Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Sunday August 28th 2016

Poezja opiekunką dusz

W Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi odbył się w czerwcu wieczór autorski poety Antoniego Dubieca.

Bohater spotkania jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Przez długie lata działał jako radca prawny. Poezję zaczął tworzyć w wieku dojrzałym. Wydał jedenaście tomików (m.in. Wędrówkę, Rozdroża, Anatomię widzenia, Wiry i zakola, Ścieżkę czasu). Jego wiersze, aforyzmy i fraszki zamieszczane są w wielu antologiach polskiej poezji współczesnej. Publikował też w licznych periodykach, np. w „Odgłosach”, „Odrze”, „Tygodniku Kulturalnym”, „Kulturze”. Jest laureatem wielu ogólnopolskich konkursów literackich, ostatnio otrzymał Nagrodę Literacką im. Klemensa Janickiego.

O Antonim Dubiecu powiedzieć można, iż poezję traktuje nader serio, jako realizację twórczego imperatywu i rodzaj misji, którą ma do wypełnienia. W Modlitwie do poezji napisał: matko piękna/ karmicielko muz/ przed Tobą klękam/ opiekunko dusz/ rzeźbiarko sumienia/ w Tobie mieszka Bóg. Wątki religijne i podteksty metafizyczne często pojawiają się w jego twórczości, gdyż wiara w Boga stanowi istotny składnik jego osobowości oraz światopoglądu. Wiara skądinąd łagodzi gorycz przemijania. Dubiec wykazuje dużą wrażliwość na kwestie moralne. Jego ocena stanu moralnego współczesnego świata i człowieka nie wypada pomyślnie: odebrano godność człowiekowi/ człowiek siebie ukrzyżował/ świat wartości rozwiał/ słabszego wdeptał w ziemię/ przemocą wypełnił przestrzeń chaosu. Wiele zła niosą z sobą relatywizm i ideologia pieniądza: zahipnotyzowani blaskiem złota/ uciekamy od źródeł prawdy.

Autor to uważny i wnikliwy obserwator wydarzeń bieżących. Poruszają go zagadnienia historii i szeroko rozumiane sprawy publiczne. W jednym z aforyzmów skonstatował: Poeta widzi przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w sposób prawdziwy i na tym polega sens przekazu żyjącym i przyszłym pokoleniom. Elementy publicystyczne wkradają się np. do wierszy nawiązujących do zbrodni systemów totalitarnych. Aczkolwiek również wolność – niejedno ma wcielenie, może oznaczać zniewolenie (fraszka Hic et nunc). Jedną z naczelnych wartości jest dla poety umiłowanie ojczystej ziemi, wyrażające się m.in. w podziwie dla polskiego krajobrazu. Zresztą piękno i wzruszenie coraz trudniej odnaleźć gdzie indziej: wiek XX unicestwiał sztukę/ na ołtarze wynosił/ banał.

Pisarstwo Antoniego Dubieca, wiernego uniwersalnym, tradycyjnym wartościom, przesiąknięte jest w dużym stopniu historiozoficznym pesymizmem. Będący mętną rzeką wiek XX odpłynął, lecz nie zanosi się na to, aby obecne stulecie miało przynieść katharsis. Pogodna nuta dźwięczy natomiast w erotykach, bo i dla nich znalazło się miejsce w dorobku poety. Mądre, pozbawione jakiejkolwiek pretensjonalności językowej, a dzięki temu w pełni komunikatywne wiersze Dubieca warto polecić czytelnikom.

Wspomniane spotkanie poetyckie uświetnione zostało występem skrzypaczki Edyty Wasilewskiej, poezje recytowali Marta Wiśniewska i Mateusz Czwartosz.

140 lat śpiewania

W Muzeum Miasta Łodzi odbył się koncert z okazji 140-lecia Stowarzyszenia Śpiewaczego Echo, najstarszego polskiego chóru „Ziemi Obiecanej”. Zespół ten, założony pod nazwą właśnie Chóru Polskiego 11. lutego 1876 roku przy łódzkim Kościele Podwyższenia Św. Krzyża, pierwotnie był chórem męskim.

