Czyli ot, taki sobie, prowadzony niesystematycznie, notatnik (kulturalny)
Wednesday November 21st 2018

Niżyński na DVD

Fundacja Kamila Maćkowiaka przygotowała dla teatromanów nie lada gratkę. Monodram Niżyński, uważany przez niektórych za spektakl kultowy, znalazł się na DVD i jest w tej postaci dostępny dla zainteresowanych.

 Będący synem polskich tancerzy – Tomasza i Eleonory z d. Bereda a urodzony w 1889 roku w Kijowie, Wacław Fomicz Niżyński to jeden z najznakomitszych artystów minionego stulecia. Wielkim talentem wyróżniał się już jako uczeń carskiej szkoły baletowej w Sankt Petersburgu. W 1905 roku zadebiutował w szkolnym przedstawieniu, po trzech sezonach był solistą Teatru Maryjskiego. Niebawem został pierwszym tancerzem a od 1912 również choreografem Ballets Russes Siergieja Diagilewa (który stał się też jego życiowym partnerem). Wszakże po ślubie Wacława z węgierską tancerką Romolą de Pulsky zazdrosny Diagilew zwolnił go z zespołu. Solista powrócił jeszcze do Ballets Russes, lecz po występach w Ameryce Południowej zakończył bogatą karierę artystyczną z powodu załamania nerwowego. Ostatnie 30 lat życia, chory na schizofrenię, spędził głównie w szpitalach. Zmarł w 1950 roku Londynie.

Niżyńskiego uważa się za najwybitniejszego tancerza XX wieku, nieledwie geniusza baletu, dzięki któremu rozwinął się m.in. męski taniec solowy. Ceniony był za perfekcyjną technikę, lekkość ruchu, wysokość zatrzymywanych jak gdyby w powietrzu skoków. Zarazem za pełną wyrazu grę aktorską opartą na dogłębnej analizie psychologicznej postaci. Marie Françoise Christout podkreślała nadzwyczajną zdolność do stawania się tańczoną postacią, siłę oddziaływania i zasoby energii. Paul Claudel uznał, że nie istniał najmniejszy nawet jego gest, który nie byłby doskonały. Auguste Rodin zwracał m.in. uwagę na harmonię w mimice i fizycznej ekspresji.

Wybitny tancerz przyczynił się zarazem do rozwoju nowoczesnej choreografii. W kilku zrealizowanych dla Ballets Russes pracach choreograficznych wprowadził nowe, błyskotliwe rozwiązania układów tanecznych, oryginalne, odpowiednie do tematyki przedstawień, systemy ruchowe (np. w Święcie wiosny, w którym zobrazował pogański rytuał). Anya Peterson Royce napisała w Antropologii sztuk widowiskowych, że gdyby dzieło jego mogło być dokończone – zmieniłoby historię tańca w XX wieku.

Według tejże autorki „Niżyński był jedną z najbardziej kłopotliwych, zdumiewających i tragicznych postaci tanecznego świata”. Być może najlepszym przewodnikiem pozwalającym poznać go jako człowieka jest jego, zwierający intymne wyznania, a napisany w ciągu sześciu tygodni 1919 roku, tuż po zakończeniu kariery, Dziennik. Ten właśnie przejmujący tekst stał się podstawą dwugodzinnego monodramu przygotowanego w 2005 roku przez Kamila Maćkowiaka, dawniej aktora Teatru Jaracza w Łodzi, współpracownika scen warszawskich, dziś prezesa Zarządu Fundacji Kamila Maćkowiaka. Wyreżyserowanemu przez Waldemara Zawodzińskiego (z jego też scenografią) spektaklowi, „z powodu mrocznego klimatu” nie wróżono w momencie powstawania długiego żywota, jednakże spotkał się on z ogromnym zainteresowaniem widzów. Grany był ponad trzysta razy, zdobył wiele nagród na polskich i zagranicznych festiwalach. Maćkowiak powrócił do monodramu po prawie dekadzie. Zaś w 2018 roku spektakl wydany został, w starannie przygotowanej formie edytorskiej, na DVD.

