziny beztroski i szczęścia), brązowy – Markat Nowacka za „Dzieci z Mielczarskiego” (nie pij mamo/ dobre oczy dozorcy/ na obiad mieliśmy herbatę). Wyróżnieniami uhonorowano Iwonę Owsianą: dwudziesty pierwszy wiek oczyścił powietrze/ woalką jedwabiów okryte wspomnienia („Fabryczna refleksja”), Irenę Tetlak: przejść się Piotrkowską/ i zachłysnąć historią/ kultur wielu („Łódź fabryczna Łódź liryczna”), Joannę Wicherkiewicz : krosna dawno ucichły/ a życie snuje nić pajęczą(„Manufaktura”) i Wojciecha Hübnera: Mamy już swoje ziemie obiecane/ i kwiaty polskie („Dobranoc”).

Z pozostałych, związanych ze Zlotem inicjatyw wymienić można warsztaty fotograficzne – porad wszystkim zainteresowanym udzielał Andrzej Makuch – a także prowadzoną przez Kazimierę Kowalską lekcję malowania… kawą. Atrakcyjnym momentem integrującym twórców stało się, wieczorem pierwszego dnia, ognisko połączone z pieczeniem kiełbasek. Rozmowy wychodziły wówczas często poza krąg spraw ideowych i warsztatowych i miały bardziej prywatny charakter. Natomiast przed końcem imprezy poeci wymieniali się tomikami i adresami. Zamiejscowi udali się potem na spacer po Łodzi (który, być może, stanowić będzie inspirację do napisania kolejnych utworów poświęconych miastu Tuwima).

Ogólnie biorąc – niezadowolonych z udziału w Zlocie nie było, wręcz przeciwnie, wszyscy i tym razem uznali zgrupowanie za niezmiernie udane. Za znakomitą pamiątkę z imprezy uznać należy przygotowany przez organizatorów almanach zawierający wiersze uczestników spotkania.

 

Koncert wśród lilii

W uniejowskiej kolegiacie odbył się koncert poetycki pt. Uniejów i jego święci z udziałem m.in. łódzkiego poety i fraszkopisarza, Witolda Smętkiewicza oraz sopranistki Marty Matuszewskiej, która śpiewała pieśni z akompaniamentem organowym.

Do Uniejowa (pradawnej siedziby arcybiskupów gnieźnieńskich) przyjeżdża, szczególnie w weekendy, wielu turystów zwabionych urodą zamku obronnego z XIV wieku otoczonego dziś malowniczym parkiem, zachęconych zdrowotnymi kąpielami w termach i innymi atrakcjami. Siedem lat temu, z inicjatywy Katarzyny Smętkiewicz (córki poety) i burmistrza Uniejowa, Józefa Kaczmarka, odbył się tam po raz pierwszy Festiwal „Królestwo Lilii”, obejmujący różne wydarzenia związane z historią i sztuką, osadzone w kwietnym entourage’u. Na początku lipca tego roku ta, adresowana do mieszkańców miasta oraz przyjezdnych, impreza miała swoją siódmą edycję, którą notabene współorganizowała pracująca w Urzędzie Miasta Uniejowa Karolina Smętkiewicz (również córka poety).

I tym razem oferta była urozmaicona, uwzględniała m.in. turniej konnych rycerzy, występ śpiewaczek regionalnych, jarmark rękodzieła i wspomniany koncert właśnie. Lilie w pełnym rozkwicie można było oglądać nie tylko na klombach – również wnętrze kolegiaty przystrojone zostało tysiącem dwustu (!) kwiatami, co stworzyło wyjątkową oprawę zarówno dla liturgii, jak i dla koncertu.

Witold Smętkiewicz – emerytowany pracownik Zakładu Nowych Mediów Uniwersytetu Łódzkiego – od dawna pisze wiersze i fraszki poruszające tematykę patriotyczną, religijną, przyrodniczą, miłosną, rodzinną. Ma w dorobku kilka tomików. Wydane też zostały śpiewniki z jego tekstami kolęd i pieśni wielkopostnych a muzyką Mariusza Matuszewskiego – reprezentującego uczelnię muzyczną w Poznaniu autora kantat, oratoriów, utworów instrumentalnych, pieśni i piosenek.

Poeta, będący miłośnikiem Uniejowa, podczas koncertu sam recytował swoje utwory i robił to z aktorskim zacięciem. Z własnej twórczości wybrał m.in. wiersz Ziemio!, zamieszczony w opublikowanym przez Wydawnictwo Biblioteka w 2000 roku zbiorze Z bukietem wierszy moich. Jeden z wersów brzmi: dziękuje, że tu właśnie żyję/ że cenić umiem już zanim utracam. Można było posłuchać wiersza Boże Ciało z dwujęzycznego, polsko-niemieckiego (zawierającego również  lirykę Gerlinde Grossman) tomiku wydanego przez Bibliotekę w 2005 r.: Bóg – to wszechobecna ponadczasowość myśli/ która sama w sobie myślą jest. Były także strofy poświęcone patronowi parafii, św. Florianowi, były Lilie św. Bogumiła, a na specjalne wyróżnienie zasługują zaprezentowane myśli religijne w formie fraszek. Fraszki kojarzą się z tematyką błahą, natomiast Smętkiewicz potrafi nadać im powagę i głębszą wymowę: To Miłosierdzie Boże/ udziela nam tej pociechy/ że nigdy nie jest za późno/ na żal za grzechy. Ogólnie recytowana poezja ujęła pięknem słowa i żarliwością.

Młodą, dopiero rozpoczynającą  swą drogę artystyczną, śpiewaczką jest Marta Matuszewska. Dostała się właśnie na Wydział Wokalno-Aktorski Akademii Muzycznej w Poznaniu, ale już występowała w Anglii i nagrała  płytę z pieśniami i ariami. W kolegiacie zaśpiewała trzy pieśni skomponowane do słów Smętkiewicza przez swego ojca (który akompaniował na organach) – Bramę Miłosierdzia, Kiedy bez Boga oraz Podwyższenie Świętego Krzyża. Jej szlachetny w barwie sopran i spore umiejętności techniczne wzbudziły uznanie słuchaczy. Wykonała ponadto Ave Maria Bacha-Gounoda i wówczas przy organowych manuałach zasiadł stały organista świątyni, Piotr Jeżka, który preludiował też solo. Ogólnie koncert był bardzo udany, co też słuchacze, sądząc po brawach, docenili.

Strona 1 z 4612345...102030...Ostatnia »

Latest Topics

Myślę, że moim powołaniem jest psychologia

Rozmowa z Marią Michalską – szesnastoletnią łodzianką, autorką powieści Cześć Braciszku wydanej przez [Read More]

Koncert w Poddębicach

W kościele p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Poddębicach odbył się interesujący – nie pierwszy już [Read More]

Radość ofiarowywania siebie innym

Rozmowa z dr Marią Wałęską-Siempińską – filozofem, wolontariuszką opieki hospicyjno-paliatywnej   [Read More]

Historyczne organy na płycie

Ukazała się interesująca płyta z muzyką organową, będąca cegiełką przeznaczoną na zakończenie rekonstrukcji [Read More]

III Zlot Poetów

W łódzkim Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 przy ul. Minerskiej (w gmachu i na terenie przyszkolnym) [Read More]

Interesting Sites

    Archives