Warto wspomnieć, że w rozrastającej się w zawrotnym tempie Łodzi rozwinięty był już wtedy przemysł włókienniczy a życie kulturalne, w tym muzyczne, nabierało kolorów. Połączenie miasta w 1866 roku z warszawsko-wiedeńską linią kolejową ułatwiało przyjazd artystów na występy gościnne. W drugiej połowie stulecia funkcjonowało kolejno kilka orkiestr (pierwsza z nich, kilkunastoosobowa, zwana Towarzystwem Muzykalnym, grała już nawet w 1842 roku, a więc wówczas, gdy Łódź liczyła dopiero ok. 15 tysięcy mieszkańców, wśród których Niemcy mieli liczebną przewagę). Sporo działało chórów niemieckich – w 1846 roku utworzony został Lodzer Männer-Gesang-Verein, następnymi były Concordia, Hoffnung, Anker, Schiller, Tugend, Grüner Hain, Philadelphia, Eunomia, Boliwia, Freunds des Gesanges, Eufonia, Fidelitaz, Mercur, Odeon, a także kościelne – Cäciliengesangverein, Kirche-Gesang-Verein, Sankt Trinitatis.

Jeśli chodzi o chóry rodzime, to dziesięć lat po Chórze Polskim zawiązano Towarzystwo Śpiewu Kościelnego przy świątyni Wniebowzięcia NMP a następnie męski chór sumowy kościoła św. Józefa. W latach dziewięćdziesiątych utworzono Chór Różańcowy Arfa przy kościele św. Krzyża, Towarzystwo Śpiewacze Lutnia i Rzemieślnicze Towarzystwo Śpiewu Chóralnego Lira. Powstawało Łódzkie Towarzystwo Muzyczne, rodziło się szkolnictwo związane z Polihymnią. Czesław Janowski inicjował pracę ponad stuosobowego zespołu operowego nazwanego Operą Łódzką…

Chór Polski zmienił nazwę na Echo w 1925 roku równocześnie z rejestracją w Urzędzie Wojewódzkim i zatwierdzeniem statutu. W okresie międzywojennym formacja zaczęła zdobywać najwyższe laury na ogólnopolskich konkursach – w Warszawie, Kaliszu, Włocławku i mieście rodzinnym. Podczas II wojny światowej okupant zajął lokal, zniszczył dobytek. Udało się wszakże uratować sztandar i nuty. Niektórych chórzystów wywieziono do obozów koncentracyjnych, skąd już nie powrócili. Ale po wojnie zespół odrodził się. Przystąpiono znów do systematycznej i intensywnej pracy. W 1959 roku przy Stowarzyszeniu zawiązał się chór chłopięcy. Kolejne dekady przyniosły wiele nagród, wyróżnień, odznaczeń (ze Złotą Odznaką Honorową Rady Naczelnej Towarzystw Śpiewaczych i Muzycznych oraz dwukrotnie przyznaną Honorową Odznaką Miasta Łodzi włącznie). Chór brał udział w rozmaitych festiwalach, uczestniczył także w teatralnych spektaklach dramatycznych i filmach (np. Śmierci prezydenta Kawalerowicza), występował za granicą. W 1981 roku nastąpiła istotna zmiana, Echo zaczęło działać jako żeński chór esperancki. Konsekwencją stał się udział w ogólnopolskim przeglądzie esperanckiego ruchu artystycznego, w światowych kongresach esperantystów w Budapeszcie, Lwowie, Popradzie i Warszawie, spotkaniach chórów esperanckich w Pisanicy w Bułgarii. Potem, zachowując skład żeński (obecnie jest on 26-osobowy), zespół powrócił do uniwersalnej formuły w kształtowaniu repertuaru, włączając do niego nawet pieśni japońskie wykonywane w języku oryginalnym m.in. podczas Tygodnia Kultury Japońskiej w Łodzi. Echo śpiewało na audiencji u Jana Pawła II w Rzymie (1996), do ważniejszych momentów należały też występy w trakcie kilku edycji Festiwalu Dialogu Czterech Kultur. Chórzystki nagrały ponadto płytę.