Rejestracja ta powinna ucieszyć każdego teatromana. Ci, którzy pamiętają premierę, zauważą zmianę, jaka się dokonała. Aktor – co oczywiste – nie jest taki, jak w pierwotnej, udanej skądinąd prezentacji. Wiekiem zbliżył się do wieku Niżyńskiego z okresu powstawania Dziennika. Bez wątpienia aktorska kreacja została wyrazowo pogłębiona, i to do tego stopnia, że można mówić o całkowitym zespoleniu się z dotkniętym chorobą bohaterem, zwierzającym się w zmieniających się stanach psychicznych z popełnionych grzeszków, trudnych relacji z Diagilewem, żoną i jej rodziną, z lęku przed życiem i pragnienia powrotu na scenę. Maćkowiak daje koncert gry aktorskiej – o ile słowo to jest w danym kontekście na miejscu. Poprzez bogate środki wyrazu – od szeptu po krzyk, od euforii po bełkot chorego, wreszcie poprzez dozowany stopniowo taniec (a jest tancerzem profesjonalnie wykształconym i tańczy według własnej choreografii), w pełni uwiarygodnia postać słynnego artysty.

Rejestracja jest dobra pod względem technicznym, niepotrzebne wydają się może tylko zmiany punktu widzenia kamery, jak też planu, podczas sekwencji baletowych (co trochę przeszkadza).

Fundację warto zachęcić do kontynuacji tej edytorskiej inicjatywy.

Diariusz Dariusza

Całkiem niedawno wpadł mi w ręce zbiór wierszy Dariusza Wolniakowskiego pod niepozbawionym dowcipu tytułem Diariusz Dariusza. W czasach, gdy tomiki niektórych współczesnych poetów sprawiają wrażenie „pisania o niczym”, rzeczony zbiór stanowi pustosłowia zaprzeczenie.

I jeśliby przyjąć tezę, że pustosłowie bywa w jakimś stopniu wynikiem jałowego życia, to w wypadku Dariusza Wolniakowskiego mamy do czynienia z czymś odwrotnym. Autor Diariusza – absolwent geografii Uniwersytetu Łódzkiego – już jako student zaangażowany był w sprawy publiczne, artystyczne, w literaturę. Organizował wieczorki poetyckie, wystawy, w roku 1980 założył kabaret studencki, potem satyryczne pismo „Mały Strajkowicz”. Niezależnie od różnych obowiązków zawodowych w 2005 r. utworzył Stowarzyszenie Osób Poszkodowanych Przez Wymiar Sprawiedliwości „LEX” z siedzibą w Łodzi, jest też współzałożycielem Federacji Stowarzyszeń Patriotycznych, Obywatelskiego Komitetu Poszanowania Praworządności, członkiem Stowarzyszenia „Ruch Przełomu Narodowego” i łódzkiego klubu „Gazety Polskiej”. Działa jako prelegent podejmujący tematy z zakresu historii najnowszej (Polskie Państwo Podziemne, Żołnierze Niezłomni), organizuje spotkania z politykami. No i pisze wiersze, których sporą część, w postaci intymnej liryki, adresuje (przynajmniej na razie) jedynie do kręgu przyjaciół.

Natomiast wiersze określane mianem społecznych, upublicznia. Odnoszą się one do różnych aspektów rzeczywistości, w tym do kwestii tak fundamentalnych, jak prawda, poszanowanie wartości, zachowanie tożsamości. Autor przeciwstawia się w ten sposób destrukcyjnym treściom, które manipulatorzy sączą powolutku, powoli/ zmieniają Ci w mózgu dyski. Nawet utwory pisane dawniej brzmieć mogą bardzo aktualnie (Rozejrzyj się dookoła/ to nieprzyjaciel wewnętrzny). Skonstatować można włączenie się w poniekąd dyskurs o wymiarze sprawiedliwości (Polska Temida, nie dość, że ślepa, to jeszcze głucha!). Krytyczne spojrzenie sięga poczynań niektórych artystów (co oferujecie, moi mili: obrazę religii? Uczuć narodowych i symboli pośmiewisko). W sferze obyczajowej nie pozostaje Wolniakowski obojętny np. na obniżanie się statusu kobiety (Ogólnie dostępny/ towar powszedni/ produkt do spożycia). Smutkiem przesiąknięta jest refleksja egzystencjalna (Gdzieś za tobą/ jak cień stoi samotność). Na przekór wszystkiemu pojawia się wszakże zachęta, by, wzorem Conradowskiego bohatera, przeciwstawić się złu i własnej słabości.

Autor, stroniąc od wyszukanych środków stylistyczno-językowych, nasyca swoje pisarstwo nie tylko problematyką etyczną, ale też po prostu emocjami. Pisze zresztą wprost, że w życiu najważniejsze są uczucia.

Piosenki Pawła Ciesielskiego

Do najbardziej szlachetnych gatunków muzyki rozrywkowej należy piosenka poetycka, charakteryzująca się szczególnym naciskiem położonym na stronę słowną utworu. Często taka piosenka bywa tzw. piosenką autorską. Dzieje się tak wówczas, gdy wykonawca jest zarazem autorem tekstu i muzyki.

W Łodzi już wiele lat działa Paweł Ciesielski. Tworzy samoistną poezję oraz teksty, do których dokomponowuje muzykę. W ten właśnie sposób powstają piosenki autorskie. Artysta wykonuje je solo z własnym akompaniamentem gitarowym, częściej jednak śpiewa dobierając do współpracy różne składy instrumentalne, w których nie zawsze jest gitarzystą, bo zdarza się też, że „klawiszowcem” (vide CD Amulet). Występuje m.in. na spotkaniach poetyckich, nierzadko włącza się w przedsięwzięcia o wymowie patriotycznej, bo ma w swym dorobku utwory w taki nurt się wpisujące.

Jest członkiem istniejącego od 1997 roku zespołu H’ernest. Nie tak dawno ukazała się kolejna płyta tej grupy, tym razem zatytułowana Tak mało czasu… Zawiera 9 piosenek z tekstami poetyckimi i muzyką Ciesielskiego. Utwory mówią o ważnych dla każdego problemach egzystencjalnych, o samotności (z tyloma ludźmi mijam się/ lecz kogo naprawdę obchodzę), potrzebie miłości (niech się miłość śni), trudzie codzienności (śmiać się z Syzyfa nie fair/ bo każdy trochę też nim jest/ on ma swój kamień/ my złudzenia). W tytułowej piosence powtarzają się wersy: tak mało czasu na to życie/ tak dużo rzeczy do zrobienia…

Ciesielski, śpiewający ciepłym głosem w sposób bezpretensjonalny i na omawianym krążku grający zarazem na gitarze, jako autor utworów w każdym przypadku zadbał o ścisłe zespolenie warstwy słownej z muzyczną. Piosenki, zróżnicowane w zależności od tekstu energetycznie, są niebanalne pod względem formalnym i harmonicznym (harmonia daleko wykracza poza operowanie li tylko trójdźwiękami). Wszystkie zostały dobrze zaaranżowane – istotną rolę odgrywają m.in. solówki i kontrapunkty trębacza Krzysztofa Straburzyńskiego. Wzbogacają ponadto kolorystykę (jak w piosence Nie mów słów) brzmienia elektroniczne. Wszyscy, lekko swingjacy muzycy znakomicie wywiązują się ze swych zadań, warto więc wymienić pozostałych: gitarzystą jest też Patryk Pietroń, gitarzystą basowym Krzysztof Sędkiewicz, na instrumentach klawiszowych gra Marek Czmochowski, na perkusji Łukasz Robakiewicz. Do jednej z piosenek dokooptowany został kontrabasista Mariusz Wiater, natomiast w dwu kompozycjach swego głosu użyczyła, wzbogacając stronę wokalną (raz na zasadzie wokalizy), Małgorzata Hutek. Płyta Tak mało czasu… została dobrze nagrana pod względem techniczno-akustycznym i starannie wydana w sensie edytorskim. Na sumienną realizację… czasu zatem nie zabrakło.

Wypowiadam się dźwiękami i ruchem

Rozmowa z Justyną Stopnicką – muzykoterapeutką, tancerką, instruktorką tańca oraz fitness, czyli nowoczesnych form gimnastyki, także kompozytorką 

 

Janusz Janyst: – Jest Pani z wykształcenia pianistką i muzykoterapeutką. Jak spożytkowuje Pani zdobytą podczas studiów w Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów wiedzę i umiejętności?