Wieloletnim prezesem Stowarzyszenia jest Elżbieta Klimowicz. W nawiązaniu do jubileuszu powiedziała: – problemem jest dla nas brak młodych chórzystek, które chciałyby kontynuować piękną tradycję Stowarzyszenia. Trochę martwię się o to, co będzie np. za dziesięć lat. Ale na razie cieszymy się z bieżących sukcesów i poszerzamy repertuar. Trzeba podkreślić, że znakomicie układa się współpraca z naszą dyrygentką.

Chórmistrzynią od szesnastu lat jest Ewelina Bień, absolwentka Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów, notabene córka jednego z poprzednich dyrygentów zespołu, Jana Kondratowicza. Na wspomniany koncert jubileuszowy przygotowała wraz z chórzystkami program obejmujący utwory polskie i obce z różnych epok – od Gaude Mater Polonia, Psalmu 64. Mikołaja Gomółki po Ave Maria Wawiłowa, Kyrie Jańczaka oraz piosenki Okudżawy i Turnaua. W sposób interpretacyjnie dopracowany wykonano też m.in. kilka polskich pieśni ludowych. Najdłużej śpiewające w Echu panie otrzymały z rąk Przemysława Hachorkiewicza odznaczenia Polskiego Związku Chórów i Orkiestr.

Szukanie prawdy w sobie

Stowarzyszenie Literackie im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego wydało ostatnio „Przemiany” – tomik wierszy Bogusława Bujały, łódzkiego poety związanego z tymże stowarzyszeniem, założonym w 1990 roku z inicjatywy Joanny Ślósarskiej w celu promowania młodych twórców.

Bogusław Bujała nie był do tej pory poetą zbytnio eksponowanym w prasie, choć opublikował już wcześniej kilka tomików (Nieodpowiedzialnych i postronnych, Sznurowadła i nożyczki, Krystynę oraz nominowaną do nagrody Silesiusa Magdę). O sobie mówi, że na ukształtowanie się jego osobowości istotny wpływ w równym stopniu miała przepełniona miłością atmosfera domu rodzinnego, co rozmaite, okazjonalnie wykonywane zawody (od pomocnika murarza, pielęgniarza psychiatrycznego po tłumacza z języka migowego czy też pilota wycieczek zagranicznych).

Zbiorek Przemiany zawiera 45 utworów poetyckich utrzymanych w konwencji wiersza wolnego. Są te utwory zróżnicowane formalnie, w kilku wypadkach grawitują w stronę prozy poetyckiej i dotykają różnych aspektów kondycji ludzkiej. Autor, zawieszony między przeszłością – bardzo dla niego ważną (bo też ona żywi) – a czasem przyszłym i jeszcze bardziej przyszłym (który nasuwa także pytanie ostateczne o to, jak będzie w tej mokrej ziemi), wplata w ogólną narrację wątki autobiograficzne sięgające nawet czasów szkolnych. Poezja ma więc charakter na wskroś osobisty, ale odnaleźć w niej też można nawiązania do istotnych dla kultury postaci (Zbigniew Herbert) i wydarzeń historycznych, w szczególności okresu Solidarności, gdy prawda i kłamstwo stały się wyraziste jak nigdy. Bujała wie, co to stan samotności, pisze o docieraniu do dna duszy. Potrafi tym bardziej docenić momenty szczęścia, które przez chwilę wydobywa nas z ciemności. Domem i ocaleniem może być kobieta, liczą się przyjaźnie. Gdy większość rzeczy jest pozorna prawdy szuka się w sobie. Na życie składa się również flirt z przyrodą, banalne z pozoru zajęcia w ogrodzie, cennym doświadczeniem staje się ratowanie od śmierci młodziutkiego jeża. Zaś ze słońcem wlewa się w nas wdzięczność i pokora – uczucia fundamentalne, religijne.