Justyna Stopnicka: – Obecnie całą swą muzyczną wiedzę, umiejętności i doświadczenie praktyczne przede wszystkim staram się przekazywać dzieciom oraz dorosłym jako nauczycielka tańca. Dzieje się tak podczas cyklicznych zajęć warsztatowych dla zespołów tanecznych, dla seniorów w ramach projektów rehabilitacyjnych itp. To jest ważny, choć nie jedyny, nurt mojej aktywności.

– Czyli taniec stał się kolejną, po muzyce, pasją.

 – Od dziecka, niezależnie od nauki muzyki, marzyłam o ruchu. W rezultacie najpierw związałam się z zespołem tańca Czarne Stopy, później uczestniczyłam w szeregu warsztatów prowadzonych przez Radosława Stępniaka, założyciela grupy Skład, w której spędziłam parę lat życia – działaliśmy twórczo, warsztatowo, improwizacyjnie, ruchowo i muzycznie, przygotowując spektakle ruchowe.  Jako tancerka brałam udział w widowisku Droga w reżyserii Piotra Matuli. Wystawiane było ono w 2016 roku w Zbąszyniu podczas międzynarodowych spotkań pod nazwą Festiwal Experyment a także w Lokalu/Pasaż Schillera w Łodzi.

– Ale nie porzuciła Pani fortepianu i nie zaniechała działalności muzykoterapeutycznej?

 – Prowadziłam warsztaty z muzykoterapii w Centrum Rehabilitacyjno-Opiekuńczym oraz w domu kultury Lutnia w Łodzi. Współpracowałam z Regionalnym Centrum Wolontariatu Centerko. Obecnie działam w dziedzinie muzykoprofilaktyki w ramach programu rządowego na rzecz aktywności społecznej osób starszych – edycja 2018. Stanowi to kolejny cykl warsztatów łączący dwa pokolenia wolontariuszy, podczas którego mam możliwość grania na fortepianie na żywo, na zasadzie improwizacyjnej. Jest to też o tyle ciekawe, że każdy z uczestników w trochę inny sposób odbiera muzykę i na nią reaguje. Wspomnę, że w marcu tego roku, w Galerii Wschodniej podczas VII wystawy w ramach Sztuki i Dokumentacji grałam do wizualizacji Justyny Jakóbowskiej. Stworzyłam również ścieżkę dźwiękową do jej wizualizacji Postindustrial meditation/ the underground river, natomiast Jakóbowska zrobiła klip do mojego utworu pt. Melancholy.

– Od pewnego czasu coraz częściej mówi się o Justynie Stopnickiej również jako kompozytorce. Czy twórczość to wewnętrzny imperatyw?

– Pewnie tak. Od paru lat tworzę kompozycje elektroniczne, które niejednokrotnie wykorzystywane są w różnego typu przedsięwzięciach i działaniach twórczych z zakresu sztuki wizualizacyjnej, w projektach interdyscyplinarnych, muzyczno-ruchowych, podczas imprez  warsztatowych, charytatywnych itp. W Kipiszu, czyli przestrzeni Teatru Zamiast w Łodzi, będącej miejscem do działań twórczych obejmującym improwizację osobistą i jam session, stworzyłam w bieżącym roku ścieżkę dźwiękową do wizualizacji i ruchu – uczestniczyły w tym dwie tancerki. Nie tak dawno zrealizowałam także wspólny projekt z łódzką Akademią Muzyczną – Kierunkiem Choreografii i Techniki Tańca. Podczas Wieczoru Tańca odbywającym się w sali koncertowej uczelni zaprezentowaliśmy etiudę opartą na tańcu nowoczesnym, do której skomponowałam własną muzykę, uwzględniającą również śpiew. Wystąpili studenci I roku studiów licencjackich. Od trzech lat uczę się o dźwięku i produkcji muzycznej w Akademii Dźwięku w Warszawie – i tutaj specjalne podziękowania dla Mateusza Telegi – certyfikowanego trenera Ableton – za wiedzę, inspirowanie mnie, współpracę przy miksie i masteringu. Mam konkretne plany kompozytorskie, w przyszłości chciałabym komponować m.in. muzykę do filmu.