Lektura starannie skądinąd wydanego tomiku wymaga od czytelnika skupienia i spokojnego namysłu sprzyjającego współtworzeniu znaczeń. Bujała nie posługuje się stereotypowymi strukturami pojęciowymi, nie odwołuje się do ogranej symboliki i jakichś wytartych skojarzeń. Daleki od deklaratywności, w subtelny sposób sugeruje głębsze niejednokrotnie sensy.

Powołania w doczesności są różne

Rozmowa z JACKIEM RZĄDKOWSKIM – organistą kościoła św. Anny w Łodzi, kompozytorem, teologiem i …taternikiem

JANUSZ JANYST: – Po uzyskaniu magisterium w Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie ukończył Pan doktoranckie studia z teologii w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Czym, jako osoba świecka, kierował się Pan podejmując taką decyzję?

JACEK RZĄDKOWSKI: – Przede wszystkim głębokimi zainteresowaniami. Teologia nie jest dla mnie tylko jedną z dziedzin nauki, lecz uporządkowanym sposobem mówienia i pisania o własnej wierze. Fascynuje mnie teologia liturgii i sama liturgia. Ta właśnie dziedzina, a konkretnie analiza prawodawstwa dotyczącego muzyki liturgicznej, stanowiła przedmiot moich badań. Po ogłoszeniu przez Benedykta XVI Motu proprio Summorum pontificum zaistniała konieczność dokładniejszych badań nad dokumentami dotyczącymi starszej formy rytu rzymskiego, obecnie zwanej nadzwyczajną. Do tej pory dokumenty te były badane z tego względu, że w dziedzinie muzyki liturgicznej aż tak dużo się nie zmieniło, wiele wskazań świętego obecnie Piusa X z 1902 r. wciąż pozostaje aktualnych i zresztą całe prawodawstwo, aż po dzień dzisiejszy, regularnie się do nich odwołuje. Obecnie, dla szerzej dostępnej liturgii w formie nadzwyczajnej badania takie mają walor nie tylko teoretyczny, ale są konieczne dla praktyki liturgicznej. Niestety, względy finansowe uniemożliwiły mi ukończenie i obronę doktoratu, ale sama kontynuacja studiów i uzyskanie tzw. licencjatu kanonicznego z teologii jest niewątpliwie krokiem naprzód w drodze rozwoju intelektualnego i duchowego. Być może kiedyś zaistnieją warunki dla sfinalizowania tego projektu.

– Jak traktuje Pan swą pracę organisty w kościele św. Anny – może jako życiowe powołanie?

 – Dla chrześcijanina najważniejszym powołaniem jest świętość, realizowana codziennie jako świadectwo wobec innych ludzi, przede wszystkim jednak w wymiarze eschatologicznym. Jej przedsmak stanowi Liturgia Kościoła (o ile jest sprawowana godnie i w atmosferze piękna, którą winna współtworzyć sztuka sakralna, w tym muzyka). Życiowe powołania w doczesności są różne, zapewne mógłbym się realizować w jakichś innych dziedzinach. Pracując od dłuższego czasu jako organista znajduję ogromną satysfakcję z możliwości grania na wielu ciekawych instrumentach. Dziś internet i inne środki komunikacji powodują, że w środowisku muzycznym ludzie się znają i nawiązują koleżeńskie relacje znacznie częściej, niż przed laty. Każdy, kto ma w tej dziedzinie coś do zaprezentowania, bardzo szybko staje się osobą powszechnie znaną, rodzą się więzi koleżeńskie i przyjaźnie, poznaje się wielu fascynujących ludzi i ciekawe instrumenty. Stanowi to inspirację do stałego rozwijania umiejętności. A że moja działalność odbierana jest życzliwie, mam poczucie, iż pomagając innym zbliżać się do Boga w liturgii, realizuję podstawowe powołanie chrześcijańskie do świętości.

– Zajmuje się Pan równocześnie kompozycją i to z dobrym skutkiem, o czym świadczą choćby nagrody na konkursach kompozytorskich.

– Muszę zdradzić, że jako muzyk jestem właściwie samoukiem. Ci, którzy parają się jakąkolwiek sztuką wiedzą, że zorganizowany system nauczania jest wprawdzie pomocą, ale indywidualną osobowość twórczą każdy i tak kształtuje na drodze samodzielnych poszukiwań i pracy własnej. Szymanowskiemu przypisuje się twierdzenie, iż ludzie dzielą się na samouków i nieuków. Wypowiedź ta, jakkolwiek wydaje się dość dosadna, ma w sobie wiele racji. Iluż co roku wychodzi z uczelni muzycznych absolwentów kompozycji, którzy poza ćwiczeniami i utworami pisanymi dla zaliczenia kolejnych etapów studiów, nie piszą potem wcale. Kompozycja jest jedną z dziedzin, w których amatorzy mogą stawać w szranki z profesjonalistami. Niektóre konkursy nie stwarzają żadnych ograniczeń wobec autorów, utwory zgłasza się anonimowo. Łatwo można więc poddać ocenie własne próby komponowania. W 1997 roku na Ogólnopolskim Konkursie w Opolu zorganizowanym z okazji 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego mój utwór Ave verum na chór mieszany zdobył I nagrodę. W roku 2006 jury Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego w Mikołowie przyznało mi II nagrodę za Canticum paschale na chór i organy. Z kolei mój Brewiarz na baryton solo i orkiestrę smyczkową do słów Herberta został zauważony na toruńskim konkursie z okazji Roku Herbertowskiego – nagrody wprawdzie nie było, ale kompozycję wykonano w etapie finałowym. Piszę też na organy, w maju 2005 roku Michał Markuszewski wykonał na koncercie w kościele św. Teresy moją Sonatę Claromontana – jest moim marzeniem, by utwór ten został wykonany i zarejestrowany na wielkim instrumencie Truszczyńskiego w bazylice jasnogórskiej, który to instrument był zresztą jednym ze źródeł inspiracji. Organy te przez wiele lat były zaniedbane i miały też szereg ograniczeń technicznych. Kilka lat temu przeszły gruntowną przebudowę i generalny remont, w miejsce kilku tylko wolnych kombinacji został zainstalowany elektroniczny system registracji umożliwiający zapamiętanie 512 kombinacji głosów. Aktualnie są więc warunki do zaprezentowania tego utworu. Jan Mroczek wspominał mi nawet o projekcie nagrania płyty ze współczesną muzyką organową dedykowaną Jasnej Górze. Wbrew pozorom jest całkiem sporo tego materiału. Sama Bogurodzica stanowiła inspirację dla wielu kompozytorów: m. in. Sawy, Rączkowskiego, czy wreszcie Nowowiejskiego, który napisał na jej motywach swoją IX Symfonię organową. Dzieło to w wersji na organy, oktet dęty i kotły, było prezentowane podczas tegorocznej ogólnopolskiej pielgrzymki muzyków kościelnych. Partię organów wykonał Jerzy Kukla, któremu instrument ten zresztą zawdzięcza intonację, a więc ostateczny kształt brzmieniowy po remoncie, ów wszechstronny muzyk jest też bowiem organmistrzem. Jurek ostatnio zainteresował się moją sonatą, niewykluczone, że ją zaprezentuje… Sprawa płyty, to z jednej strony kwestia zainteresowania tym projektem paulinów, z drugiej znalezienia jakiejś instytucji czy osoby, która wyłożyłaby pieniądze na realizację nagrania i wydanie. Przy ilości pielgrzymów przybywających na Jasną Górę dałoby się w krótkim czasie, poprzez liczne stoiska z pamiątkami rozprowadzić całkiem spory nakład, zwłaszcza gdy cena byłaby przystępna. Pieniądze szybko mogłyby się zwrócić.