– Wywodzi się Pani z muzycznej rodziny – ojciec jest znanym muzykiem jazzowym, brat gitarzystą klasycznym…

– Muzyka od dziecka kształtowała moją świadomość. Wybitny talent i umiejętności taty, jako trębacza i pianisty grającego w prestiżowych formacjach jazzowych, miały na mnie szczególny wpływ, ale ponadto odgrywała jakąś rolę klasyka gitarowa uprawiana przez brata. Słuchałam też chętnie np. The Beatles, All Jarreau – no a przy tym wszystkim liczyło się zawsze wsparcie duchowe mamy. Mam więc za co być wdzięczna rodzinie. Atmosfera domu kształtowała – nie mniej, niż uczelnia – moją wrażliwość, muzykalność, feeling, odczucie bycia jednością z dźwiękiem, które przekładam teraz na możliwość wypowiadania się dźwiękami i ruchem. W obu dziedzinach chciałabym się nadal rozwijać.

Małe ojczyzny dla Ojczyzny wielkiej

Zapatrzone w „postępową” Europę rodzime środowiska liberalno-lewicowe miały w ostatnim okresie swój zauważalny udział w dezawuowaniu patriotyzmu, który próbowano utożsamić z nacjonalizmem, także w eliminowaniu z dyskursu społecznego pojęcia narodu i zastępowaniu go takimi określeniami, jak „suma jednostek”, „zbiór obywateli związanych umową społeczną” itp.

W polskiej literaturze i filozofii czasów minionych naród był wspólnotą duchową a jednocześnie ideą, której rdzeń stanowiła tradycja (przez Kazimierza Dobrowolskiego rozumiana jako wszelka spuścizna przekazywana przez ustępujące generacje pokoleniom wchodzącym w życie). Tradycja, pamięć historyczna, kształtowały więc i kształtują więc narodową tożsamość. Nie bez znaczenia jest  zarazem poczucie wspólnoty w ramach „małych ojczyzn”, stanowiących punkt wyjścia dla formowania się postaw. Zdawano sobie z tego sprawę w odrodzonej Polsce. W 1926 roku sformułowany został program regionalizmu polskiego, mówiący o jedności państwowej i zróżnicowaniu terenowym, zwracający uwagę na aspekty materialny i duchowy, gospodarczy i kulturowy regionów.

Rozwijanie idei regionalizmu w ścisłym powiązaniu z kształtowaniem i utrwalaniem tożsamości narodowej, uaktywnianie społeczeństwa i wyzwalanie inicjatyw to również cele powstałego w 2002 roku Ruchu Stowarzyszeń Regionalnych RP. W kutnowskim Centrum Teatru, Muzyki i Tańca odbył się nie tak dawno – zorganizowany przez Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Kutnowskiej – III Sejmik Stowarzyszeń Regionalnych województwa łódzkiego pod hasłem Regionaliści z małych ojczyzn dla Ojczyzny wielkiej w stulecie odzyskania niepodległości. Przyjechały reprezentacje prawie dwudziestu stowarzyszeń, m.in. Towarzystwa Przyjaciół Aleksandrowa Łódzkiego, Stowarzyszenia Przyjaciół Bełchatowa, Stowarzyszenia Historii Koluszek, Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łaskiej,  Towarzystwa Przyjaciół Piotrkowa Trybunalskiego, Towarzystwa Przyjaciół Zgierza.

Wygłoszonych zostało kilka referatów. Współpracę samorządu lokalnego z organizacjami pozarządowymi na przykładzie Kutna omawiał Michał Adamski, naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Rozwoju Miasta. O programie edukacji regionalnej – jako przykładzie dobrych praktyk – realizowanym w tymże ośrodku opowiadał Jarosław Kotliński, naczelnik Wydziału Edukacji UM Kutno. Anna Olejniczak z Centrum OPUS naświetliła prawne aspekty prowadzenia organizacji pozarządowych i sposób pozyskiwania środków zewnętrznych na realizacje projektów z zakresu regionalizmu. Zaś działania Parlamentarnego Zespołu ds. Kultury, Tradycji i Dziedzictwa Małych Ojczyzn scharakteryzował senator Ryszard Bonisławski, wiceprzewodniczący w/w Zespołu. W trakcie dyskusji – kontynuowanej nawet w trakcie przygotowanej przez organizatorów Sejmiku autobusowej wycieczki do zamku w Oporowie – regionalni działacze wymieniali się doświadczeniami i omawiali realizowane na własnym terenie projekty związane m.in. z popularyzacją dziejów danego obszaru, wydawnictwami, ochroną przyrody i zabytków, imprezami artystycznymi.