 – Pańskie plany twórcze?

– Odpowiedzieć precyzyjnie nie mogę, gdyż w tej materii działam niesystematycznie. Gdy dostanę impuls w postaci frapującego tekstu, lub gdy pojawi się pomysł na fragment utworu, zaczynam pracować intensywnie i w stosunkowo krótkim czasie powstaje gotowa kompozycja (wielką pomocą jest dziś komputer: zapis można na bieżąco korygować, odsłuchać z programu do edycji nut itp.). Istotnym źródłem inspiracji jest dla mnie chorał gregoriański. Z kolei bywa, że całymi miesiącami pochłaniają mnie inne obowiązki i wówczas nie piszę nic. Do intensywnej pracy w tej dziedzinie wiele okoliczności zniechęca. Przede wszystkim fakt, że nikłe jest zainteresowanie dla tworzonej obecnie muzyki. Utwór, który zdobędzie nagrodę na konkursie, zwykle jest wykonany raz, a jeśli samemu nie zadba się o nagranie, to czasem nie ma nawet takiej pamiątki i dokumentacji. Zamówienia zdarzają się rzadko i nie zawsze są związane z jakąś gratyfikacją. W takiej sytuacji pisanie „dla sportu” do szuflady, bez większych szans na wykonanie czy popularyzację i bez szans na wynagrodzenie, wydaje się pracą bezcelową. Nieco pocieszające jest, że swoistej promocji tego, co się tworzy, można dokonać w internecie. Mam swój profil na stronie projektu IMSLP i tam publikuję w formacie PDF swoje partytury. Pobrania tych materiałów się zdarzają, więc może gdzieś na świecie ktoś to gra (?)

– Zdaje się, że inspiracji szuka Pan często w przyrodzie.

 – Moją wielką miłością są góry, od 23. lat uprawiam wspinaczkę. Specyfika pracy w kościele i krótkie, kilkudniowe urlopy pozwalały mi parę razy w roku wyjeżdżać jedynie w Tatry, bywam też w skałkach jurajskich. Obecnie brak dostatecznych środków finansowych powoduje, że niedługo o tej swojej pasji będę mógł chyba mówić w czasie przeszłym… Brak regularnego treningu nie pozwala na wielkie wyczyny, ale nawet pokonywanie tras wyznaczających ongiś początek nowych epok taternictwa, czy opisanych w literaturze legendarnych ścian (np. ściany Zamarłej Turni) daje wiele radości. Inna rzecz, że powoli odczuwam już ograniczenia związane z wiekiem. Podziwiam Kolegów, którzy mając ku temu większe predyspozycje, ale i pracując w górach jako ratownicy czy przewodnicy, a więc mając regularny trening, są w stanie wspinać się jeszcze w wieku 60 czy nawet 70 lat. Góry to nie tylko miejsce szczególnego objawiania przez Boga prawdy o wiekuistym pięknie Stwórcy, nie tylko miejsce zmagania się ze słabościami. Góry dają możliwość poznania wielu fascynujących ludzi, często wybitnych specjalistów w swoich dziedzinach i osób o bardzo oryginalnych sposobach na życie. Oczywiście, przeżycia górskie są dla mnie istotnym źródłem inspiracji (mam na myśli szczególne stany ducha, które w Tatrach stają się moim udziałem). Wyjątkiem jest napisana jesienią 2007 roku Mała fantazja podhalańska na orkiestrę smyczkową – inspirowana wprost folklorem góralskim, a poświęcona pamięci Petra Ebena, znakomitego kompozytora czeskiego, który zmarł akurat, gdy kończyłem pracę nad utworem. Pracowałem też kilka lat społecznie na rzecz ludzi gór w zarządzie Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.