Poruszony wyżej temat, dotyczący rozwoju kraju poprzez gospodarczy i kulturowy rozwój regionów, wydaje się ważny również w kontekście obecnych wyborów samorządowych.

Premiera pięknie wyśpiewana

Wciąż aktualne jest pytanie – szczególnie istotne w odniesieniu do repertuarowej klasyki – czym powinna być operowa inscenizacja. Czy przede wszystkim dokonaną z maksymalną starannością i twórczym zaangażowaniem prezentacją dzieła, czy też raczej autoprezentacją reżysera, traktującego siebie jako podmiot całkowicie autonomiczny, mogący w poczuciu nieograniczonej swobody wyczyniać z daną mu do dyspozycji materią wszystko, co zechce? W dziejach łódzkiej sceny operowej, poza wieloma udanymi premierami, pojawiały się niekiedy spektakle pretensjonalne, udziwnione, i w rezultacie męczące dla widza, mającego przecież prawo do obejrzenia klasyki w postaci niewykoślawionej.

Najnowsza premiera Teatru Wielkiego, Rigoletto Verdiego – z librettem osnutym na dramacie Hugo Król się bawi –  w reżyserii zaproszonego z Włoch Paolo Bosisio ma tę zaletę, że jej warstwa sceniczna, ukształtowana z szacunkiem dla dzieła, nie drażni i nie przeszkadza w kontemplowaniu muzyki, znakomicie zresztą wykonywanej przez solistów, chór i orkiestrę pod dyrekcja Tadeusza Kozłowskiego. Reżyserię można elegancko określić jako dyskretną, minimalistyczną, i to do tego stopnia, że pojawia się niekiedy niedosyt z nią związany, m.in. w kulminacyjnej dla tragedii scenie, gdy Rigoletto odkrywa, że to Gilda, jego ukochana, młodziutka córka, została zabita zamiast rozpustnego Księcia przez opłaconego rzezimieszka. Scena ta, zupełnie nieprzekonująca aktorsko, pozbawiona została prawdy psychologicznej, za co zresztą w równym stopniu odpowiedzialny jest odtwórca roli tytułowej, Zenon Kowalski, skądinąd śpiewający z należytym wyrazem. I tu należy podkreślić, że strona wokalna całego spektaklu zasługuje na uznanie. Świetnie wypadła jako Gilda Hanna Okońska. Jej nienagannie prowadzony sopran stanowił podstawę interpretacji subtelnej, dziewczęcej, różniącej się od niektórych, znanych melomanom kreacji „silnych”, nastawionych na popis, lecz nieadekwatnych do postaci. Podobać się mógł również Łukasz Załęski jako Książę. W tenorze młodego śpiewaka dopatrzyć się już można prawdziwego blasku. Dobre okazały się także inne partie. Natomiast scenografia Domenico Franchiego, jeszcze bardziej minimalistyczna od reżyserii, wymagała pracy wyobraźni, bo trzeba było uwierzyć, że np. pomieszczenie kojarzące się z pustym pokojem w oddanym właśnie do użytku przez współczesnych budowlańców mieszkaniu to komnata Gildy. Na szczęście rekompensowały tę ubogość pomysłowe, bogate kostiumy autorstwa Zuzanny Markiewicz.

Strona 1 z 5012345...102030...Ostatnia »

Latest Topics

Niżyński na DVD

Fundacja Kamila Maćkowiaka przygotowała dla teatromanów nie lada gratkę. Monodram Niżyński, uważany przez [Read More]

Diariusz Dariusza

Całkiem niedawno wpadł mi w ręce zbiór wierszy Dariusza Wolniakowskiego pod niepozbawionym dowcipu tytułem [Read More]

Piosenki Pawła Ciesielskiego

Do najbardziej szlachetnych gatunków muzyki rozrywkowej należy piosenka poetycka, charakteryzująca się szczególnym [Read More]

Wypowiadam się dźwiękami i ruchem

Rozmowa z Justyną Stopnicką – muzykoterapeutką, tancerką, instruktorką tańca oraz fitness, czyli nowoczesnych [Read More]

Małe ojczyzny dla Ojczyzny wielkiej

Zapatrzone w „postępową” Europę rodzime środowiska liberalno-lewicowe miały w ostatnim okresie swój [Read More]

Interesting Sites

    Archives