Spotkanie z poetką

Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi była miejscem spotkania z poetką Małgorzata Skwarek-Gałęską z okazji 35-lecia jej debiutu prasowego.
Skwarek-Gałęska jest łodzianką, z wykształcenia bibliotekarką. Pracuje jako kierowniczka filii bibliotecznej. Prowadzi dwa Dyskusyjne Kluby Książki. Organizuje wieczory poetyckie pod nazwą Katamaranu Literackiego oraz Stolika Poetyckiego (stanowią one realizację jej własnych projektów). Współpracuje ze Stowarzyszeniem „Obszary Kultury”, Fundacją „Surei No Mon”, Klubem Yakumo-goto, także ze szkołami, przedszkolami, bibliotekami, domami kultury i grupami literackimi. Od ubiegłego roku pełni funkcję prezesa Łódzkiego Oddziału Związku Literatów Polskich. 35 lat temu publikowała w „Naszym Życiu” i „Odgłosach”, później w innych periodykach. Ma w dorobku kilkanaście tomików poetyckich (np. Mosty bez poręczy, Rozsypankę, BALET nice, Szkice na jednym skrzydle), jest ponadto współautorką wydawnictw zbiorowych. Otrzymała liczne nagrody i wyróżnienia.
Spotkanie, prowadzone przez kolegę po piórze, Dariusza Staniszewskiego, rozpoczęło się rozmową, w której poetka mówiła o swej drodze twórczej, o zainteresowaniach, pasjach, literackich upodobaniach i inspiracjach. Czytała także własne wiersze, zarówno dawniejsze, jak i całkiem nowe. Część utworów poetyckich interpretowała Ewa Karaśkiewicz. Liryka Skwarek-Gałęskiej jest na wskroś osobista i silnie emocjonalna. Często odnosi się jednak do uniwersalnych problemów egzystencjalnych.
Wieczór wzbogacony został występami artystycznymi. Piosenki poetyckie, głównie z tekstami bohaterki spotkania, śpiewali – Eliza Anna Hanisch, Agnieszka Wasiak, Paweł Ciesielski i Ryszard Krauze.
Wojewódzka Biblioteka Publiczna poświęciła Małgorzacie Skwarek-Gałęskiej osobny numer BIBiK-u, czyli „Biuletynu Informacji Bibliotecznych i Kulturalnych”, w którym znaleźć można jej wybrane wiersze, bibliografię, szczegółowe informacje o animatorskiej działalności poetki a także kilka recenzji jej tomików. Z kolei grupa przyjaciół przygotowała okolicznościowy zeszyt poetycki pt. Tańcowała Małgorzatka z… poetami, zawierający fraszki i drobne wierszyki. Te wydawnictwa to również dowody sympatii, jaką cieszy się w środowisku Jubilatka… Sam na omawianą okazję „popełniłem” następujące limeryki:

Skwarek-Gałęska Małgorzata
umiejętnie w życiu przeplata
różne formy aktywności
Niemało daje radości
przyjaciołom z poezji świata

 
Gałęskiej katamarany
są OK. Rozczarowany
nikt nie jest, kto przybieży
Całusów się należy
jej moc. (Nie mówiąc o… money)

Dziesięciolecie koncertów w Archikatedrze

W Archikatedrze Łódzkiej pw.  św.Stanisława Kostki dwa razy w roku odbywają się Dni Muzyki Organowej i Kameralnej. Wiosenna, kwietniowa edycja tej – cieszącej się dużym uznaniem i zainteresowaniem melomanów – imprezy łączyła się z jubileuszem jej dziesięciolecia.
Każda odsłona festiwalu – wiosenna bądź też jesienna – obejmuje cztery spotkania z Polihymnią. Słuchać można recitali organowych (a ściśle biorąc jest również okazja te występy oglądać dzięki zastosowaniu za każdym razem telebimu pokazującego z bliska organistę), ponadto wszystkie edycje mają w programie koncert zespołu instrumentalnego, chóru lub orkiestry kameralnej. W trakcie minionej dekady odbyło się osiemdziesiąt muzycznych wieczorów wypełnionych grą i śpiewem znakomitych solistów, kameralistów i chórzystów z kraju oraz zagranicy. Produkcje te opatrzone były – co warto też odnotować – profesjonalną konferansjerką Elżbiety Stępnik i Witolda Paprockiego.
Kierownik artystyczny imprezy, Jakub Garbacz (pierwszy organista Archikatedry) powiedział: – Przez dziesięć lat został zaprezentowany bardzo szeroki i zróżnicowany repertuar – od średniowiecznej monodii wokalnej przez kompozycje renesansowe, monumentalne nierzadko dzieła epoki baroku, klasycyzmu i romantyzmu, aż po utwory współczesne, nie wyłączając także efektownych improwizacji. Zabrzmiały zarówno utwory znane i cenione przesz szerokie grono słuchaczy, jak i pozycje adresowane do muzycznych koneserów. Założeniem był bowiem taki dobór repertuaru, aby każdy mógł w nim znaleźć coś, co go zachwyci, co pozwoli intensywnie przeżywać piękno muzyki. Mam nadzieje, że podobnie będzie w przyszłości.
O tym, że festiwal będzie kontynuowany, zapewniał, witając publiczność finałowego wieczoru jubileuszowych „Dni”, ks. prałat Ireneusz Kulesza, proboszcz Parafii Archidiecezjalnej. Dał do zrozumienia, iż nie wyobraża sobie, by festiwalu mogło kiedykolwiek nie być.
Jubileuszową dwudziestą edycję zorganizowało wespół z Parafią Archikatedralną Centrum Idei ku Wielokulturowości. Współorganizatorem tradycyjnie była Fundacja Carpe Diem, kierowana przez Joannę Przybył, wspierająca notabene także i inne, poza festiwalem, inicjatywy kulturalne związane z Archikatedrą. Honorowy patronat nad XX Dniami Muzyki Organowej i Kameralnej objęli ks. abp Marek Jędraszewski, Metropolita Łódzki, Witold Stępień – Marszałek Województwa Łódzkiego oraz Hanna Zdanowska – Prezydent Miasta Łodzi.
Odbyły się trzy, naprawdę świetne, recitale organowe – Étienne Walhaina z Belgii a także dwóch rodzimych wirtuozów: Romana Peruckiego i Juliana Gembalskiego. Zaś na finał przewidziany został koncert muzyki Fryderyka Chopina w wykonaniu pianisty Pawła Kowalskiego oraz (obchodzącej nie tak dawno 25-lecie) orkiestry Polish Camerata pod dyr. Marka Głowackiego. Zaprezentowane zostały – Koncert fortepianowy e-moll op. 11 oraz Fantazja na tematy polskie A-dur op. 13. Pianista oczarował błyskotliwością techniczną interpretacji i wyważeniem muzycznych emocji, orkiestra z z zaawansowaną dyscypliną zespołowego muzykowania współtworzyła dźwiękową narrację. Wypełniająca po brzegi wnętrze świątyni publiczność zmusiła artystów do bisu.
Gratulując organizatorom „Dni” cennej inicjatywy kulturalnej, wzbogacającej łódzkie życie artystyczne, wypada życzyć udanych realizacji koncertów w przyszłości.

Strona 1 z 4012345...102030...Ostatnia »

Latest Topics

Poezja opiekunką dusz

W Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi odbył się w czerwcu wieczór [Read More]

140 lat śpiewania

W Muzeum Miasta Łodzi odbył się koncert z okazji 140-lecia Stowarzyszenia Śpiewaczego Echo, najstarszego polskiego [Read More]

Szukanie prawdy w sobie

Stowarzyszenie Literackie im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego wydało ostatnio „Przemiany” – tomik wierszy [Read More]

Powołania w doczesności są różne

Rozmowa z JACKIEM RZĄDKOWSKIM – organistą kościoła św. Anny w Łodzi, kompozytorem, teologiem i [Read More]

Spotkanie z poetką

Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi była miejscem spotkania z poetką [Read More]

Interesting Sites

    Archives